Pięć zdań o odgruzowywaniu na piątek

bosman_plama dnia 11 sierpnia, 2017 o 8:35    39 

tyttu

Wiecie jak to jest – ukazuje się tyle gier, że nawet Nitek nie ma czasu zagrać w nie wszystkie. W dodatku niektóre zbierają takie se recenzje, więc człowiek, nawet jeśli ma ochotę w nie zagrać, czeka na jakieś przeceny. Ja niebacznie zerknąłem na sklep PS i zobaczyłem, że jest tam wielka letnia wyprzedaż, czy jakoś tak. I tak zaczęło się moje wakacyjne odgruzowywanie.

Przede wszystkim nadszedł moment, w którym mogłem w końcu, za niewielkie pieniądze, nabyć Fallouta4. Naczytałem się o nim takich złych rzeczy, że stwierdziłem, że poczekam aż stanieje. No i właśnie staniał na tyle mogłem dodać go do swojej kolekcji Falloutów. Jak widzicie będzie to tekst przede wszystkim o grach, w które już graliście. Tak to ze mną bywa. Najczęściej gdy ja odpalam jakiś tytuł, Wy zdążyliście już przez niego przejść trzy razy.

Oczywiście przekonałem się, że wszyscy krytykujący F4 mieli rację. Ta gra jest jeszcze bardziej wyzuta z falloutowatości niż F3. Rozwój postaci ograbiono z satysfakcji jej rozwijania niemal doszczętnie, mocniej niż w F3 a całość to już prawie taka sama strzelanka jak Mass Effect, tylko łatwiej w nią grać na padzie, dzięki systemowi spowalaniania czasu. Tak więc F4 okazał się być strzelanką konsolową w sam raz dla mnie. To jedyna strzelanka na konsolę, przy której nie cierpię katuszy. I za to zdobywa punkt.

Drugi mógłby zdobyć za to, że choć oddala się od falloutowatości, to jednak wydaje mi się lepszą grą od F3. Może to dlatego, że F3 stał nieco w rozkroku pomiędzy chęcią zachowania elementów cRPGa a wkroczeniem w radosny świat strzelanek. F4 przestał się tym przejmować i poszedł prawie na całość. Z cRPG zostawił to zwalnianie czasu przy strzelaniu, dzięki któremu u mnie zapunktował. Cała reszta rozwoju postaci to właściwie pozory. Jasne, rozwijam charyzmę, żeby owijać sobie NPCów wokół palca. I to by właściwie było na tyle przydatnych dla mnie cech. Bo budowanie wiosek i uczenie się przerabiania puszek na lasery zignorowałem całkowicie, więc po co mi związane z nimi cechy. Idę sobie przez miasto, strzelam do prawie wszystkiego, co się rusza i odbywam martwe dialogi.

fallout4

No właśnie, dialogi. Kołowy system dialogowy nie musiał okazać się zabójcą dialogowej zarąbistości.Obsidian pokazał jak wykorzystać go absolutnie wspaniale w Alpha Protocol. Niestety, pozostałym twórcom gier nie chce się bawić w takie dyrdymały, jak wykorzystanie potencjału kółek. Traktują je jako uproszczenie tego najmniej potrzebnego w CRPGach elementu, jakim jest poznawanie świata poprzez rozmowę. Zarówno Bioware jak i Bathesda uważają, że dialogi to coś niewysłowienie nudnego i prawie zbędnego, więc mordują je kółkami. F4 nic w tym względzie nie zmienił. Dialogi mogłyby zostać zastąpione tabliczkami z napisem: teraz możesz iść zabić mutantów Gdzieśtam. Kto wie, może wkrótce coś takiego nastąpi?

Historia, jak dla mnie, może być. Jest durna i naciągana, ale niech se będzie. To tylko pretekst. Pretekst, którego nie obudowuje żadne mięso. Decyzje są żadne, a właściwie prawie ich nie ma. NPCe pojawiają się i znikają. Fabuła, zdaniem Bathesdy, to także coś, co przeszkadza w zrobieniu dobrego cRPGa. Podobnie jak dialogi i system rozwoju postaci.

f421

Podobnie jak w F3 nie ma w tej grze pustkowi. Tych pustkowi, które stanowiły esencję pierwszych dwóch Falloutów. Nie, tu znowu jest miasto pełne życia. Bardzo rozsądnego życia, trzeba przyznać. Bazę supermutantów od bazy Bractwa Stali dzieli rzut kamieniem, więc jedni bardzo starannie nie zauważają drugich.

Tak więc F4 to już właściwie nie Fallout. Nie ma pustkowi, sensownych (i potrzebnych) dialogów, ciekawego świata, sensownego i potrzebnego rozwoju postaci. W dodatku świat poatomowy okazuje się był ładny (lasy, zatoczki, jeziorka, gustowne ruiny zamieszkane przez tłumy). Zostały jakieś Vaulty, ale trochę na siłę i raczej bez pomysłu. Zostały niebieskie piżamy z żółtymi cyferkami. Zniknęła właściwie cała umowność. Bronie są realistyczne w designie, choć bywają absurdalne w działaniu. Szlag trafił całą tę stylizację na lata 50 XX wieku, zwyczajnie jej nie widać. Nie widać też, że to świat po zagładzie nuklearnej, bo za dużo w nim życia i za kolorowo. No to co zostało z Fallouta? Ano, tytuł.

Ale wiecie co? Grze wyszło to na dobre. Ona jest naprawdę fajniejsza od F3. Pod każdym właściwie względem. tylko mogłaby nosić jakiś inny tytuł. Nie wiem, Joyout? Wesołe Strzelanie w Ruinach, Które Nie Wiadomo Jak Powstały? Funout?

 Jak by nie było, odgruzowanie F4 okazało się znacznie lepszym pomysłem niż wydanie jakichś 40 zeta na inną grę. Pomyślałem: „kurcze, oni to zrobili totalnie na konsolę, więc może mój ból związany z próbą przejścia tego na kompie wiązał się z wyborem niewłaściwej maszyny? A, co mi tam! Odżałuję i dam szansę.”

O kurczaki, Bioware, nigdy więcej się nie spotkamy. Słowo. Drugie zderzenie z DA:I bolało jeszcze bardziej niż pierwsze. I to wszystko, co napiszę w tym temacie.

TombRaider

Odgruzowałem sobie też nowego (znaczy, dla mnie nowego) Tomb Raidera, ale zagrałem weń tyle, co na demie. Czuję, że się polubimy, tylko nie wiem, kiedy to nastąpi. Za dwa tygodnie ukazuje się przecież dodatek do Uncharted4, ten o Chloe. Świat zniknie wtedy dla mnie na okolice weekendu. Wprawdzie w tym roku nie mam weekendów, bo zawsze trafia się w nie jakiś konwent, ale jakoś sobie poradzę. A po drodze wychodzi jeszcze Hellblade. Tu trochę się boję. Zmartwiły mnie wieści o systemie powodującym, że gdy zginie się zbyt wiele razy (ile?) gra kasuje wszyściuteńkie zapisy gry i zaczynamy od zera. Znając siebie, wiem iż grozi to tym, że wyrzucę konsolę przez okno rycząc wściekle.

hellblade

Nie tylko ja bawię się w odgruzowywanie. Niejaki Tim Miller (taki reżyser) zapowiedział, że nakręci Neuromancera (powieść Williama Gibsona, która uczyniła cyberpunk tym, czym był i jeszcze trochę jest). To niezwykle ciekawy pomysł. Nie tylko dlatego, że ta akurat powieść uchodziła dotąd za nieekranizowalną. Chodzi o to, że wizje Gibsona z 1984 roku (o roku ów, jakżeś znaczący) wieszczyła mocno inny rozwój cyberprzestrzeni od tego, który nam się przydarzył. Neuromacner jest więc trochę jak Fallout – bierze pewien okres w historii z jego technologią i stylem po czym wychodzi odeń budując nową, alternatywną do naszej rzeczywistość. Byłoby cudnie, gdyby Miller zachował się jak twórcy pierwszych Falloutów i nakręcił film wierny powieści, rozwijający design, technologię, społeczeństwo i politykę właśnie według alternatywnego świata powieści (gdy Gibson ją pisał to miały być wizje przyszłości, ale nic nie starzeje się tak szybko, jak fantastyka bliskiego zasięgu). Możliwe jednak, że twórcy filmu wezmą z powieści trochę fabuły i wepchną ją w nasz świat. Czyli zamiast Fallouta 1 i 2 zrobią Fallouta 4.

megans-neuromancer-book-cover

Po powrocie z wakacji odgruzowałem też odcinki trzeciego sezonu Twin Peaks, które mnie ominęły. Cóż, mogę powiedzieć… Po trzynastym odcinku stoję już całkiem po stronie zła, pod warunkiem, że obieca mi długie, pełne bólu mordowanie Dougiego. Lynch dokonał cudu. Zrobił postać bardziej irytującą od Jar Jara.

Twin-Peaks-Part-Five-620x360

Dodaj komentarz



39 myśli nt. „Pięć zdań o odgruzowywaniu na piątek

  1. powazny_sam

    O, gikz na urlopie a tu niespodzianka, tekst bosmana, jak miło :)
    Co do F4 to ogrywałem na free weekendzie i mimo braku sentymentów (nigdy nie ograłem F1/2, sic!) odpadłem po kilku godzinach. To już Rage lepiej się sprawdzał w roli wesołej strzelanki w klimacie postapo, a na dysku zawsze w gotowości czekają wszystkie 3 części Borderlands do których co jakiś czas wracam.
    Ale przyznam się że zainstalowałem F1 z goga i pozytywne zaskoczenie, jest zbundlowany z hires modem, jedynie spolszczenie wystarczy dograć i śmiga aż miło. Chyba czas nadrobić zaległości.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @powazny_sam

      F4 jako strzelanka ma ten problem, że nie wrzuca hord wrogów. Jak w cRPGu trzeba się za tymi wrogami trochę nałazić. I to może zirytować fanów strzelanek.
      Z drugiej strony łażenie niespecjalnie mnie tej grze satysfakcjonuje. W Falloutach odkrywanie lokacji było frajdą. W F4 to takie: „eeee tam”.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @pan-hydraulik

          F:NV to dobra gra i nawet Fallout dobry, ale Bethesda zdecydowała się go nie numerować, Obsidian zaś odszedł w nim od części pomysłów w F3, do których Bethesda powróciła w F4. Więc to jakby zupełnie inna historia, zakrzywienie przestrzeni, które uchyliło nam na chwilę drzwi do lepszego świata.

  2. maladict

    I tej ekranizacji Neuromancera trochę się boję. Nie żebym nie miał zaufania do reżysera, boć to gość który zrobił Deadpoola i ma robić kolejnego Terminatora, więc jakaś nadzieja jest, ale boję się o ‚przybliżenie tematu współczesnej publiczności’. Ta książka ma już 33 lata i, oględnie mówiąc, większość wizji Gibsona rozjechało się z rzeczywistością (nuklearna wojna w Europie, trzęsące rynkami japońskie zaibatsu, komunikacja uprawiana za pomocą faksów). I dlatego niepokoje bosmana są też moimi niepokojami.
    Aha, jeśli zrobią surfowanie w cyberprzestrzeni jak w ‚Johnym Mnemonicu’ tzn. siedzi gość i macha rękami jak gupi, to bojkotuję film.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Fantus

      Kiedy przylatują smoki i robią: WZIUUUUUUUUUUM wszystko inne traci znaczenie:).
      Dużo przyjemniej ogląda mi się GoT odkąd przeskoczyli powieści. Nie muszą już tracić czasu na kombinowanie co zrobić z tysiącem wątków pobocznych, które albo dokądś prowadzą albo nie, tylko zasuwają z fabułą. Fakt, że czasem im to zasuwanie wychodzi gorzej, jeśli spróbować odnaleźć się w czasie (słynne teleporty), ale to i tak – dla mnie – lepsze od trzydziestu opisów Tyriona sikającego do rzeki, albo zbudowania całego wątku jakiegoś kolesia tylko po to, żeby smok go zjadł.

      Po ostatnim wydanym (sto lat temu) tomie, nie wiem, czy chce mi się czytać następne. Jeśli kiedyś wyjdą.

      1. Fantus

        @bosman_plama

        Jak długo żyję w internecie to jeszcze chyba nigdy nie miałem od kogoś tak cudownie, symetrycznie odmiennego zdania na jakikolwiek temat :)
        GoT zmienił się w „typical, generic fantasy tv-show” i mocno mną ten fakt tarmosi. Mógłbym długo i szczegółowo o tym pisać, ale pewnie i tak nikogo to nie interesuje.

        Tak czy siak – szanuję. Nie pojmuję, ale szanuję…

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Fantus

          E, pisz, czemu nie:). Lubię mieć dużo komentarzy pod swoimi wpisami;).
          Cykl powieści był bardzo dobry, potem dobry. Potem Martin się pogubił i pisał długo obiecany tom, a jak go już napisał, to obejmował on tylko połowę wątków. Bo podobno, Martin wymyślił, że podzieli postaci na dwie grupy, i każda z grup otrzyma osobny tom, których fabuły toczyć się będą równolegle.
          A potem o tym zapomniał i następny tom (po kolejnych latach) wcale tak nie wyglądał. Za to zaczęła mu się rozczłapiać fabuła, która przez dwa tomy właściwie niespecjalnie ruszyła do przodu. A te dwa tomy dzieliło już ładnych parę lat.
          Niestety, w Tańcu ze smokami nie dzieje się właściwie nic istotnego. Daenerys siedzi na tronie i popada w dekadencję. Tyrion płynie i sika (przez jakieś pięćset stron, jeśli dobrze pamiętam). Kiedy wreszcie dopływa i akcja ma ruszyć z kopyta, bo spotyka Daenerys, powieść się kończy.
          Pozostali bohaterowie wędrują po lasach i bezdrożach, większość z nich nigdzie nie dociera.
          Coś tam dzieje się w wątku Brana a w Królewskiej Przystani szaleją Wróble, tyle że na jakieś ważniejsze wydarzenie z tym związane też trzeba czekać do końca tomiszcza.
          Wspominałem już, że Tyrion sika? Sikał tyle razy, że nawet w serialu uznali za stosowne to pokazać.
          No więc nie. Jeśli po jedenastu latach od ukończenia ostatniego tomu, w którym wydarzenia naprawdę miały znaczenie (Nawałnica Mieczy, 2000) Martin potrafił rozwlec wszystkie możliwe wątki i potem części z nich nawet wyraźniej nie zaznaczyć, to ja naprawdę wolę serial.

          1. Fantus

            @bosman_plama

            Przede wszystkim to usilnie szukam nawiązania, choćby i słabego, do Twojego tekstu. Chcąc zadość uczynić Nitkowym oczekiwaniom, aby offtopiców zbytnio ze smyczy nie spuszczać uznam, że 7 sezon GoT ma się tak do poprzednich, a już z pewnością do literackiego pierwowzoru, jak Fallouty nowe do starych :) Spłycone, na siłę unowocześnione, podkręcone po młodzieżowemu i sprzyjające maksymalnie wielu gustom. Produkt ma się sprzedać i być w miarę wysokiej jakości – dokładnie w tej kolejności.

            A teraz szczegółowo, na ile mi starczy sił: Pokaż
            1. lemon

              @Fantus

              Ho, ho, spoiler jak u Klucznika. :)

              Niby się zgadzam, ale też rozumiem, że HBO chce już w końcu zamknąć ten rozdział swojej historii. Młodzi aktorzy coraz starsi, kariery im kwitną, więc trzeba jak najszybciej, ale z jako taką klasą skończyć dzieło i pójść dalej. Stąd łączenie i zamykanie wątków, teleporty i kompresja czasu (te akurat obecne od samego początku). Tego ostatniego zresztą nie ma już na niuansowanie postaci. I chyba dobrze – inaczej mielibyśmy telenowelę na kolejne siedem lat.

              Nie powiem, żebym wyczekiwał każdego odcinka, ale jak już się pojawia, to sobie z umiarkowaną przyjemnością oglądam.

              PS Littlefinger na balkonie, schowany jak ten as w rękawie scenarzystów, czeka jak ta strzelba Czechowa nad kominkiem. Sądzę, że jeszcze namiesza. Oby.

            2. aryman222

              @Fantus

              Spoiler! Pokaż
              1. Kerdej99

                @aryman222

                A mnie gryzie co dalej z Dorne. Pomijając już Dolinę (wszyscy rycerze jak rozumiem na północy, a sama Dolina niezdobyta) oraz Dorzecze (Freyów nie ma ale Lannisterowie mają siły oczywiście, żeby się im wszyscy dalej podporządkowali) to ja się pytam co robią armie Dorne- nietknięte wojną, pełne zapasy, chwilowo uzurpowane przez bękarcice(so lame) ale przecież tam też są jakieś inne rody i wg Martina jest jasne, że pasowali im Targaerynowie. No i teraz całe Reach/ Wysogród puste, a oni nic nie robią bo Cersei im porwała/zabiła przywódców?

            3. bosman_plama Autor tekstu

              @Fantus

              Najgorsze, że bogato odpowiedziałem Ci w piątek, ale nacisnąłem na klawiaturze „cośtam + o”, co z jakichś powodów na gikzie w pracy wywala mi tekst w kosmos. No i cały poszedł się kochać, a ja już nie miałem czasu i sił go odtwarzać:(.

              Dlatego teraz po czasie i w skrócie.

              To, że bohaterowie się w końcu wszyscy zaczynają spotykać nie przebiega wcale aż tak nagle. Toż oni się włóczą, nieszczęśni od siedmiu sezonów. Strasznie długo. Do końca jeden krótki sezon i drugi też krótki. Muszą się spotkać szybko, bo by się inaczej nie spotkali:). Chyba, że w spin offie. A tak naprawdę ten zjazd rodzinny Starków ma sens. Brana wysyłają z Muru, bo tam wiedzą dokąd Jon pojechał. Aria dowiaduje się tego po drodze. Ciągną do domu, bo się dowiadują, że znów jest w ich rękach.
              Jasne, że przez małą ilość odcinków, wygląda to tak, jakby wszystko działo się bardzo szybko. Ale to w ogóle cecha tego sezonu.

              Cersei – cóż, osiągnęła to, czego zawsze chciała i już nie musi niczego przed nikim udawać. A do tego jest po traumie, bo przeżyła śmierć wszystkich swoich dzieci. Czy aż tak szaleje w byciu złą? Potraktowała żmijowe baby okrutnie, ale trzeba przyznać, że im się należało.

              Petyr stoi na balkonie, ale prawdę mówiąc on zawsze stał na jakimś balkonie. To jest koleś działający w cieniu, używający innych ludzi jako broni. Teraz trochę mu się te „bronie” znarowiły (Sansa) i musi sprawdzić wszelkie opcje. Jest cierpliwy. Czeka na rozwój wypadków i coś tam sobie knuje.

              Jamie z tą swoją szarżą też nie jest tak nieracjonalny. To jest facet, któremu całe życie wielokrotnie zawaliło się na łeb. A jak ostatnio odkrył, że jest sunią swojej siostry, która w dodatku zaraz będzie się bzykać z nowym samcem alfa, to śmierć w chwale mógł uznać za niezłe rozwiązanie. Tym bardziej, że – tu się zgadzam z tym, co już zostało powiedziane – szarżował na Daenerys a nie na smoka. Smok bez swojej pani nie byłby taki groźny, bo jego plany życiowe ograniczają się do tego, żeby się nażreć.

              Deus ex machina i płytkich dialogów trudno bronić. Jakość dialogów w ogóle spadła na łeb na szyję odkąd twórcy serialu nie mogą korzystać z dialogów z powieści. No niestety, Martin jest od nich pod tym względem lepszy. Tyle, że oni go przewyższają w dyscyplinie i w tym, że im się chce, a jemu już wyraźnie nie.

  3. Probabilistyk

    Ja będąc niedawno na urlopie sięgnąłem w końcu na półkę wstydu z książkami i przeczytałem Wojnę Trappa. Dzięki Bosmanie za polecenie tak wybornego czytadła, jedynym minusem książki było to, że jest tak krótka :-)

    Co do fallouta to ostatnim niezłym okazał się „Mad Max” gdzie faktycznie można było czuć klimat postapo z prawdziwym pustkowiem, tylko że ta gra nawet nie aspirowała do grona RPG.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Probabilistyk

      Trapp ma kontynuacje. Nie tak dobre, ale ma. Pokój Trappa jest niezły. Trapp i trzecia wojna światowa to właściwie powtórka z rorywki po drugim tomie. Na szczęście czwarty tom – Krokodyl Trapp to cudownie odjechane szaleństwo. Potem doszedł jeszcze prequel o konwojach do Murmańska, ale jest chyba najsłabszy z serii.

        1. lemon

          @/mamrotha

          Nie chodzi mi o samą obecność gejów – też nic do nich nie mam. Ale to zostało zrobione w taki okropnie SJW-owaty sposób, że aż zęby bolały.

          Spoiler! Pokaż
    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Daimonion

      Podejrzewam, że F4 mógłby znudzić, gdybym grał w niego po kilka godzin dziennie. Bo jest za łatwy. Ale przy godzinie dziennie to niezła zabawa. Wątek główny poprowadzono sprawniej, postać detektywa nawet daje radę (choć gdyby pociągał olej z piersiówki byłby lepszy).

      Gdybyż jeszcze Beth zrozumiała, że satysfakcję w cRPG daje osiąganie trudnych celów i nie dawała mega broni, tudzież pancerzy wspomaganych niemal na starcie. Wypasiona spluwa w F1 i F2 sprawiała dziką radość. W F4, niemal jak w Borderlands, przemielam bronie i specjalnie się do nich nie przywiązuję.

      1. Daimonion

        @bosman_plama

        A gdyby Beth zrozumiała, że porządne RPG opiera się na historii i dobrze napisanych postaciach, to… Pewnie nie byłaby już Beth:) Zgadzam się, Nick miał potencjał jak rzadko kto u nich. Wyróżniła mi się też ta porąbana Irlandka od mordobicia, ale wpadłem na nią gdzieś pod koniec weekendu i jak na razie niewiele o niej wiem.

        1. Fantus

          @Daimonion

          A ja może mam dziwne podejście do cRPG, ale największą satysfakcję sprawiają mi wszelkie „cyferki”. Rozwój postaci, kolejny level, punkty, skille, atuty, umiejętności, combosy, power-gaming, etc… Fabuła oczywiście też, ale nie oszukujmy się, mało który, KOMPUTEROWY rpg, ma ten aspekt na wysokim poziomie.

            1. Fantus

              @bosman_plama

              Kluczową sprawą jest więc właściwe określanie przynależności gatunkowej. Jakby z góry było wiadomo, że F4 to shooter to i nie byłoby takiego zawodu u części fanów. Dlatego uważam, że powinna powstać niezależna Komisja przy MEN… Na pierwsze posiedzenie proponuję punkt otwarcia: „Open world i sandbox to nie to samo – nauczcie się wreszcie, debile”.

          1. Daimonion

            @Fantus

            No więc rzeczywiście trzeba powołać tę komisję, o której piszesz. Bo każdy rozumie gatunki na swój sposób. Ja specjalistą w dziedzinie gier w żadnym wypadku się nie czuję, ale osobiście za numerkami nie przepadam. W zasadzie mogą nawet nie istnieć. Może to kwestia ewidentnie humanistycznego mózgu? Po prostu nigdy nie umiałem myśleć cyframi i zawsze mi przeszkadzały. Natomiast nawet najtrudniejsze koncepcje filozoficzne byłem w stanie rozgryźć i jakoś je sobie zwizualizować. Ale do ad remu: z mojego szefa, entuzjasty menadżera piłkarskiego (swoją drogą to kumpel Bosmana), zawsze się nabijam, że lubi grać w Excela. Te wszystkie komórki z danymi, milion tabelek, statystyk i współczynników… Brrr… Maturę z matmy zdałem dawno temu i nie chcę do tego wracać. Gry to rozrywka, a nie męczarnia, więc za numerki podziękuję:) Zdecydowanie wolę porządnie poprowadzoną fabułę, jeśli trzyma poziom, mogę przymknąć oko na resztę i wybaczyć bardzo wiele.

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @Daimonion

              Właściwe numerki mylą. Np. Fallout Tatcics nie nazywał się: „Fallout 3″. Gdyby F3 nazwali: „Fallout almost shooter” a F4: „Fallout almost shooter 2″, problemy byłyby o wiele mniejsze:). To trochę jak z Dragon Age. Powinno być jakoś tak: „Dragon Age: Początek”, „Dragon Age: Dwie lokacje na krzyż ” i „Dragon Age: Zrób sobie paskudną gębę i zbieraj nieprzydatne śmieci”. I nikt by się nie czepiał, że został wprowadzony w błąd.

Powrót do artykułu