Pięć zdań na piątek – a jeśli oni żyją?

bosman_plama dnia 12 maja, 2017 o 9:35    13 

tytułowyonizyja

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze byłem długowłosym szczupłym licealistą wymyśliłem sobie pomysł na komiks. Moje dzieło traktować miało o pani doktor wykonującej sekcje zwłok dla jakiejś wielkomiejskiej policji. W pewnym momencie coś przestawało bohaterce pasować. Odkrywała, że na jej stół trafiają ciała, w jakiś sposób inne. Niby wszystkie szczegóły anatomiczne pasowały, ale… Bohaterka przeprowadzała własne śledztwo, by odkryć, że jest postacią drugoplanową w serii komiksowej, w której właśnie zmieniał się rysownik. Jednak nowego wprowadzano stopniowo, rysował tylko część (coraz większą) postaci, by jak najlepiej podrabiać styl oryginalnego autora.

Komiks, rzecz jasna, nigdy nie powstał. Zresztą, nie musiał po tym, jak Maciej Żerdziński (nieco zapomniany dziś autor, który miał szansę zastąpić Sapkowskiego na tronie boga polskiej fantastyki, gdyby nie przerwał na lata pisania) opublikował jakiś czas potem Pancerniki siedzące w granatowej wodzie, które UWAGA SPOILER traktowały z grubsza o tym samym, ale w kontekście seriali telewizyjnych. Do tego Marek S. Huberath machnął UWAGA SPOILER Gniazdo Światów z podobnym motywem (tym razem rzecz dotyczyła literatury).

petecki_messier_13v5Oczywiście, pomysł, że zmyślone postaci tak naprawdę żyją w jakiś sposób nie jest super nowy. Purpurowa Róża z Kairu Woody Allena opiera się na podobnym założeniu. Do filmu Allena świadomie odwoływała się nasza Ucieczka z kina Wolność Wojciecha Marczewskiego. W grach wykorzystał ten pomysł niezawodny Fallout 2 pozwalając nam spotkać w specjalnej lokacji postaci z pierwszej części (oraz odrzuconych, pełnych pretensji, kandydatów na te postacie) oraz pogadać z dzieciakami, które pytają nas, czy umrą, gdy zakończymy grę (to już czysty Huberath). Ostatnio modny Deadpool z tzw. „przełamywania czwartej ściany” uczynił jeden ze swoich znaków rozpoznawczych.

Kafejka_niespełnionych_marzeńAle zastanówmy się, co by było, gdyby oni naprawdę żyli? Wiecie, jeśli światów równoległych jest nieskończenie wiele, a każdy, jaki tylko możemy pomyśleć naprawdę realizuje się w jakiejś równoległej rzeczywistości (tak było np. w powieści Bohdana Peteckiego Tysiąc i jeden światów), to ci wszyscy NPCe, z którymi się przyjaźniliśmy albo staraliśmy się nawzajem pozabijać mogą gdzieś tam prowadzić swoje niezbyt normalne życie. Sulik wciąż szuka siostry, a nasze dzieci spłodzone w Fallout2 bądź Baldurs Gate 2 muszą walczyć z mutantami i demonami (albo, strach pomyśleć, ze zmutowanymi demonami).

Przyszło mi to do głowy, gdy zobaczyłem w sieci okładkę któregoś z nowych super wielkich serii Marvela, co to mają wywrócić świat na nice. Wiecie, w tej serii, w której Kapitan Ameryka okazuje się być złowrogim agentem Hydry i próbuje poustawiać świat po swojemu. Na okładce widać m.in. Thora, który już jest Thorówną oraz Kapitankę Marvel. Pomyślałem, że gdyby Kapitan Ameryka żył naprawdę, to może na ciemną stronę mocy przeszedłby, ponieważ byłaby to dla niego ostatnia deska ratunku. Niechęć do zamienienia się w kobietę to nie mizoginia, ale pogodzenie się z samym sobą i polubienie tego, jakim jestem. Nie każdy marzy o zmianie płci. A że jakoś – o ile się nie mylę – włodarze Marvela nie zamieniają powszechnie płci bądź rasy negatywnym bohaterom komiksów, to zostanie łotrem mogłoby wydać się Kapitanowi Ameryce ostatnią szansą.

Hail Hydra_zpsf1gxa7h6

To, niestety, prowadzi do dalszych, wcale niewesołych wniosków. Jeśli Oni żyją, to muszą być na nas nieźle wkurzeni. Szczególnie na nas – graczy. Pamiętacie może serial Reboot o specjalnych programach – wojownikach ratujących komputerowe światy przed wyłączeniem przez Użytkowników? Programy te wcielały się w naszych przeciwników w grach i starały się przeszkadzać graczowi w osiągnięciu zwycięstwa (bo usatysfakcjonowany nim wyłączał komputer, co dla żyjących w nim programów nie było zbyt miłe). Reboot, poza tym, że był wesoła kreskówką, opowiadał tak naprawdę o żyjących (i, hmm, kochających) programach, które dla własnego dobra musiały stawiać nam opór. Stąd tylko krok do wkurzenia na Użytkownika, który odnajduje przyjemność w zabijaniu ich.

reboot

Pal zresztą sześć komputerowych drani, których wycinamy z radością w pień. Znacznie gorsi mogą okazać się bohaterowie. Zastanówcie się, co musi czuć do was Lara Croft po tym, jak kilkadziesiąt razy zrzucaliście ją w przepaść. A tłumy Simsów, którym złośliwie wymazywano barierki w basenach, by patrzeć jak konają? Źle zarządzane armie z Total War? A wkurzone heroiny z gier fantasy? Już widzę jak ciskają w gracza swoimi „pancernymi” zbrojami wrzeszcząc: „Sam spróbuj to sobie nosić na gołe ciało, cwaniaku! Na pieprzonym lodowcu w górach!”.

tomb1Wizja z Terminatora to właściwie raj w porównaniu z tym, co zrobią nam bohaterowie gier, gdy już naprawdę się przebudzą. A przebudzić się mogą, bo przecież gdzie, jeśli nie w grach, mówi się bez końca o konieczności budowania coraz to lepszej i lepszej sztucznej inteligencji. Na razie postaci z gier (np. z Icewind Dale czy Planscape: Torment) odpyskowywały nam (np. gdy próbowaliśmy zdjąć kurtkę Annie, albo gdy zbyt intensywnie klikaliśmy w portrety postaci), bo tak miały zapisane w programie. Ale któregoś dnia możemy dostać prawdziwego plaskacza od wkurzonej carycy Katarzyny (Cywilizacja IV). I nie będzie już nam tak wesoło.

Dodaj komentarz



13 myśli nt. „Pięć zdań na piątek – a jeśli oni żyją?

  1. larkson

    W ten deseń jest też anime Re:Creators, które od niedawna sobie leci. Z grubsza chodzi o to, że postacie z anime, gier czy skądś tam zaczyna z jakiegoś powodu przenikać do realu i tam zaczynają się między sobą nawalać. Nie samą walką ten serial żyje, próbuje też sprzedać motywy typu „Co by było gdyby Solid Snake spotkał się z Hideo Kojimą?”. Jest kilka odcinków na razie, ale wstępnie zapowiada się na niezłą rzecz, pod warunkiem, że się lubi japońszczyznę ofkors.

Powrót do artykułu