Pięć zdań na piątek – trochę się nazbierało

bosman_plama dnia 10 maja, 2019 o 9:25    50 

tyt

Istnieje zabawny paradoks. Z ludźmi, z którymi spotykamy się często zawsze mamy na jaki temat porozmawiać, podczas gdy z tymi, których widujemy raz na rok, za nic nie potrafimy znaleźć tematu rozmowy, choć przecież nazbierało się zaległości mnóstwo. Podobnie z pisaniem. Póki przez jakieś dwa albo nawet i trzy lata pisywałem tu dwa razy w tygodniu, tematów mi nie brakowało. Ale gdy zastanawiam się, co napisać po przerwie… Dlatego dziś będzie wpis zbiorczy, takie cicer cum caule przed weekendem.

Cicer cum caule to po łacinie: „groch z kapustą”. Nie jestem jakiś biegły w łacinie (organy nieużywane zanikają), ale kiedyś, bardzo dawno temu szukałem sobie motta i to mi całkiem nieźle pasowało. Zaproponował zresztą takie tłumaczenie Tuwim, więc podpieram się autorytetem.

Gra

poe

Słuchajcie słuchajcie, albowiem zaszła rzecz niebywała! To znaczy prawie udało mi się ukończyć grę, co w ostatnich latach zakrawa na cud (wyjątek: Uncharted, to ten tytuł, z którego zakupem nie zwlekałem i prawie znikałem ze świata póki go nie ograłem. Na szczęście seria dobiegła końca). Grą ową jest Pillars of Eternity 2: Deadfire. Świat gry, z tymi wszystkimi bogami i całą mitologią śmierci, polubiłem już od pierwszego tytułu. Jak wielu czekałem więc na drugą odsłonę, skuszony przepowiednią, że powtórzy się historia z Baldurs Gate i Baldurs Gate2. Czyli, że teraz dopiero zobaczymy. Z mojego punktu widzenia wynika, że równocześnie zobaczyliśmy i nie. W każdym razie my, starcy, dla których odpalenie BG2 było przed laty jak zachłyśnięcie się rzeczywiście istniejącym światem równoległym, w którym przygoda właściwie nie dobiegała końca. Ponieważ ja kupiłem BG2 stosunkowo późno, uruchomiłem go od razu z dodatkami. I grałem w tę grę przez rok. Jasne, fakt, że wracałem wówczas z pracy w okolicach północy (i zawsze odpalałem grę) miał z tym wiele wspólnego, bo miałem tak z godzinę – dwie dziennie na granie. Ale dzięki temu naprawdę żyłem Baldurs Gate 2, bo w wpisało się one w rok mojego snucia się po tym łez padole. PoE2 mi aż takich przeżyć nie zapewniło, ale też wsiąkłem maksymalnie w świat gry, polubiłem slumsy wielkich i mniejszych miast, polityki i polityczki, w które gracz musiał wpaść po szyję. I nawet te bitwy morskie, na które narzekała część graczy też polubiłem. Tak, przechodzi się je w trybie tekstowym. Pachnie dzięki temu klasycznym RPGiem a statystyki okrętu, załogi i drużyny mają znaczenie. I nasze decyzje też. Oczywiście, piętnasta bitwa może już znużyć (zwłaszcza jak będziemy zasuwać wypasioną twierdzą pod żaglami), ale czy nie byłoby podobnie i w innym trybie?

poe2

Kurcze, do tego ta gra jest prześliczna w klasycznym stylu. To też mnie kupiło.

Tak więc bawiłem się znakomicie, acz z przerwami. No i wszystkie prace mojego życia zmówiły się ostatnio, żeby przypuścić na mnie zmasowany atak, przez co gry na razie nie dokończyłem. I boję się, że miną ze dwa miesiące nim znajdę czas, by do niej wrócić, a to oznacza, że klimat może mi przeciekać między placami. Co znów oznacza, że pewnie będę musiał zacząć grę od początku. I wiecie co? Jakoś wcale mi to nie przeszkadza.

W kwestii: co komu przeszkadza, w ostatnich miesiącach najgorętszy był chyba spór między fanami Steam i Epic Games Store, który rzucił gigantowi wyzwanie. Ponieważ wszyscy kibicujemy Dawidom stającym przeciw Goliatom, wydawałoby się, że wszyscy powinni być po stronie Epic, ale… Tak jak biblijny Dawid zagrał nieco nieczysto przynosząc kałacha na imprezę z nożami, tak i Epic zirytował część graczy kupując niektóre gry na wyłączność. Niby to nic strasznego dorzucić jeszcze jedną ikonkę na monitor, ale jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy mają dość zakładania kolejnych kont. Mnie w ten sposób odstraszył od siebie Ubisoft (który do tego działał jak nie przymierzając HBO GO, które zatrudnia chyba studentów wydziału zbierania muszelek jako informatyków).

Książki

Tych zebrałoby się więcej niż gier, ale nie jestem pewien czy zaciekawią was pozycje w stylu Antropolodzy na wojnie (świetna rzecz, ale w żadnym razie nie popularnonaukowa, raczej zbiorczy i naukowy przegląd brudnego zaangażowania antropologii w konflikty; książka miejscami bywa fascynująca, ale trzeba co nieco już wcześniej z antropologii kumać, żeby się w nią w pełni cieszyć) czy Błoto słodsze niż miód (reportażowa książka o komunistycznej Albanii) – ta książka jest już przystępna dla każdego i naprawdę znakomita. Gdybyście chcieli dowiedzieć się o niej czegoś więcej, wywnętrzałem się na jej temat tutaj.

regula-zakonu-3

Jest jednak powieść, którą mogę z czystym sumieniem polecić każdemu fanowi fantastyki. Nosi tytuł: Reguła Zakonu a napisał ją Piotr Górski, autor, który całe eony temu opublikował kilka opowiadań w miesięczniku Fantastyka, a potem przepadł na wieki. Reguła to brawurowe fantasy spod znaku mężczyzn i kobiet twardszych niż landrynki, żyjących w świecie, w którym brutalne zabijanie to właściwie styl życia a spiski są naturalniejsze od oddychania. Porównałbym to z fantasy Joe Abercrombiego (Pierwsze Prawo, Bohaterowie, Czerwona kraina), przy czym Górski jest lepszy językowo, jego powieść się nie rozłazi żeby ponabijać jeszcze trochę znaków, a świat wydaje mi się ciekawszy. Dla mnie Górski jest lepszy niż Wegner obecnie, ale to też właśnie dlatego, że Wegner to już kilka tomów sagi, żeby w pełni cieszyć się jej następnym (świetnym!) tomem, trzeba poprzypominać sobie wszystkie te splątane wątki i uwikłane w nie postacie.

U Górskiego dostajemy łowcę nagród stworzonego niemal według przepisu na twardziela z krain fantasy: jest sprawny w mieczu, zmęczony życiem, z tajemniczą historią w tle sugerującą, że miał kiedyś wrażliwsze serce. Nie jest jednak niepokonany, choć z całą pewnością nieustępliwy. I większość rzeczy, jakie o nim wiemy to kłamstwo. Podobnie, jak większość rzeczy jakich stopniowo dowiadujemy się o innych postaciach. Od prostego zlecenia poprzez wędrówki przez umęczone ziemie zamieszkane przez umęczonych twardych ludzi dochodzimy do spisków i Spisków, a autor stopniowo i jakby niechętnie odsłania nam część tajemnic świata. Nie jest to wielka powieść, która odmieni Wasze postrzeganie rzeczywistości, ale jest to świetnie napisane fantasy, od którego nie potrafiłem się oderwać. Bliżej mu do Kresa niż do Wegnera czy Sapkowskiego, ale widać, że Górski to pisarz, który przerobił lekcje wszystkich tych autorów.

Filmy i seriale

Rok 2019 jest rokiem schyłków i zakończeń. Wśród zbiorowego zgrzytania zębami fanów dobiega końca Gra o tron i choć chyba wszyscy teraz na ten serial narzekają, istnieje możliwość, że to jedyne zakończenie sagi, jakie otrzymamy. Bitwa o super wypasionych efektach i ujęciach kamery godnych Oscara, których nie widać, bo nakręcono je wszystkie w realistycznej ciemności ma szanse przejść do historii telewizji. Swoją drogą GoT faktycznie idzie w tym sezonie w realizm. Rzadko w historii filmowej batalistyki tak wyraźnie pokazuje się, że dowodzący armiami (albo przynajmniej jedną z nich) mogą być skończonymi kretynami a wojny to niekoniecznie starcia strategicznych geniuszy, ale też gry błędów. W historii zdarzało się to wcale często, ale kino za takim ukazywaniem bitew nie przepada. O ile nie jest kinem głębszym, antywojennym. W GoT wyszło to raczej przypadkiem, ale i tak pozwala mi się cieszyć niezwykłością ujęcia tematu.

got

Znacznie lepiej zostało przez widzów przyjęte zakończenie pewnej części historii kina komiksowego, czyli ostatni Avengers. Kto miał tam umrzeć, ten nie żyje, acz fani nie do końca w to wierzą i już widziałem w sieci różne pomysły na zmartwychwstania. Tym bardziej, że filmowcy sami pootwierali parę drzwi do powrotów zza grobów.

Co interesuje mnie bardziej – dobiegło do końca Gotham. Serial ten zbierał mieszane oceny ale pozostawałem mu wierny. Nawet przy słabszych odcinkach. Po pierwsze podobała mi się stylistyka – bardzo komiksowa, pełna pewnych uproszczeń i umowności a przy tym brudna, miejscami szalona. Jak dla mnie taki powinien być Batman – unurzany w przerysowanym klimacie noir odwołującym się do czasów Wielkiego Kryzysu, gdy państwo dostało zadyszki a gangi zaczęły szczerzyć kły wyczuwając osłabienie ofiary. To wszystko było w Gotham widać, a epidemia popadania w zbrodnicze szaleństwo tylko to wrażenie pogłębiała. Oczywiście, w serialu liczącym około 100 odcinków nie wszystko zagrało idealnie, niektóre odcinki a nawet wątki potrafiły przyprawiać o złottefakowanie, nie wszystkie postacie oddano odpowiednio. Trzeba było też kupić założenie, że Batman przyszedł właściwie na gotowe, co oznacza, że większość jego klasycznych przeciwników była już na miejscu, gdy przywdział pelerynę. Co więcej, ponieważ twórcy starali się korzystać z wszystkich wątków batmańskiego uniwersum, to gangsterski realizm i wszechobecna korupcja wymieszane są tu z elementami SF i magii, a wszystko to czasami w cokolwiek campowym sosie. W efekcie powstał serial nie dla wszystkich. Za to zdecydowanie dla mnie.

gotham1

Powtórzę dla podkreślenia (a Siłacz palnie pięścią w stół) – mnie Gotham kupiło. A miejscami bywałem nawet zachwycony. Do tego tak wspaniałego Pingwina jeszcze nie widziałem i nie wiem, czy kiedykolwiek zobaczę. Świetnym pomysłem było uczynienie z niego właśnie wroga numer jeden, a nie z Jokera. Tym bardziej, że Pingwin to wróg dla Gordona. Joker (też świetny, swoją drogą) musi poczekać na swoje nemezis. Bo gdy wróg jest gotowy, przybywa bohater. Do tego dochodzi całkiem niezły Riddler, świetny Bullock (szalenie lubię tę postać od lat, chyba od czasu animowanej serii), udana Catwoman. Oraz, wybaczcie mi patriarchalny szowinizm, cała masa pięknych kobiet z szaloną Barbarą i Tabithą – pre Catwoman (mam wielką słabość do Jessici Lucas, a tu jeszcze ganiała w strojach dominy i machała pejczem) na czele. Będę tęsknił za tym serialem.

Tyle ode mnie na piątek. Co u Was?

 

Dodaj komentarz



50 myśli nt. „Pięć zdań na piątek – trochę się nazbierało

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @WarNerd_PL

          Ten sezon jest w ogóle kręcony trochę bez głowy. Jakby faktycznie mieli scenariusz tak naprawdę na dwa docinki i z resztą nie wiedzieli co zrobić. Np. najpierw zrobili drugi odcinek o niczym, praktycznie bez fabuły i znaczenia, który broniono w sieci, że to przecież pożegnanie dla tych wszystkich bohaterów, w następnym zginą. Po czym w następnym prawie nikt nie zginął:D. A w ten sposób zmarnowano coś z 60 minut, przez co w czwartym trzeba było najpierw splatać nowe spiski w tempie ekspresowym a potem znowu uruchomić teleport:).

          1. WarNerd_PL

            @bosman_plama

            Jestem tak zawiedziony tym ostatnim sezonem, że w sumie nie chce mi się na ten temat rozpisywać – taki fajny serial idzie na straty – skrycie liczyłem, że ostatni sezon będzie miał z 10 odcinków, z czego połowa pójdzie na rozprawę z tymi zimnymi zombiakami, a reszta na Cersei.
            A, szkoda gadać, ciszej nad tym sarkofagiem.

  1. lemon

    GoT – szkoda gadać, ale tak po prawdzie, to ja wyłączam myślenie na czas seansu już od pierwszego sezonu.

    Książkę Górskiego dopisuję do listy najbliższych zakupów. Wydawca trochę ryzykuje taką okładką – obawiam się, że bez mrocznego wojownika w kapturze trudno będzie o przyzwoitą sprzedaż.

    Edit: a skoro już pisać, co u mnie, to pogrywam sobie na konsoli w Mass Effect: Andromeda i przyznać muszę, że nie taki diabeł straszny, jak go malowali. Współczynnik frajdy takie 7/10 (przy czym pierwszemu ME dawałem 8/10). Sporo babolków, ale duch serii został zachowany, drużyna daje radę (polubiłem tę zgraję), Ryder jest jak nowy Shepard i wygłasza motywacyjne przemowy co dwie godziny. Na plus zaliczam większą niż dotąd w serii dawkę humoru. Questy z MMO (zbierz 15 roślinek) rozciągają się na całą grę i nie ma ich aż tak wiele, a i tak można je olać. Utopiłem już chyba ze 100 godzin i nadal nie jest nudno.

  2. WarNerd_PL

    Apropostka Gotham, to odświeżyłem sobie Batmany Nolana (lubię), przeszedłem Arkham Knight (dobra gra, tylko misje z Batmobilem w większości wkurzające dla mnie) i wróciłem do Arkham Origins, które kiedyś przeszedłem „w wersji demo”. Muszę trochę odpuścić, bo przez ostatnie parę dni nieco „przegrałem główkę”. A kampanie w DCS czekają…

  3. Tasioros

    Lekko nostalgicznie witam wszystkich tu zebranych. Kopę lat!

    Równie ciężko jest po takim czasie napisać w miarę sensowny komentarz, posłużę się więc schematem Bosmana – wszak pyta co u nas.
    Też prawie ukończyłem grę, przy której bawię się świetnie. Tak, bawię. Bez przerwy, więc pewnikiem ukończę, być może nawet jeszcze w tym półroczu. Grą tą jest zaczęty w styczniu Wiedźmin 3 z dodatkami. Nie chcę za bardzo wypisywać pochwał, bo okazuje się, że jest spore grono ludzi dziwnie na to uczulonych. Nadmienię tylko, że ja zawsze sobie cenię fabułę oraz dobrą narrację, i gra świetnie wpasowała się w moje gusta. Bardzo mało wad zauważam, więc muszę przeczekać i ochłonąć. Chapeau bas CDP Red. Tak więc „przykro mi”, ale jeden głos na Wiedźmina Trzeciego przy następnej Zardzewiałej Krypie jest już pewny.

    Książka natomiast to pozycja, którą większość z gikzów choć trochę interesujących się gatunkiem fantasy prawdopodobnie już czytała. „Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin. Niemal 950 stron wypełnionych drobnym drukiem – wspaniała sprawa. Ale jestem dopiero przed drugą setką. Z początku odniosłem wrażenie, iż jest to nieco dojrzalszy Harry Potter, ale jednak kryje się w tej powieści trochę więcej. Bardzo dobrze przemyślana i napisana historia. Mam nadzieję, że me zadowolenie będzie trwać do ostatniej strony. Przed tym był ostatni tom Pana Lodowego Ogrodu, który Grzędowicz zakończył jak zakończył, ale niestety dla mnie było to na poziomie mniej więcej tego, jak się właśnie kończy pewien popularny serial.

    Seriale, ech… tak, tak, też oglądam na bieżąco Grę o Tron. I o ile dwa pierwsze odcinki naprawdę mi się podobały, tak o kolejnych zostało tu już napisane wystarczająco.
    Do tego był wspaniały wizualnie Boobs… Sex… przepraszam : Love, Death & Robots. Czemu w tytule jest „love” w ogóle? Nie mogę nie wspomnieć o niezłym Detektywie 3, który przy późniejszej analizie jest lepszy niż podczas oglądania. To co zostało tam przedstawione jest w swym zamyśle nietuzinkowo dobre, ale gdy to oglądałem czułem lekki niedosyt. Nie tak dobry jak sezon pierwszy, jednak całkiem blisko. Ale intro ma najsłabsze z trzech.

    Aż mi się piwo skończyło podczas pisania tego komentarza, a przeca wcale długi nie jest. Teraz wracam do Wiesława, bo dodatek „Serca z Kamienia” nie pozwala o sobie zapomnieć.

      1. Tasioros

        @WarNerd_PL

        Panie drogi! Oldkulowiec, bo gram w coś wydanego w 2015 roku? Tym bardziej, że Wiesiek technicznie się nie zestarzał zbytnio. Po prostu sprzęt, który uciągnie takie gry bez problemu posiadam od ostatniego kwartału 2018. A rok wcześniej gościł u mnie Fallout 2 i Doom 2 – to jest oldschool. Co do Wiedźmina, to poza wymienionymi, zawiera wiele innych cech (zalet), jak choćby wspaniała muzyka, klimat, postacie, grafika (te widoczki). A system walki? Odpowiem dyplomatycznie: nauczyłem się nim posługiwać i mi nie przeszkadza ;)

        1. WarNerd_PL

          @Tasioros

          Spokojnie, ja pogrywam w Arkham Origins z 2013, więc kto tu jest prawdziwym dinozaurem? :)
          Swego czasu, grając w W3, ustawiłem nawet na jakiś czas poziom trudności na najniższy, żeby własnie móc się nacieszyć fabułą, muzyką i widoczkami. Za to w grach z serii Arkham podoba mi się właśnie nawalanka (i grafika), fabułę traktuję jako dodatek, bo owszem Batmana lubię, ale bez fanbojstwa.

  4. Revant

    Oh, Gotham. Jaka szkoda, że ostatni sezon został tak szybko zakończony :( tyle wątków wyrwanych z korzeniami (zobaczcie co zwiastuje koniec poprzedniego sezony, a co dostajemy w tym ostatnim…). Wina to jednak wydawcy bo twórcy robili co mogli i udało się – przedostatni odcinek jest cudownym finałem. Ostatni zaś to już dla mnie była tylko ciekawostka fajnie zrealizowana.
    A propos seriali – ktoś tu skończył też Star Trek Discovery? Początkowo abominacja względem innych ST, a w połowie drugiego sezonu robi się tak ciekawie, że twórcy poszli po rozum do głowy i zaserwowali to co fani chcieli – odlecieli od kanonu ^_^ Mimo głupot większych i mniejszych, Pike wymiatał, a zapowiedź następnego sezony jest naprawdę interesująca. Any thoughts?

    Z książek – po skończonej Diunie, wziąłem się za ponowne przeczytanie Pokoju Światów niejakiego P. Majki ;) w wersji tej ładnej z ilustracjami. Btw. będzie taka edycja drugiej części?

    Gry – jestem oszołomiony jak dobrze wyszedł AC: Origins, którego dostałem w ostatnim humble bundle monthly. Mega klimacik i fajne odświeżenie formuły serii.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Revant

      ST:D w drugim sezonie jest… Hm. No inny niż w pierszym i bardziej startrekowy. Ale znów mają wątek główny, któremu podporządkowują wszystko. Jest tam sporo kretynizmów, mimo to sezon ogląda się naprawdę nieźle. A oglądałoby się dobrze, gdyby ktoś wreszcie zabił główną bohaterkę. Bo w 2 sezonie jest jeszcze mądrzejsza, jeszcze bardziej wszystkowiedząca i znajdująca rozwiązania, których nikt inny znaleźć nie może (w tym celu musieli pogłupić resztę załogi, bo te rozwiązania bywają banalne i oczywiste). Całkiem fajny nowy kapitan to przy niej pętak i to, niestety, dosłownie, bo laska go olewa, on właściwie czeka na jej aprobatę dla swoich rozkazów itp. Niestety, tak poprowadzona postać potrafi wiele napsuć w serialu.

  5. aryman222

    Podobnie jak Tasiorowi, mi też 2 pierwsze odcinki GOT się bardzo podobały, potem już było gorzej. Wciąż nie mogę się doczekać kolejnych, ale już z lękiem że zrobią z moimi bohaterami jeszcze głupsze rzeczy niż w 3 i 4 odc… 3 rzeczy zaskakują najbardziej [SPOILERY!]: 1. duo twórców potrafi napisać postać świetnie (Tormund! Co za kozak! https://coedmagazine.files.wordpress.com/2019/05/tormund-1.jpg?quality=88&w=640 ), by po chwili popełniać gafy nie z tej ziemi (jak to możliwe, że ktoś nie wie, że pieski to się, k%$^&* głaska!!!) 2. Po tym jak Bitwa Bastardów była piękna, ale z taktycznego punktu widzenia idiotyczna zdawałoby się, że zatrudnią przy realizacji Bitwy o Winterfell kogoś, kto grał choć chwilę w Total Wary (czy przeczytał jaką książkę o średniowiecznej sztuce oblężniczej?). Ale nie, wzięli do reżyserowania tego samego partacza co poprzednio. 3. Jak na finał swego największego show (ever?) to HBO poskąpiło kasy. Może i odcinek kosztuje 15 mln $, ale przypuszczam, że z 10 mln szło na gaże aktorów…Tak czy inaczej – widać, że zabrakło pieniędzy na efekty, więc bitwa w mroku, słonie OFF, 1 gigant w armii nieumarłych itd.

  6. Cayden Cailean

    Witam wszystkich powyżej których to komentarzy nie czytałem. Śpieszę jednak z wyjaśnieniami i liczę na przebaczenie – mianowicie albowiem azaliż jednakowoż realizuje właśnie swoją odwieczną groźbę/obietnicę i oglądam własnie GoT po raz pierwszy.
    Jeśli wszystko dobrze wyliczyłem to wyrobię się akurat na finałowy odcinek finałowego sezonu i obejrzę go góra 24h po tym jak obejrzę poprzedni. Na razie więc unikam spoilerów i wspominek z poprzednich sezonów jak diabeł święconej wody i prawie odciąłem się przez to od sieci. Poważnie rozważam przeglądanie internetu w trybie tekstowym w lynxie, bo już same obrazki w nagłówkach na popularnych portalach zdradziły mi że Snow i Daenerys dożyją finału…
    Tak więc wracam do trzeciego sezonu [dziś planuje go skończyć] i powiem tylko że na razie całkiem mi się podoba.
    Chociaż The Expanse nadal lepszy jak dla mnie ;)

  7. true_mayonez

    Witajcie.
    U mnie dobrze, zdrowie dopisuje, praca jest, słowem – super.
    Gram w Heroes 2 na telefonie, w toalecie lub w kolejce.
    Ogladam Love death & robots po jednym odcinku na wieczór, bo więcej na raz nie daję rady. Zasypiam.
    Czytam Sodomion Inglota, też po jednym opowiadaniu, z tego samego powodu.
    Wniosek wysnuwam następujący: ponieważ z wiekiem zatraciłem umiejętność zarywania nocy; nie ciągnie mnie do komputerów i konsoli od około dwóch lat; nie rozglądam się za dupeczkami; to pora umierać. Straszno…
    P. S. Wspaniale jest Was znów czytać.

  8. maladict

    Gram w XCOM-a 2, bo przypadkiem skasowałem dziecku sejwa z tuż przed finałową misją i muszę teraz od nowa pozabijać Chosenów i polować na Władców. Młody w tym czasie próbował Star Wars Battlefronta (tego starego), ale gra zamienia go w ‚German angry kida’ (pamiętacie German angry kida?) to mu odstawiłem. Kupiłem też sobie niedawno Baldura z mocną obietnicą, że w końcu przejdę do końca, ale jak zwykle ugrzęzłem gdzieś w mieście i znowu przyjdzie mi się wstydzić mej słabej silnej woli.
    Aktualnie nie oglądam nic, ostatnio podczas ferii zimowych wciągnąłem Sabrinę Nastoletnią czarownicę, Tidelands i Russian Doll. Fajne, ale nic tak rewelacyjnego bym z ręką na sercu polecał. Czekam aż Clooney skończy robić Paragraf 22.
    Czytam diunę, bo staram się czytać Diunę przynajmniej raz w roku, ale powoli mnie zaczyna męczyć, jak tam wszystko jest mistyczne i istotne, finta w fincie a każde wypowiedziane słowo dialogu niesie ze sobą dodatkowe znaczenie. Tu też czekam na nową wersję (tą z momoą) i zastanawiam się czy będzie w stanie zastąpić mi wizualnie wersję Lyncha. MacLachlan jako Paul, Prochnow jako Leto, Sting jako Feyd-Rautha… Ale oczywiście nikt nie zastąpi Virginii Madsen…

    1. Revant

      @maladict

      Jeżeli chodzi Ci o Sabrine od Netflixa to to nie jest nastoletnie czarownica :-P tamto było serialem i kreskowka z przełomu 90/00, lekko oparte na komiksie, który netflix podobno mocniej zaadaptowal ;-) próbowałem go oglądać z żoną, ale bez postaci Salema jak z tej nastoletniej czarownicy, odechciało mi się oglądać :-/

  9. Probabilistyk

    Cześć Wszystkim, u mnie na tapecie ostatnio Anno 1800 – w końcu jakiś tytuł który przykuł mnie na dłuższy czas, poza tym prawie skończyłem RDR2 – końcówka epilogu mi została, yey! jaka ta gra jest przeciągnięta…
    Poza tym mam od dłuższego czasu problem ze znalezieniem gry, w którą mógłbym „wsiąknąć” na dobre. Obawiam się, że to już ten wiek, że pora znaleźć sobie nowe hobby albo (oby) pora na urlop i reset ;-)

  10. michau

    A ja tymczasem pykam sobie w pierwsze Pillarsy i chyba w końcu je ukończę. Tuż po premierze byłem trochę zawiedziony, ale dziś po tych wszystkich łatkach, dodatkach i ulepszeniach, PoE jest naprawdę fajnym erpegiem. Od dawna nie miałem tyle frajdy z wymyślania i rozwoju mojej postaci. Wiele pomyj wylałem przez lata na Obsidian, ale to jak oni dopieszczają ostatnio swoje gry zasługuje na podziw, czego tryb turowy do PoE2 (ale bym chciał coś takiego do jedynki!) jest niezłym przykładem.

    Z książek ostatnio skończyłem popularnonaukowego „Sapiensa” Harariego. W życiu tak dobrze nie czytało mi się książki popularnonaukowej nie dotyczącej bezpośrenio moich zainteresowań. Bawi i uczy. :D

    Na wielkim i małym ekranie za to jestem na czasie. Widziałem Avengers, oglądam GoT (trochę z przyzwyczajenia) i czekam na Johna WIcka. Jak przeciętny nastolatek. :D

    A i zabrałem się wreszcie za „Na południe od Brazos”. Powieść nad powieściami kurde bele. Też się zabierzcie.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @michau

          Serial jest naprawdę niesamowity. Trafili tam z doborem aktorów.
          Też miałem nadzieję, że nowe wydanie sprzeda się na tyle dobrze, że wydawca przetłumaczy kolejne tomy. Wszystkie zresztą zostały zserializowane (w różnych obsadach). Więc chyba się przełamię i też kupię w oryginale, chociaż straszliwie mi się nie chce, no i czasu za bardzo nie mam (w ingliszu czytam jednak znacznie wolniej).

  11. Mnisio

    U mnie ostatnio (od października) brak czasu na wszystko. Zebrało się i pracowo i domowo – ciągła gonitwa. Choć ostatnio doszedłem do wprawy i raz w tygodniu jestem w stanie wyskoczyć nad morze i zobaczyć czy Pierś łabędzia… y to znaczy zagrać przez ~30min. Tak więc z grania zostaje pykanie w mapki fantasy generala lub sprawdzanie czy jestem dobrym wikingiem w Volgarze (nie jestem). Nawet w FTL-a nie odpalam – szkoda zachodu. Pillarsy 1 ciągle leżą i czekają. Alicja czeka, Pancer corps czeka, nawet kupiłem dodatki do age of wonders 3 i też czekają. A jedną z ostatnich gier co skończyłem, nawet nie raz to cywilizacja 6, mimo tych zmian wciąga, a nie mam zbyt wiele czasu aby rozkminiać żałość SI.
    Z książek ostatnio złapałem Tropiciela O.S.Carda i dobrze się to czyta, choć jak na niego to standard – genialne dzieciaki ratują coś tam. Kontynuację też przeczytam.
    Od Gotham odpadłem – zbyt zakręcony się zrobił jak zaczęli sobie oczy podmieniać (dla żony na pewno wtedy). Natomiast z grą o tron stwierdziłem, że nie będę oglądał serialu, tylko doczytam książki, no i jak serial doścignie książkę, to już dawno 6 część będzie napisana, a siódma będzie już na ukończeniu. Plan w bombki strzelił, a nawet nie wiem czy Martin skończy książkę przed zgonem. Serialu na razie nie oglądam, sprawdzam swoją wolę.

  12. powazny_sam

    Czołem!
    Jestem równie odskulowy jak Tasioros bo dopiero Wiedźmina 3 ogrywam. Powoli, bo czasu mało, ale do przodu. Fabularnie bardzo pozytywnie, i to mnie zdecydowanie trzyma przy grze, zwłaszcza że poczytałem trochę materiał źródłowy. Gameplayowo – tak sobie, (crafting połączony ze zbieraniem śmieci, słaby balans, banalna walka). Choć pewnie jestem po prostu zepsuty przez Dark Soulsy ;)

    Co do GoT nie mogę się zmusić do dalszego oglądania po trzech odcinkach. Z resztą poprzedni sezon też już ciężko się oglądało. A taki dobry serial to był :( Zamiast tego wolę oglądać moje ostatnie odkrycie – „Mindhunter” – zupełnie inna bajka , 1979, FBI, seryjni mordercy, początki psychologii w śledztwach itd. Polecam jak ktoś lubi takie klimaty.

    pozdrowienia!

Powrót do artykułu