Pięć sposobów na bogów

bosman_plama dnia 8 maja, 2015 o 6:38    46 

tyt

Coś ty holiłudowi zrobił Heraklesie – chciałem zawołać po zapoznaniu się z arcykichą kinematografii holiłudzkiej pt. „Herkules”. Film wprawdzie nie był tak straszny jak dokonania polskich twórców komedii romantycznych, ale był równie nijaki. Co gorsza – nie stanowił jednorazowej wpadki. Gdy holiłud bierze się za mitologię, niemal zawsze wtapia. Ale nie tylko on.

Początek filmu nie był zły. Okazało się, że Herakles to nie żaden półbóg, tylko silny i sprawny najemnik stojący na czele starożytnych odpowiedników ekipy Sylwka Stallone – twardych, doświadczonych, trochę szalonych i z laską. Jeden z kumpli robi mu boski PR opowiadając o super cudach i walkach z potworami, bo dzięki temu wrogowie boją się bardziej, a stawki rosną. Jednak cudów i potworów nie ma. Hydra to kolesie w hełmach w kształcie wężowych głów, a centaury to kawaleria. Nadzwyczajnych znamion dodaje im ludzka wyobraźnia i – może, to trzeba by wyczytać między wierszami – pragnienie, by jednak jakieś cuda istniały.

Tak więc punkt wyjściowy jest nawet niezły, choć nieco ściągnięty z serialu „Atlantyda”, gdzie zresztą zrobiono to jeszcze bardziej interesująco, bo tam nie obcinano się z Heraklesem zupełnie. W serialu tym Herakles to niemłody już i niechudy opój opowiadający czego to nie dokonał. W opowieści nikt mu specjalnie nie wierzy, zamiast więc walczyć o wolność narodów pilnuje on burdeli i knajp. Co zresztą mu nie przeszkadza, bo z jednego i drugiego ochoczo korzysta. Potem przybywa Jazon i Herakles musi się przez niego zacząć wysilać, ale to inna sprawa.

Film „Herkules” to tylko jedno z serii „dokonań” pokazujących, że film nie bardzo wie jak wykorzystać motywy boskie. Holiłud chciałby opowiadać o kolesiach w spiżowych pancerzach, ale nie wie jak. Albo więc bogów ignoruje, jak w ekranizacji „Troi”, albo każe ich zabijać, jak w „Starciu tytanów” i jego sequelu. Wychodzi więc z założenia, że albo bogów wcale nie ma, albo że być ich nie powinno – do czego przyczyniać się mają herosi. Bywają oczywiście wyjątki. W serialu „Odyseja” z 1997 roku bogowie występowali bardziej neutralnie – byli i ludzie jakoś się z tym godzili. Może dlatego, że boginie były grane przez niezłe laski?

W serialach „Herkules” i „Xena” już nie było tak wesoło. Bogowie generalnie byli tam draniami kombinującymi jak by tu dokopać ludziom, albo – w najlepszym przypadku – ich wykorzystać. O ile „Herkules” jeszcze pozostawiał bogom nieco lepszych cech, to „Xena” okazała się serialem bezkompromisowym. Z czasem bodaj tylko główny zły – Ares – nabrał nieco ciepła, ale głownie dlatego, że stał się postacią cokolwiek humorystyczną. Tak, Ares. Humorystyczną.

Z ostatnich produkcji najłagodniej obchodzi się z bogami chyba… Percy jackson. W tej serii książek i filmów bogowie bywają lepsi lub gorsi, choć oczywiście taki Hades to ciągle ponury typ kombinujący jakby tu zdobyć władzę nad światem. No, ale pan podziemi musi być typem spod ciemnej gwiazdy, chyba przed tym nie uciekniemy.

Niestety, gry mają podobnie jak filmy. „God of War” – gra fajna – wykorzystuje pomysł holiłudzki – a weźmy ich wszystkich pozabijajmy i przez to trudno go uznać za oryginalne rozwiązanie, nawet jeśli modele bogów robią wrażenie i holiłud ochoczo z nich ściągał w „Starciu tytanów”. Na szczęście gry czasem potrafią wykorzystywać bogów i religie. „Pillars of Eternity” to jedna z gier, gdzie bogowie i religia przestają być traktowane jako element tła i zostają wpisane w kosmologię świata jako istotny element. W „Dragon Age” ciekawy jest wątek Andrasty, niestety poza nim gra woli dumać nad fanatyzmem, co stanowi dość wyeksploatowany temat. „Planescape: Torment” miał z bogami pewien kłopot, ale przynajmniej otoczył Panią Bólu mgłą tajemnicy, co natychmiast dodało Jej splendoru. Ciekawa jest seria „The Elder Scrolls”, gdzie wprawdzie część bogów traktowana jest co najwyżej jako element poprawiający jedną czy dwie statystyki (tak też bywa w grach), ale za to możemy przyglądać się jak przez wieki zmienia się kult pierwszego cesarza.

Oczywiście, tam gdzie wkracza magia, religia może stać się kłopotem, bo jak odróżnić jedną od drugiej? W grach z kapłanów uczyniono więc najczęściej postacie leczące i wspomagające, podczas gdy magowie potrafią miotać kulami ognia. Jest to jakieś wyjście, ale czyni z religii tylko trochę inny rodzaj magii. Nekromanta przyzywa demona a kapłan boskie wsparcie. Bóg w takiej opcji staje się tylko demonem o nieco innych właściwościach.

Religia to drażliwa sprawa. Trudno zrobić grę bądź film na jej temat tak, żeby ktoś się nie obraził (pamiętacie, że Iran obraził się na „300″?). Co więcej żyjemy w społeczeństwach mocno zeświedczonych i nasze podświadome przekonanie, że żaden bóg nie zstąpi między nas ani w dzień powszedni, ani w weekend, przekłada się chyba na myślenie filmowców. Zauważyliście, że filmowy antyk – czy będzie to Grecja czy Rzym – zamieszkiwany jest zwykle przez ludzi, którzy w bogów niespecjalnie wierzą? Przyjęło się ukazywać inteligentnych starożytnych jako wątpiących. Chyba, że bogowie ci przybywają do miasta, żeby porwać księżniczkę, albo nasyłają krakena – wtedy co innego, wtedy ludzie nie tyle wierzą w bogów, co wiedzą, że oni istnieją. ta wiedza zaś skutkuje tym, że starają się bogów zabić.

Zapewne to wina filozofów. Oni pozostawili po sobie pisma, a filozofowie chętnie analizowali siły wyższe, co dziś może wyglądać, jakby w nie wątpili. Często zresztą wątpili w istnienie Zeusów i Aten, co nie znaczy, że nie wierzyli w jakieś większe istoty (bądź istotę).

Ale sceptycyzm filozofów popkultura zdaje się chętnie przekładać na sceptycyzm absolutnie wszystkich. może to wina nie tylko Sokratesa i spółki ale Oświecenia, które w sprytmityzowanej, szkolnej wersji nauczyło nas kłaść nacisk na rozkwit nauk i sztuk oraz konflikt z kościołem?

Tak czy owak wszystko to bzdura. Antyczni wierzyli w bogów i to wierzyli jak cholera. Poczytajcie greckie tragedie – nikt w nich w bogów nie wątpi. A jeśli nie chce wams się ich czytać, albo uważacie, że to tylko propaganda, zastanówcie się ilu na jednego filozofa przypadało maluczkich rolników i pasterzy, którzy nie bardzo mieli czas na sceptyczne rozważania. A oni stanowili większość.

Jednym z wytworów popkultury najlepiej ukazujących starożytność jest serial „Rzym”. Budynki w tytułowym mieście są kolorowe (i brudne) a nie śnieżnobiałe. Ich ściany pokryte sa obscenicznymi bazgrołami. Na ulicach jest tłoczno i brudno, nikt prawie nie chodzi ubrany w białe szaty. I wszyscy wierzą w bogów. Składają im ofiary (nie jakieś tam – połóż cokolwiek pod pomnikiem boga, jak w TES, ale porządne ofiary z byków) i boją się ich. Sam Cezar oświadcza w pewnym momencie: „kim jestem, by sprzeciwiać się woli bogów” (mówi to trochę z przekąsem, ale nie do końca).

Bogów w serialu oczywiście nie widać. Ale w tym rzecz – jeżeli budujemy jakieś społeczeństwo, czy to w filmie, czy w grze, powinniśmy pamiętać o różnych jego elementach. Nie musimy potykać się o bogów albo próbować ich zabić, żeby byli oni obecni w światach, które przemierzamy – obecni poprzez ludzkie przekonania, obawy, rytuały i rytualiki. Cokolwiek byśmy nie myśleli o religiach takie podejście ubogaca wymyślane bądź odtwarzane światy.

Niestety, popkultura bywa najczęściej światem tekturowych dekoracji. Gdy potrącisz – w filmie lub grze – tekturową świątynię, nic nie znajdziesz za jej murami. Między innymi dlatego filmy oparte na mitologiach wychodzą najczęściej słabo. Ich twórcy biorą jakiś topos i jakiś mit, ale kompletnie go nie rozumieją i opowiadają o herosach, jakby byli kumplami od piwa Stallone’a. Stallone też jedyne, co potrafiłby zrobić z bogiem, to dać mu w mordę.

Na szczęście, co jakiś czas, trafia się serial „Rzym” albo gra „Pillars of Eternity”.

Dziś nie ma obrazków, bo zabrakło mi czasu.

Dodaj komentarz



46 myśli nt. „Pięć sposobów na bogów

    1. Obledny

      @slowman

      Mi blokuja. Ja piatek wolalbym a w sobote tez moglbym (ale nie oba dwa dni). Dzis ok 20 bede na steamie, to sie dostosuje.
      Musze miec team speaka, czy co ? Bo ja najchetniej na skype. Wiem wiem, noob :/

      A zeby nie bylo tak zupelnie offtop- Bosmanie, to w koncu ktory z wymienianych w tekscie seriali bys polecil – rzym i tylko rzym ? Czy cos jeszcze ? Czy nic ?

  1. Private_dzban

    Może pamięć płata mi figle, niemniej zawsze wydawało mi się, że Sokrates był (jeśli w ogóle był) osobą pobożną, więc nie bardzo rozumiem zestawienia z Oświeceniem.
    Niemniej bosmanie słuuuuchaj. Przedwczoraj wpadł do mojego pokoju kumpel z pracy i jak zobaczył, że w przerwie czytam książkę, to powiedział, że zaczytuje się w polskiej powieści w uniwersum Metro 2033 Pawła Majki. Jakież było jego zdziwienie, kiedy dowiedział się, że TEN Paweł Majka to bosman_plama, z którym od czasu do czasu mam okazję na gikzie pogadać. Posłusznie przekazuję, że według niego książka jest świetna.
    Chciał mi zapłacić za dotknięcie moich palców.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Private_dzban

      Hahahaha, dobre. I dzięki!
      Sokrates to skomplikowana sprawa, bo w sumie wiemy o nim wyłącznie od Platona, a on mógł załatwiać przy pomocy Sokratesa swoje własne sprawki. Ale skazany został za bałamucenie (bezerotyczne) młodzieży, a w tych zarzutach o bałamuceniu mieściły się i takie sprawy, jak odwracanie ich uwagi od boskiego porządku.
      Co więcej filozofowie greccy kombinowali nad tym jak zbudowany i jak działa świat, co powodowało, że opowieści o Aresach i Apollach brzmiały dla nich czasami problematycznie (a taki Arystoteles to już w ogóle pojechał).
      Oświecenie to rzeczywiście spory skrót myślowy, ale w zwulgaryzowanej szkolnej wersji (przynajmniej „za moich czasów”) przedstawiano je jako rozkwit epoki rozumu (niespecjalnie przejmując się nasileniem wojen religijnych, jakie przy okazji wybuchały) trochę na kontrze do „ciemnych wieków zabobonu”. Inna sprawa, że do szkoły to ja jeszcze chodziłem w minionym systemie.

      1. MusialemToPowiedziec

        @bosman_plama

        Akurat bałamucenie erotyczne młodzieży w starożytnej Grecji to nie było jakieś tam wielkie zło.

        A Sokrates nie był pierwszym i nie będzie ostatnim, na kogo trzeba było cokolwiek wymyślić, żeby skazać. A udowodnij komuś, kto chce ciebie skazać, że twoje zdanie „bóg X jest wielki” nie jest obrazą ów Xa :P

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Zwirbaum

          W sumie fakt, pojechałem. Europa się wtedy uspokajała pod tym względem, to u nas kończył się czas tolerancji i zaczynały się awantury związane z innowiercami (zresztą częściowo te „awantury” to rosyjska propaganda). Ale „wojny” to rzeczywiście nadużycie, prędzej zajazdy:P. Jakkolwiek prawosławni tłukli się z katolikami, ci z protestantami, a wszyscy z muzułmanami, to nie były to już wojny religijne, raczej spadek po nich.

  2. Probabilistyk

    Xena – silikonowa księżniczka, pamiętam chyba z polsatu, początek serialu był taki se, jednak gdzieś w połowie było nawet nawet, choć całości nie dane było mi zobaczyć, więc nie wiem jak to się kończy (o ile serial miał jakieś zakończenie).

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @Beti

        W Xenie w ogóle działy się jakieś odjechane rzeczy. W pewnym momencie pojawiła się monoteistyczna sekta z wyglądu i pomysłów dość przypominająca pierwszych chrześcijan, potem okazało się, że część tej seksty czci naprawdę jakiegoś superdemona, potem Xena porodziła córkę – niszczycielkę bogów, potem okazało się, że niekoniecznie, potem się z tą córką biła… Ares raz stawał po stronie światłości, a raz nie. Po drodze bohaterki zostały lesbijkami i przestały nimi być i znowu zostały, walczyły z Cezarem, pojechały do Japonii, okazało się, że młoda Xena była niewolnicą w Chinach…
        No przejazda.
        Ale motywy z bogami miewali interesujące.

  3. maladict

    Ej, z tym Aresem w Xenie/Herculesie to nie tak do końca. W Herkulesie (i Młodym Herkulesie) był owszem szwarccharakterem, ale w Xenie był tym bad boyem, na widok którego żeńskiej części publiczności miękną kolana i inne członki. Był o tyle humorystyczny co humorystyczny był serial.
    A Atlantyda to był serial z potencjałem. Niestety zmarnowanym. Obejrzałem pięć odcinków z rzędu, zrobiłem sobie przerwę i nigdy już do tego nie wróciłem. Jakoś ten serial nie banglał. A zgoda, że podstarzały Herkules był tam najjaśniejszym punktem.

  4. Revant

    Zgadzam się z większością, ale pokłóciłbym się o serię TES. W niej dość często miało się styczność z bogami (szukanie ich artefaktów, rozmowy „telepatyczne”, a nawet wspólne biesiadowanie np. w dodatku do obliviona). Nie jestem pewny, ale zdaje się też, że bogowie to „aedry”, a antybogowie to „daedry”. Tą drugą grupę dość często spotykamy jako antagonistów w serii. Sam świat też posiada więcej niż puste dekoracje wiary – przypomnę o różnych pielgrzymkach jakie odbywają npce czy sam gracz, kapłani tu i ówdzie, duży zbiór literatury poświęcony bóstwom, itd.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Revant

      Zgadza się, ale to właśnie tacy typowi bogowie fantasy, w zasadzie tym się różniący od demonów, że mający trochę inne moce i intencje. I łatwiej jest spotkać demony niż – powidzmy: „anioły”, bo gry i popkultura średnio radzą sobie z dobrymi bogami/demonami. W takiej „Armii Boga” (a potem w „Supernatural”) nawet z aniołów zrobiono bad guyów, żeby jakoś ich rozegrać.
      Gdy przyjrzysz się prawdziwym mitologom, to rzadko w ukształtowanym już świecie masz rzeczywiście złych bogów. Piszę: „w ukształtowanym”, bo zanim się ukształtuje często dobry bóg musi pokonać jakiegoś wyjątkowo wrednego boskiego potwora. Ale poza tym bogowie mają swoje interesy do załatwiania i źli bywają z punktu widzenia ludzi obserwujących ich postępki, ale niekoniecznie z charakterów. Ale ten sam bóg, który komuś zalazł za skórę mógł komuś innemu pomóc, albo przynajmniej przydać się do czegoś.
      Wredne z definicji bywają dopiero rozmaite demony.

      1. Revant

        @bosman_plama

        No tak, ale jeżeli patrzymy ogólnie na mitologie to trzeba brać pod uwagę nie tyle głównych bogów co jeszcze bożków i wszystkie inne tałatajstwa z nimi spokrewnione. Nie wspomnę już o problemie zdefiniowania dobra i zła, bo nasze czasy, a starożytne potrafią się w tej kwestii dość kłócić. A w TESach też pojawiały się „dobre” demony, jak i „źli” bogowie ;)

    1. nieja

      @Beti

      1. dla Beti: we Wro, w Magnolii (kino, kolo kas) jest Predator zrobiony z metalu – chyba prety zbrojeniowe i lancuchy rowerowe (male dzieci sie boja).
      2. dla Konia http://deser.pl/deser/51,111858,16650065.html?i=30 (z wyborczej…. :-( jak zwykle)
      3. dla Bosmana: ( w sumie to slabe przemyslenia, ale w kategorii bogow to ostatnio na wloskim doszedlem do wniosku, ze nawet gdyby Jezus teraz przyszedl na nasz padol lez to chyba tak samo by skonczyl jak 2k lat temu)

Powrót do artykułu