Pięć zdań o końcu świata…

bosman_plama dnia 22 maja, 2015 o 8:30    49 

tyt

… i o tym, co potem. Recenzja.
Ale najpierw anegdotka. Siedzieliśmy z Michałem Cetnarowskim (redaktorem działu prozy polskiej w Nowej Fantastyce) w pociągu i zabijaliśmy czas rozmową. Nagle przypomniałem sobie o niedawno przeczytanej książce i mówię: „Stary, taką czadową powieść czytałem! Post apo niezbyt znanego autora. Wiesz, Ziemia po…” – opisuję, a Cetnar woła: „Wiem! Czytałem! Ależ zaświeżysta!”

Jak wiecie sporo jest post apo ostatnimi czasy – w grach, kinie i literaturze. Wszędzie ta post apokalipsa wygląda mniej więcej tak samo – coś wybuchło albo wyczerpały się zasoby i dzielni bohaterowie muszą stawiać czoła wrednym bandom i mutantom na pustyniach, bądź wśród ruin miast. Albo obserwujemy jak bohater próbuje pomóc odbudować się społecznościom po katastrofie, albo jak ucieka przed tymi społecznościami ile sił w nogach bądź kołach. Zazwyczaj jest sporo strzelania a fabularne okoliczności przypominają western bądź wojnę w kanałach Stalingradu.

dopoki nie zgasna gwiazdy do 100kb 3d

Od czas do czasu w postapokaliptycznych krajobrazach pojawiają się zombiaki.

Jedną z pierwszych zalet, jakie daje się zauważyć w powieści „Dopóki nie zgasną gwiazdy” Piotra Patykiewicza to fakt, że tego wszystkiego u niego nie ma.

Jasne, fani jedynego prawdziwego post apo, które musi się toczyć w jedynie prawdziwych falloutopodobnych dekoracjach, mogą się poczuć nieco rozczarowani. Sądzę jednak, że rozczarowanie im minie.

Stara dobra fantastyka naukowa lubiła stawiać czytelników naprzeciw tajemnicy. Wrzucać ich w sam środek świata, który miał ich zadziwiać i który musieli odkrywać. W powieści Patykiewicza lądujemy wśród gór i śniegu, w niewielkiej społeczności żyjącej wedle religijnych nakazów, które szybko mogą nam się wydać trochę podejrzane. O tym, że bohaterowie powieści to nie lubiący popić górale odcięci od cywilizacji, bo spadł śnieg i kolej przestała jeździć przekonujemy się dość szybko. Ale co naprawdę się stało, dowiemy się dopiero pod sam koniec powieści.

ilustracja_z_ksiazki_2_ŠRafal-Szlapa

Stara, dobra fantastyka naukowa lubiła zmuszać bohaterów powieści i czytelników do odrobimy wysiłku. Mad Max i jego kompani rozwiązują większość problemów przy pomocy spluwy, bo światy w których żyją to w gruncie rzeczy wariacje na temat dzikiego zachodu, ewentualnie wspomnianych wcześniej podziemnych pojedynków w kanałach Stalingradu albo innego zrujnowanego wojną miasta. W każdym razie bohaterowie tych opowieści poruszają się w światach, które jakoś tam znamy, a jeśli pojawiają się tajemnice, to dotyczą kwestii fabularnych, a nie struktury świata i zmian, jakie go dotknęły. Jednym z wyróżników dobrej fantastyki jest umiejętne powiązanie zagadki świata przedstawionego z fabułą. Kolejnym zaś z takich wyróżników jest ukazanie świata czytelnikowi nie poprzez wykład, a fabułę, wydarzenia.

Patykiewiczowi udało się to wszystko. Co więcej podsuwa on nam zagadki stopniowo, tak, by każda odpowiedź, jaką uda nam się wyrwać z fabuły powieści prowadziła do kolejnych pytań. Opisuje rozmaite społeczności skupione wokół mistyki i specjalizacji pozwalających przeżyć w zabójczym świecie, ukazuje niebezpieczeństwa i zmiany. I wszystko to sprawia, że przynajmniej ja przerzucałem niecierpliwie kartkę za kartką by odsłonić jeszcze jeden element dotkniętej katastrofą planety.

wallpaper_800x600

A przy tym wszystkim jest to powieść przygodowa. Bohater bywa ścigany, musi uciekać, czasem walczyć. Nie jest Mad Maxem i nie wszystkie problemy rozwiązuje walką, często usuwa się na dalszy plan i zazwyczaj wie równie mało co czytelnik. Zgodnie z regułami powieści przygodowej pakuje się w jedną kabałę za drugą, a śmierć i tajemnice zawsze są krok przed nim.

A gdy w końcu pojawią się odpowiedzi, trzeba będzie podjąć niełatwe decyzje.

Świetna powieść. Dawno nie czytałem tak dobrze napisanej rozrywkowej fantastyki. „Dopóki nie zgasną gwiazdy” jest bardzo mocno zanurzone w klasyce SF. Miałem skojarzenia z „Dniem Tryfidów” Wyndhama, „Gdzie dawniej śpiewał ptak” Wilhelm i „Późnym latem” Crowleya, z tym, że powieść Patykiewicza mocniej od nich stawia na przygodę. A do tego zachowuje wystarczająco dużo oryginalności, by autor był kimś więcej, niż tylko epigonem klasyków.

ilustracja_z_ksiazki_1_ŠRafal-Szlapa(ilustracje Rafała Szłapy dostarczył wydawca – wydawnictwo Sine Qua Non)

Edyta. Fejstrona powieści.

Dodaj komentarz



49 myśli nt. „Pięć zdań o końcu świata…

        1. aihS Webmajster

          @Obledny

          To niezbyt przemyślana strategia walki z piractwem. Natura nie znosi próżni, a tym bardziej ta internetowa natura. Wydawca nie dostarczy to życzliwi zeskanują, przelecą OCRem i „wydadzą” własną wersję – znając jakość polskich e-wydawnictw to zapewne będzie to wersja lepiej złożona i poprawiona.

        2. furry

          @Obledny

          Ech, napisałem do wydawcy od Wolsunga, co to bosman pisał niedawno, i że mogę im nawet tego ebooka tanio zrobić, odpisali że robim co możem, jest więc nadzieja.

          SQN wydaje ebooki, może wystarczy poczekać, zresztą zawsze warto napisać bezpośrednio do nich.

          EDIT: Na LubimyCzytać jest data premiery – 5 czerwca 2015. Bosman chciał się po prostu pochwalić egzemplarzem recenzenckim ;-)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @urt_sth

      To ciekawe pytanie. Bohater jest młodociany i – kiedy jeszcze nie znałem okładki – po lekturze pierwszego rozdziału sądziłem, że może to być YA. Ale okazało się, że nie. To znaczy Nie i tak.
      To nie jest powieść młodzieżowa, choć o młodym bohaterze. Jednak trzynastolatek powinien też się przy niej świetnie bawić.
      Tylko wiecie, jak jest. Jak ktoś dorastał w latach 70 to nie wybrzydzał, tylko czytał wszystko jak leci. Więc dla mnie i moich kumpli wszystko było młodzieżowe:P. Więc jestem trochę skrzywiony.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @lemon

      On wcześniej pisywał, niestety dla wydawcy, który mając w portfolio Sapkowskiego nie przejmował się takimi pierdołami jak promocja mniej znanych autorów. W efekcie Patykiewicz pisząc powieści -jak słyszałem -niezłe i dobre w świadomości czytelniczej niespecjalnie istniał.
      Na przykład w mojej istniał o tyle, że wiedziałem iż taki facet jest, pisze i wydaje, ale nie czytałem.

    2. jarqlo

      @lemon

      Patykiewicza czytałem dawno temu – Wąska ścieżka czarownicy, Odmieniec, Zły brzeg i Rajskie Zorze. Nie byłem jakoś specjalnie zachwycony ale czytało się dobrze. Takie solidne 7/10.
      To jak wydawnictwo promuje autora widać w googlach – 4 pierwsze odpowiedzi na hasło Patykiewicz to stomatologia :)

  1. random_user

    Zachęcony recenzją zakupiłem, przeczytałem. I trochę się zawiodłem. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że książka jest skierowana do młodzieży. Pomysł oryginalny, ale już sam świat – prosty, mało zróżnicowany. To raczej fantastyka, niż fantastyka naukowa. Nauki tu jak na lekarstwo, może za wyjątkiem socjologii. Mechanizm żadnego z niezwykłych zjawisk nie został wyjaśniony, nawet w oględny sposób – autor wolał wybrać łatwiejszą drogę mistyki i tajemnicy. Jest też trochę niekonsekwencji (śmiercionośne zamiecie raz mogą zabić dobrze wyekwipowanego myśliwego, drugi raz pozwalają mu przeżyć i maszerować przez co najmniej kilkanaście godzin na mrozie, w mokrym ubraniu, w stanie skrajnego wyczerpania). Zastanawiałem się też co jedzą wilki, skoro praktycznie nie ma wegetacji – nauczyły się łapać foki? Najbardziej podobały mi się fragmenty, opisujące życie Mcharzy – najbardziej żywe i szczegółowe, ale to jednak trochę za mało, żeby obronić książkę.

Powrót do artykułu