Pięć zdań o tym, co w sieci

bosman_plama dnia 7 kwietnia, 2017 o 8:16    39 

maptyt

Ponieważ znów jestem w podróży (tym razem służbowej), tekst dzisiaj też będzie podróżniczy. Ale nie, nie będę opisywał przygód dotyczących wędrówek koleją, czy refleksji na temat otwierania awaryjnych drzwi w samolotach. Będzie o podróżowaniu po sieci. Uwaga, nie wiem, czy uda mi się wkleić obrazki, bo internet pojawia się i znika.

Wszyscy mamy swoje ulubione miejsca na Ziemi i w necie (na przykład gikz), co nie znaczy, że czasem nie robimy skoków w bok. Pozwalają nam one odkryć, że np. deszcze w Krakowie, Warszawie i Kijowie specjalnie się od siebie nie różnią. Pozwalają jednak także zobaczyć, że gikz może okazać się odmienny od reszty growych portali, blogów i wielu innych sposobów na generowanie ruchu w sieci.

Na przykład na gram.pl w ubiegłym tygodniu klikalność chyba trochę wzrosła za sprawą dyskusji o politycznej poprawności. O gikza zahacza sprawa o tyle, że wydaje się, iż nakręcił ją Sławek Serafin, z którym kiedyś znaliśmy się z gamecornera (#czymniejeszczepamietasz), a który u zarania gikzowych dziejów też miał z nami nieco do czynienia. Sławek jest gościem o zdecydowanych poglądach na rzeczywistość i jeszcze na gamecornerze zdarzało mu się od nas obrywać za to, że nie zatrzymywał ich dla siebie pisząc o grach. Na gram.pl obrywa mu się za to tak samo, a może nawet bardziej.

Istota gramowej dyskusji, czyli kwestie obecności bądź nadobecności rozmaitych mniejszości w grach w tej chwili mnie nie interesuje. Możemy pokruszyć kopie tylko po to, by potem rozejść się każdy ze swoim zdaniem, najpewniej takim samym, jak na początku. Ciekawe jest natomiast, że takie dyskusje w ogóle się u nas pojawiają. Gry, jak sądzę, miały stanowić ucieczkę od rzeczywistości (choć oczywiście są i takie, które rzeczywistość komentują), a nie jeszcze jeden powód, by okładać się nią po głowach. Niestety, polityka nie zna litości, wciska swój wredny łeb w każdą dziedzinę życia. Możemy się więc zapewne spodziewać coraz ciekawszych czasów także w publicystyce growej. Szkoda.

W innych zakątkach sieci trafiłem na zachwyty nad nowym x-boxem. Że takie potężny i teraz to dopiero uciągnie nowe gry tak, jak trzeba. Jako stary pececiarz nie mogłem nie zachichotać. Toż jako przewagę konsol podawano jeszcze niedawno, że one takie stabilne na lata, nie potrzeba przy nich grzebać, wymieniać co chwilę kart graficznych itp. A tu masz – kart graficznych faktycznie się nie wymienia, za to całe konsole i owszem. Teoretycznie od poprzednich modeli PS i X-box minęło już trochę czasu. Ale jeśli spojrzymy na wydane na nie gry, to okazuje się, że nie ma ich zbyt wiele. Ba, nie ukazały się jeszcze wszystkie gry, które zapowiadano jako dedykowane na ten właśnie sprzęt, a już polepszają się nowe, ulepszone modele. Co jakiś czas można znaleźć w sieci dywagacje na temat nadchodzącej śmierci konsol (przy czym „sieć” lubi uśmiercać, Pecety zabijane są parę razy w roku). Może nie jest to ż tak nieprawdopodobne? Zwłaszcza, jeśli poczytać o stacjach dokujących pozwalających używać smartfonów w formie komputerów. To kolejna wizja, za którą niezbyt nadążam (kiedy podłączam telefon do takiej stacji, nie mogę z korzystać z jego jeszcze niedawno podstawowej funkcji, czyli telefonowania), jednak przy ulepszaniu tego pomysłu może on mieć sens. A skoro telefony miewają już bebechy porównywalne z komputerowymi, to może rzeczywiście wkrótce sens stracą i pecety i konsole?

Tyle, że to oznacza trzymanie jeszcze większej ilości danych w chmurze, co wiąże się z dwoma konsekwencjami. Po pierwsze, znów większy kawałek świata przestanie być moją własnością, a mój wpływ nań zmaleje. A po drugie, kiedy coś dupnie, ze sporego dorobku ludzkości nie pozostaną nawet gliniane skorupy, które można by wykopać. I jeśli pochyli się nad nami jakiś kosmiczny archeolog, może dojść do wniosku, że cywilizacja ludzka padła w okolicach XX wieku.

Ta druga sprawa oczywiście w mniejszym stopniu spędza mi sen z powiek. Aczkolwiek, jeśli wziąć pod uwagę historie, jakie opowiada nam serial Fortitude, w drugim sezonie niemal bezczelnie już obnażający swoje powinowactwo z Twin Peaks, to przeszłość ma znaczenie.

Co każe mi zapytać: oglądacie Foritude? Wiecie ten serial o krainie nie takiej znów wiecznej zmarzliny, w którym co chwila coś odmarza i sprowadza kłopoty na małe miasteczko? Pierwszy sezon stawiał na grozę i tajemniczość, drugi dorzucił niezłą rzeź oraz mocne pokręcenie tymi bohaterami, którym udało się przeżyć pierwszy sezon. Warto zaznaczyć, że Fortitude nie bawi się w sentymenty. O ile w takim The Walking Dead zombie są wszędzie, a ludzie polują na siebie nawzajem, ale głównym bohaterom udaje się z grubsza przerwać dłużej niż kilka odcinków, o tyle w Fortitude (którego sezony są mniej więcej o połowę krótsze) główni bohaterowie (czasem znani aktorzy) padają jak muchy. A czasem może im się przytrafić coś znacznie gorszego niż po prostu śmierć. Odkąd agent Cooper uśmiechnął się do lustra uśmiechem Boba, nie było paskudniejszej chwili aż do odcinka, w którym jeden z bohaterów Foritude uśmiecha się bardzo podobnie oświadczając: „Tak, chyba wróciłem”, a mnie ogarnia groza.

Dodaj komentarz



39 myśli nt. „Pięć zdań o tym, co w sieci

  1. emperorkaligula

    1 sezon fortitude za mna – mega dobry byl. drugi juz w komplecie patrzy na mnie z foldera wstydu ;)

    ps: trzeci sezon broadchurcha (ostatni z tego co czytalem) tez juz leci ;)

    po naprawde dennym iron fiscie takie 2 smaczne seriale to bedzie uczta :) byle do urlopu przedswiatecznego!

  2. Daimonion

    Ja bym raczej tzw. politycznej poprawności nie utożsamiał z polityką, a z dyskusją stricte światopoglądową. Bo tu nie leją się pisiory z platformiorzami, to nawalanka na głębszym i znacznie poważniejszym poziomie. Owszem, politycy też leją się o światopogląd, ale jakoś tak inaczej to wygląda. Linczowanie Serafina mniej mi przypominało awanturę w chińskim/koreańskim (przepraszam, oni mi się zawsze mylą…) parlamencie, a bardziej naparzankę między platonikami a arystotelikami:-)
    PS – Po pierwszym zdaniu tekstu i obrazku pomyślałem, że podróżowałeś palcem po mapie Śródziemia i znalazłeś tam jakieś sensacje.

  3. lemon

    Fortitude kojarzyłem dotąd z posteru z łysym panem i jakąś panią, niniejszym dodałem do długiej listy. Nie zgadniecie: to kolejny, którego nie ma na Netfliksie. ;) Na szczęście jest gdzie indziej.

    W ogóle to można pomyśleć, że bosman już nic nie robi, tylko pisze książki (bo już nie czyta), podróżuje i ogląda seriale. ;)

  4. slowman

    Wciąż nie rozumiem dlaczego popularyzator Community nie wspomina nigdy o Ricku i Mortym. Przecież to ten sam Dan Harmon a nawet takie obrazki http://imgur.com/aaXQisN Przecież puścili s03e01 w ramach Prima Aprilis.
    Jak komuś się nudzi, to Adult Swim puszcza na streamie maraton 24/24h (w tej chwili leci 2 sezon). Tzn. wiecie, trzeba się przenieść do USA na chwilę, żeby obejrzeć, ale warto.

    @lemon
    Jak obejrzysz oba sezony i jeszcze gdzieś dopadniesz BoJacka Horsemana to uznam, że możesz nie mieć Netflixa.

    1. furry

      @slowman

      Dzięki, zawsze mnie interesowało, jak wygląda rasowa różnorodność zombie w wersji kreskówkowej. Zielony vs fioletowy, kolejna rzecz, której nauczyłem się na gikzie.

      Poczytam to gram.pl, ale chciałem powtórzyć, że mnie Anita-wiecie-która przekonała swego czasu filmikiem o tyłkach w grach. A propos kruszenia kopii i rozchodzenia się – jednak warto czasem te kopie kruszyć.

    1. Goblin_Wizard

      @furry

      Hue, hue, hue. Dzięki, że podlinkowałeś ten „artykuł” bo nie chciało mi się szukać. Trolling/clickbait w wykonaniu Serafina – pierwsza klasa. Aż dziw bierze, że taka masa ludzi wzięła go na poważnie. Całość brzmi jak pisana przez kogoś z zaawansowanym feminizmem – sprzeczność goni sprzeczność. Ja również wymiękłem po kilkunastu komentarzach, ale co się pośmiałem to moje :D

        1. Goblin_Wizard

          @furry

          Bo ze Sławkiem się zgadzam i nawet rozumiem jego argumenty.

          Daj spokój, nie nabierzesz mnie. Przecież widać wyraźnie, że Sławek w prawie każdym akapicie puszcza oko do czytelnika. Jestem przekonany, ze cały wywód to tylko postawienie się roli adwokata diabła. Taki przedwczesny prima aprilis. Nikt rozsądnie myślący nie mógłby tego pisać na poważnie.

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @slowman

              Właściwie nie. To było w liceum, byliśmy z kumplami pierwszoklasowymi młodziakami i dla jaj wystawiliśmy małą sztukę w szkolnym festiwalu teatralnym. Nie poszliśmy na ogłoszenie wyników, bo wiedzieliśmy, że nie mamy szans.
              I nagle dopada nas koleżanka krzycząc, że nas wzywają na scenę, bo zajęliśmy drugie miejsce. Pośmialiśmy się, doceniliśmy dowcip i tyle. Jak wróciła z tą samą wiadomością po raz trzeci, kazaliśmy jej przekazać, że nie odbieramy nagrody w ramach protestu przeciw apartheidowi i zostaliśmy tak bardzo zadowoleni, że nie daliśmy się zrobić w balona.
              A potem się okazało, że faktycznie dostaliśmy tą nagrodę. Ale łatka buntowników też do nas przylgnęła.

  5. The_Mister_A

    Wszystko fajno, tylko ja bym przypomniał jaką osobą jest Sławek Serafin. Bardzo dobrze go pamiętam z czasów GC i nie są to wspomnienia dobre. Dużo jego awanturnictwa miałem wrażenie jest skierowane na podbicie czytalności wywołanie zamieszania, fali hejtu, którą zresztą podsycał komentując jako KeyserSoze. Czasem miał dobre teksty to prawda, ale ogólnie rzecz biorąc ja go wrzucam do worka z napisem ” powody zamknięcia GameCornera”.

    Druga sprawa. Nie rozumiem hejtu na Iron Fista. Dla mnie pierwsze odcinki mają w sobie dużo uroku i lepiej się je ogląda niż momentami zamulającego DareDevila (1 sezon). W DD wkurzający był wątek sekretarki dla przykladu. W Iron Fiście z plusów należy zwrócić uwage na postaci, które wg mnie są świetnie napisane. Nie ma tam osoby wpisującej się w jakiś typowy schemat (no może poza samym Iron Fistem). Rodzina Meatchumów jest zbiorem jednostek tak pokręconych, że ciężko ich szukać po innych serialach tego typu. Nie wiem, co tak boli oglądajacych? Nie jest to tak jasne jak w innych serialach? Zły jest zły? Ja tutaj nie wiem po 8-9 odcinach kto jest tym złym, bo czasem każda postać jest zła, a czasem ten najgorszy wydaje sie dobry. Psychoza Warda w ogóle jest bardzo ciekawym wątkiem, który też ewouluje.
    Być może kwestia umiejscowienia akcji nie jest łatwo zrozumiała. Chociaż taki Suits dziejący się w szklanych biurowcach miał spore grono fanów (przynajmniej do ostatniego, fatalnego sezonu). A może to jest tak, że biurowcowe wątki są słabe (np. zarzad odsuwający 3 najważniejszych udziałowców, właściciele majacy właściwie 100% udziałów i spółka która ma akcje na giełdzie? wtf) a poza nimi nie ma takiej histori z problemami w tle?

    1. emperorkaligula

      @The_Mister_A

      IF posysa bo ma bardzo słabe walki/moce/głównego bohatera. Ja liczyłem na coś odjechanego jak dom latających sztyletów i pranie bad guyow na prawo i lewo. A wyszło tak, że luke cage robił większe szoł obrywając czy walcząc aka rzucanie wrogami w sklejke. A ostatni odcinek to już świętokradztwo na jackim chanie – żeby nie spoilerować za bardzo. Jedyny plus tego całego sezonu to Ward. Całościowo to było gorsze niż Jessica Jones. Nie wierzyłem że kiedykolwiek to napisze, a jednak :P

Powrót do artykułu