Pięć zdań o zmianach gustów na piątek

bosman_plama dnia 8 grudnia, 2017 o 9:02    33 

xavtyt

Ahoj gikzowicze! Dziś nadszedł czas na uderzenie się w pierś, stanięcie przed lustrem i wzięcie na siebie odpowiedzialności. Czyli przyznanie, że starość nie radość i załamanie rąk nad zmianami zachodzącymi w mózgu. Czyli będzie o mnie i czemu mnie nie było.

Dziwna rzecz stała się w tym roku. Niektórzy powiadali, że z dawna zapowiadali takie zmiany, inni, że to kwestia układu planet. A większości zupełnie to nie obchodziło. Tak naprawdę interesowałem się tym głównie ja, bo też sprawa dotyczyła mnie właśnie. A chodzi o to, że prawie w nic w tym roku nie zagrałem.

Oczywiście „prawie nic” oznacza w moim przypadku kilka gier. Dodatek do czwartego Uncharted, kilkanaście sesji z Darkest Dungeon (tym razem nadawałem postaciom imiona znajomych bawiąc się setnie, gdy popadali oni w rozmaite choroby psychiczne), stanowczo zbyt wiele godzin z Cywilizacją 2, trochę przygód z Gravity Rush 1 i 2, rozczarowanie ostatnią Larą, rozczarowanie sobą samym w zderzeniu z nowym Tormentem, kilka kolejnych przygód z kilkoma cRPGami, jeszcze jedną próbę polubienia się z Empire Total War, tym razem za pośrednictwem Hiszpanii (co okazało się strzałem w ósemkę, tak mniej więcej), niespecjalnie udaną próbę polubienia się z Warhammer Total War (zero emocji, zero sympatii, kilka wzruszeń ramionami). I pewnie jeszcze coś, o czym zapomniałem. Nie było więc tak, że nie grałem zupełnie. Ale grałem bardzo mało i mało co sprawiało mi satysfakcję.

totalwar-whNiewiarygodne, że coś takiego pozostawia mnie z „meh” na twarzy, choć przecież w Dark Omen zagrywałem się jak szalony i nawet Mark of Chaos sprawił mi sporo frajdy

Czyżby więc starość zapukała do mojego mózgu? A może coś jeszcze gorszego – dorosłość? A może chodzi o to, że tyle jeździłem w tym roku po konwentach fantastycznych (spędziłem na nich prawie połowę weekendów w roku), że z trudem starczało mi czasu na co innego. A tu przecież i pisać trzeba i wykonywać tę drugą, mniej fajną, ale zapewniającą stały dochód pracę? W efekcie na granie zostało mi bardzo mało czasu. A co za tym idzie nie bardzo miałem tu o czym pisać.

Ale nie wywnętrzałbym się tak bardzo, gdyby co innego nie przyszło mi po drodze do głowy.

grush

Oczywiście, ktoś złośliwy mógłby stwierdzić, że zbliżam się do wieku, w którym o wartości gier zaczyna ważyć jej zawartość lolitek

Czy doświadczyliście zmiany gustów? Nie, że nagle zamiast blondynek zaczęły Wam się podobać rude, bo po pierwsze na rudość zapadła parę lat temu większą część populacji, a po drugie koniec końców zawsze okazuje się, że męskie gusta na temat kobiet nie znaczą nic, bo kiedy jakaś kobieta postanawia, że to my jesteśmy w jej typie, nie mamy nic do gadania.

Ale wiecie – filmy, gry, książki… No właśnie. Poanalizowałem sobie samego siebie (klasyk nazywał to bodaj: „celebrowaniem własnej zajebistości”) i wyszło mi, że oglądam dziś mniej horrorów niż kiedyś, za to znacznie więcej komedii. Kompletnie nie interesują mnie ciężkie dramaty psychologiczne o ludziach w depresji, choć jako nastolatek prawie nie uznawałem innych filmów (no, chyba, że przygodowe i takie, w których się strzelali, oraz tzw. „kino różowe”). Właściwie z wachlarza mych gustów zachowała się niemal wyłącznie miłość do fantastyki we wszelkich jej odmianach.
gravity rush2

A jak to wygląda z grami? Wstyd się przyznać, ale cRPGi nie sprawiają mi już takiej frajdy, jak przez ostatnie dwadzieścia lat. To przykre, bo były one moim absolutnie ukochanym rodzajem grania. Co się stało? Chciałbym oczywiście zrzucić winę na „te wstrętne nowe czasy”, w których cRPGi nie są już cRPGami. Powybrzydzać znów trochę na Bioware i Bethesdę. I byłaby w tym słuszność wielka, zwłaszcza w przypadku Bioware, któremu zawartość RPGów w cRPGach jest coraz wyraźnie balastem. Kłopot w tym, że ostatni Torment też mnie nie porwał aż tak, jak sądziłem, że mnie porwie. Straszna prawda jest taka, że ten święty Grall ceerpegiewatości jakim był Wiedźmin 3 też nie poruszył mojego serca niczym poza widoczkami i ujęciami na krągłości bohaterek. Nie zrozumcie mnie źle – nieźle mi się w to grało, ale żebym poczuł jakieś uniesienia? Żebym wydawał z siebie ochy i achy?

yen3

Jak nie lubię Yennefer, tak w grze wyszła nieźle…Ale zaraz, a może to też zmiana gustu?

No nie. Ostatnią grą cRPGie, która wywołała u mnie drgnięcie serca było PoE. Więc może chodzi o to, że zatrzymałem się w za-poprzedniej epoce? Ale znowu PoE, choć mnie ucieszyło, nie sprawiło, że gwizdałem radośnie w drodze z pracy myśląc tylko o tym jakie grobowce dziś splądruję i czym zaskoczą mnie kumple z drużyny. Czyli nie stało się jedną z osi mojego życia, jak kiedyś Baldurs Gate 2 na przykład.

Spellforce-3

Zatem, może jednak starość? Może tak bardzo już „straciłem ciepło”, że nie dla mnie uniesienia przy grach? Ale przecież jeszcze niedawno nieomal piszczałem z zachwytu przy Uncharted4. I nie przeczę, Gravity Rush prócz parudziesięciu „kurczaków” oraz cytowania na prawo i lewo: „jestem już na to za stary” też wyrwało ze mnie parę okrzyków radosnego zaskoczenia. No i przebieram niecierpliwie nogami czkając na tę chwilę, gdy będę mógł odpalić Spellforce3 (jedynki jestem fanem, dwójka pozostawiła mnie obojętnym). A Cywilizacja 6 pozostawia mnie zimnym jak głaz.

Czyli: zmiana gustu? Zdarzyło się Wam coś takiego?

 

Dodaj komentarz



33 myśli nt. „Pięć zdań o zmianach gustów na piątek

  1. Probabilistyk

    Oj tam zmiana gustu, zarobiony jesteś plus do tego gry które obecnie wychodzą to zwykłe kalki tego co już ograliśmy n-razy. Moje hobby jakim są gry ostatnio dominuje syndrom zbieractwa, coraz więcej gier wpada na konto steam i nawet ich nie instaluję :( Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułem „hajp” związany z premierą jakiegoś tytułu. Mega zaskoczeniem był Prey (2017) – tak wiem, wszędzie polecany, ale opinie branżowe sponsorowane przez wydawców dawno przestały mieć dla mnie znaczenie. W Preju LORE i fabuła są tak fajnie napisane, że sesje z grą były niczym dobry serial/książka. Bez grindu, bez płatnych dodatków, bez bezpłatnych dodatków :-) sama esencja. Dlatego sądzę, że gusta z wiekiem się zmieniają, ale w stronę jakości – oczekujemy towaru pełnowartościowego, innowacyjnego i ponad przeciętnego. A że jesteśmy zalewani remejkami, restartami, rebootami, 10 częściami tego samego, to już nawet najwytrwalsi weterani potrafią odpaść, szczególnie że z wiekiem do walki o wolny czas staje do rywalizacji coraz więcej obowiązków.

    1. iago

      @Probabilistyk

      „Moje hobby jakim są gry ostatnio dominuje syndrom zbieractwa, coraz więcej gier wpada na konto steam i nawet ich nie instaluję”
      Ditto.
      Ew. odpalam jakąs produkcję po roku/dwóch na 5 minut. Albo na 40 godzin. Jak Endless Space 2. Mówiłem, że mi się ES2 podobało? Jak nie, to pewnie cos powiem. Albo napiszę.

      A co do gustu… on się może nawet nie tyle zmienia, ile sublimuje w czasie. Pogłębia. Subtelnieje. Ewoluuje, no.

  2. Toc85

    Zmiana – może. Zmieniasz się Ty, czemu miałby nie zmieniać się Twój gust? Chociaż ja nazwałbym to ewolucją.

    Analizując upodobania muzyczne okazuje się że najbardziej podoba nam się to, co znamy. Zatem człowiek przesiąknięty metalem dalej lubi metal, a ta słuchająca pop popierdówy będzie miała kisiel w majtach słysząc nowy singiel Miley Cyrus.

    Może, będąc bez przerwy wystawionym na współczwesne produkcje (i przynajmniej próbach ogrania) powoli nasz gust się zmienia i przechodzimy z tolerancji, przez akceptację aż po końcową afirmację.

    Pojawia się tylko straszne pytanie – czy nasz gust jest nasz?

  3. lemon

    To normalna kolej rzeczy, że gusta się zmieniają i z wiekiem obojętniejemy na wiele bodźców. Ja w nic nowego nie grałem od lat. Te wszystkie hajp trailery zbywam wzruszeniem ramion. Dawno żadna gra nie wciągnęła mnie na tyle, żebym o niej myślał w pracy. A jeśli chodzi o filmowe horrory, to albo ja przestałem się bać, albo to one przestały być straszne.

    Zaskoczyłeś mnie tym Gravity Rush – mnie ta gra znudziła po 5 minutach oglądania rozgrywki na jutubie.

  4. larkson

    Jestem jeszcze za młody, żeby mnie ten kryzys dopadł, bo gierki potrafią jeszcze wywołać u mnie efekt „wow”. Od prawie 20 lat bawią mnie gatunki, które zawsze lubiłem. Jedyne co się może zmieniło to to, że częściej zerkam na Japonię. Zerkam na tyle często, że jeśli miałbym wymieniać TOP 5 gier jakie grałem w tym roku to 4 to byłyby gry z Japonii. No i to, że odkąd zacząłem pracować to przestałem hajpować się premierami, bo wiem, że zdołam je ograć dopiero za za jakiś czas ze względu na backlog. Ale to kwestia czasu, że i mnie to dopadnie i na kolejną część Persony albo Yakuzy zwyczajnie położę lachę.

  5. Fantus

    Mój gust przechodzi kryzys egzystencjalny. W sumie to zadumał się na chwilę, rzucił znaczące spojrzenie i wyszedł. Wszystko to przez Game Awards gdzie strategią roku zostało jakieś Mario Brothers a RPGiem jakieś „chińskie bajki”…

    Zamierzam tedy wbić achievement „The Sun Never Sets on the Indian Empire” w EU4 żeby go udobruchać. Może mu przejdzie.

  6. banita

    O, proszę! Wczoraj pytałem Nitka gdzie zniknął bosman, a już dzisiaj nasz pisarz pierwszej klasy i światowej sławy (za niedługo!) jest na dywaniku i się tłumaczy. :D

    Mam te same objawy starzenia się, mało gier zaliczonych w tym roku i już nie bawia tak, jak kiedyś. Na dodatek ogrywałem prawie same niewielkie albo stare tytuly.

  7. aryman222

    I feel you (Bos) man… Jakbym czytał swoje myśli przelane na e-papier przez kogoś innego (tylko tytuły gier by się pozmieniały) :) To starość/dojrzałość; inaczej tego wytłumaczyć się nie da.
    1. Kiedy nadmiar możliwości nie pozwala cieszyć się z żadnego wyboru … W czasach kiedy gry kupowałem sporadycznie, na wyprzedażach (napięty budżet), w jakichś pakietach i nieco „na czuja”, otwieranie pudełek było świętem, a zawartość ogrywałem do samego końca, masterowałem aby mieć poczucie, że te 20-40 zł się zwróciło. A ile miałem z tym zabawy i ekscytacji! Dziś mogę mieć każdą (grę), a nie ekscytuje mnie prawie żadna (ponadprzeciętne oczekiwania mam jedynie wobec Cyberpunka 2077 i Star Citizena). Przy pierwszym Far Cry-u byłem tak zachwycony, że niemal pewny – najlepsza strzelanka w historii! Dziś nie mogę się zmusić do zainstalowania 3, 4ki, a zaraz i 5ki. Już chyba nie nadgonię….
    2. Poczucie coraz szybszego upływu czasu… Czasem trafię na grę wyśmienitą, w którą mógłbym grać co wieczór, latami (Rainbow Six Siege ostatnio). Rety, ile wspaniałych emocji ta gra dostarcza, satysfakcji „jak za dawnych”, młodszych lat! A jednak nie potrafię olać wszystkich innych i skupić się na tej grze, która sprawia radość.
    Z jednej strony chciałoby się nie wypaść z obiegu, wiedzieć co nieco o grach, którymi zachwycają się inni (może mnie też zachwycą? Wszak tego szukam!). Więc instaluję takie Original Sin i mimo wielu zalet gry męczę się niemiłosiernie sztampowością historii i questami bez znaczenia. Może gdybym miał więcej czasu (jak na studiach…), na spokojne oddanie się grze i powolne odkrywanie każdego zakątka. Niestety obecnie co chwilę dokonuję ewaluacji – czy gra jest warta mego ograniczonego czasu? Czy nie będę żałował tych xx h po przejściu? Czy otrzymuję coś niezwykłego? A wymagania są spore ( z każdą kolejną poznaną grą coraz większe). Po W3 jakiekolwiek ratowanie świata/herosowanie wydaje mi się śmieszne… Może to Wiesiek, a może to Wiesiek na podatnym gruncie zgreda szukającego w grach czegoś dojrzalszego, bardziej realistycznego. W każdym razie jak RPG, to pewnie już tylko od REDów.
    Z drugiej strony kompulsywnie instaluję starsze gry, by raz jeszcze poczuć ten dreszczyk emocji, który czułem kiedyś. I jest słabo – znam wszystkie mechaniki, gra niczym mnie już nie zaskakuje… Dreszczyk – nieobecny. A kiedyś myślałem, że coroczna kampania w Rome TW nigdy mi się nie znudzi…
    3. Nadzieja na intensywne i satysfakcjonujące „jak dawniej” granie wciąż się tli – przy okazji multi w HoI IV udało mi się ostatnio przypomnieć jak wyglądały maratony grania, gdzie przez 5-8 h nie masz niemal czasu na wyjście do WC. Magia ożyła, było cudownie… Ale wystarczył tydzień przerwy (wakacje) i już nie mam siły wrócić. Myśl o zaangażowaniu na tyle godzin pod rząd (i nie ma zlituj, że trzeba obiad zrobić/zjeść – pół godziny nieobecności i okazuje się, że pogrzebałeś wysiłek 10 sojuszników, bo twoi marines nie przejęli kluczowego portu, więc cały misterny plan posypał się jak domek z kart, a twoja dalsza obecność na serwerze jest niemile widziana) mnie odpycha – nie ważne jak fajnie jest, za stary jestem na maratony. A kiedyś to one dawały mi najwięcej radości. Granie do świtu – to było jedyne słuszne granie! Dziś nie mogąc zdecydować się na poważne granie coraz częściej szukam przygód na godzinę, dwie, chętnie w grach o nieskomplikowanym interfejsie, niemal planszowych (polecam w tej kategorii Victory and Glory: Napoleon).
    4. Starcze dryfowanie w stronę krótkotrwałych interakcji/przyjemności daje za to coraz więcej radości z filmów i muzyki. 2h nawet na średnim filmie szybko mija, więc jakoś tak nie szkoda straconego czasu. A trzeba przyznać, że techniczna maestria mistrzów z Hollywood (w kwestiach wizualnych i dźwiękowych) coraz częściej zachwyca i wzrusza te starzejące się oczy i uszy. I faktycznie – w tym wieku już zbyt dobrze wiem, że „shit happens” więc wolę filmy, w których akurat nikt nie wdeptuje, jest zabawnie, albo chociaż połączono elementy humorystyczne z akcją. Thor: R – cudowny, zobaczcie koniecznie :)
    Z powodu piosenki ostatnio kupiłem grę – DoW III. Tytułowy kawałek jest tak mroczny, głęboki… Uznałem, że gra z takim utworem musi posiadać choć cząstkę tej niezwykłości. I posiada, ale… za stary jestem na klikanie na wyścigi z koreańskimi małolatami.
    Także tego… Ech idę spać, bo będę jutro niewyspany.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @aryman222

      Ciekawe jest to, co napisałeś o pladze obfitości. Rzeczywiście, najpyszniejsze danie nie smakuje nam dobrze, gdy kucharz serwuje kolejne pyszności tak szybko, że nie mamy czasu rozsmakować się w tym pierwszym. Wszystkiego jest mnóstwo, kalejdoskop premier sprawia, że niełatwo nam się skupić na jednym wyjątkowym tytule.

    2. slowman

      @aryman222

      A może to po prostu, wiecie, starość? Z tego, co pamiętam to jednak zazwyczaj z wiekiem emocje się robią mniej wyraziste. Co jest fajne, bo jak już się położycie wygodnie w trumnie, to nie będziecie się pieklić o te robaki co Was podgryzają, albo o facetów w rurkach. No a póki jeszcze zajmujecie chwilami pozycję wertykalną, nie dojdzie do rękoczynów z młodszym samcem, który stwierdzi, że Fallout 4 był najlepszym Falloutem i w rezultacie do przyjęcia pozycji horyzontalnej. Weselmy się.

  8. Stah-o

    Jakieś półtora roku temu przeszedłem coś co nazwałbym „zawałem gracza”. Zaczęło się od odpuszczenia kilku dni grania na xboxie na rzecz pogłębiania zawodowych skilli. W czasie przeznaczonym na gry czytałem książki i oglądałem tutoriale. Nie wiem nawet kiedy minęło kilka miesięcy bez grania, w zasadzie pierwszy raz tak dużo od 40 lat. Gdy zaczęłem zdawać sobie sprawę, że zaczynam śmierdzieć ramolem w panice nabyłem PS4, żeby znów obudzić emocje od nowa. Emocje są, ale takie bardziej pozawałowe niż pierwotne. Kiedyś wymarzyłem sobie, że będę grał do usranej śmierci, ale teraz już sam nie wiem… Wszystko się zmienia.

  9. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Been there, felt that ;) Chyba nawet się jeszcze na GC wyzewnętrzniałem z tym uczuciem :D
    Najprościej oczywiście przyjąć że to kwestia wieku. Ale wytłumaczenie to, mimo iż najprostsze, jest dla nas bolesne więc odrzucamy je szybko.
    I przyjmujemy że wszystko już było, przy czym kiedyś było lepsze. I z tą myślą jest znacznie lepiej. Bo: a) nie ma winy w nas tylko w tym całym „gupim gamedevie” b) my jako ci co pamiętają lepsze czasy też oczywiście jesteśmy lepsi. Nie dość że jesteśmy Glorious PC Masterrace to w tej masterrace jesteśmy elitą. Elitą która grała w gry zanim jeszcze ta cała gimMOBAza się urodziła. I dla nas nie trzeba było upraszczać wszystkiego! Myśmy se sami mapy w Eye of the Beholder na kartce wyrwanej z zeszytu do matmy rysowali! :D
    Prawda że od razu lepiej?
    Ale tak na serio to Probabilistyk w pierwszym komciu wszystko ładnie wyjaśnił. Życie nam zajmuje więcej czasu niż kiedyś to i na gry czasu mniej (sprawdzić czy nie Nitek). Do tego pojawił się internet a w internecie np. jakieś Gikzy, Discordy czy Netflixy ;) Są też książki które chciałoby się przeczytać (albo w Twoim wypadku nawet napisać). Tak wiele opcji do wyboru a doba ciągle ma 24 godziny…

  10. projan

    Nie wiem czy już to pisałem ale… teść wyznał jakiś czas temu, że zawsze obawiał się starości w kontekście seksu: „Myślałem, że to będzie takie straszne że nie będę już mógł, a mi się po prostu nie chce.” :)
    Może jest jakaś analogia? ;)

  11. EveryEnd

    U mnie nastąpiła zmiana już spory czas temu. Zrezygnowałem zupełnie z multi i online i tylko celuje w gry single. Głównie dlatego, że zostałem graczem weekendowym, ale też jakoś bardziej w końcu doceniłem single. Zrobiłem kilka podejść, do tytułów, od których się kiedyś odbiłem (Darksider, The Evil Within, Dead Space) a teraz się świetnie bawiłem (DS przeszedłem wszystkie 3 części, trójka akurat była kiepska, a The Evile Within 2 właśnie czeka aż skończę ogrywać Dishonored 2).
    Ba nawet kupiłem dziecku PS4 na święta teraz, to zagram w końcu w The Last of Us i resztę tytułów od Naughy Dog :)
    No i moje ulubione gry RPG trochę poszły w odstawkę, jakoś nie chce mi się już czytać ton tekstu. I przy tempie w jakim gram, to bym rozbudowanego rpga przechodził miesiące :/

  12. Mnisio

    Wszystko zależy od czasu jaki się posiada.
    Po sieci przestałem grać, jak obraził się kumpel z którym nie skończyliśmy mapy w kursk ’44, przez e-mail – jedna tura potrafiła trwać tydzień.
    Solo też zacząłem grać w gry, które da się włączyć szybko, na 1/2-1 godziny i wyłączyć w dowolnym momencie. No i po tygodniu dalej pamiętać co się robiło. Niestety pozostała chęć ogrywania gier, w których można utopić dowolne ilości czasu – np. cywilizacja, czy ostatnio darkest dungeon.
    Natomiast ostatnio zajrzałem na steama taty – ma przegrane niebotyczne ilości czasu – np. skyrim ~800h, Cywilizacja V ~1200h.
    Około pół roku temu marudził, że nie ma w co grać. Zobaczył potem endless space, pillarsy i tormenta i już nie marudzi.
    Więc wszystko jest kwestią czasu.
    A gust zmienia się i będzie się zmieniał, na przykład nie spodziewałem się, że Mietek Szcześniak zrobi coś takiego:
    https://www.youtube.com/watch?v=NgGhwtv1Y5Q
    A zrobił – i jak tu dyskutować o guście.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Mnisio

      Prawie kliknąłem, ale w ostatniej chwili przypomniałem sobie, że to grudzień. A gra nie zna zasad ani litości.

      Na multi nie gram już chyba… no dłużej niż żyją niektórzy. Za to kusi mnie, żeby znowu zagrać w Baldurs Gate2. Przeszedłem tę grę w całości (z dodatkowa oficjalną zawartością) tylko raz (bo ot tak se zaczynałem i grałem parę razy, nie kończąc). I to akurat w czasie, kiedy pracowałem w firmie wysysającej ze mnie czas równie skutecznie jak państwo krwawicę. Więc grałem po godzinę dziennie (właściwie nocnie) i zajęło mi to blisko rok.
      Czemu nie uczynić roku 2018 rokiem BG2?:). Tym bardziej, że będzie to okrągła, osiemnasta rocznica.

      1. Mnisio

        @bosman_plama

        No niestety też tak mam.
        Baldursa 1 przeszedłem parę razy wte i wewte, plus szwendanie się po mapie ot tak.
        Natomiast BG2 przeszedłem do finału tylko raz. Zaczynać zaczynałem wiele razy, w tym nawet, w fazie fascynacji wiedźminem, poszedłem całą drużyną stworzoną na wzór postaci z sagi, ale z kończeniem to był problem.

Powrót do artykułu