Pięć serii na piątek

bosman_plama dnia 29 kwietnia, 2016 o 9:17    50 

border

Tematy pchają się do mnie drzwiami i oknami, prawie jak muchy i szerszenie, które uznały, że już wiosna i warto wpaść z wizytą, bo z pewnością tęskniłem. Chciałby człowiek pokpić z faktu, że Uncharted 4 z podtytułem Thief’s End padł w Wielkiej Brytanii ofiarą kradzieży, albo że Usańcy ekranizując kolejną mangę znowu uznali, że jej bohaterka powinna mieć cerę barwy śniegu (acz w przypadku Ality łatwiej to obronić). Ale nic z tego, bo oto w Krakowie już za chwileczkę, już za momencik rozpocznie się SerialCon.

Kraków nie miał do tej pory szczęścia do konwentów. Gdy w zamierzchłej przeszłości ofiarowano miastu honor zorganizowania w nim Euroconu (taki zjazd fanów fantastyki z całej Europy), stał się on konwentem, który na długo zapadł w pamięć uczestnikom przede wszystkim ze względu na bałagan, który pogłębiał fakt, że informatory przygotowano wyłącznie po polsku a dołączone do nich mapki wyglądały, jakby były powielane na sprzęcie pamiętającym drugą wojnę światową. Nieco lepiej wiodło się lokalnym Krakonom, ale też padły. Wprawdzie kilka lat temu podjęto próbę reaktywacji konwentu i nawet wydawało się, że jakoś to pójdzie. Ale nie poszło. Konwent wykończyły kłopoty finansowe oraz pełna grozy historia Grahama Mastertona opowiadającego, że organizatorzy chcieli go zabić.

walking dead

Organizatorzy Krakonu szykują się na Mastertona

Można by więc pomyśleć, że nad miastem, prócz smogu, ciąży klątwa. Ale przecież udają się w nim konwenty mniejsze, tematyczne na przykład (mangowe), nieźle radzi sobie Imladris. Przy czym „nieźle” nie brzmi jakoś fenomenalnie, zważywszy, że Kraków to spore – w rodzimej skali – miasto, tymczasem nie udało mu się wyprodukować konwentu porównywalnego już nie tylko z poznańskim Pyrkonem (ponad 40 000 uczestników w tym roku) ale nawet z Falkonem w Lublinie (coś ponad 10 000 w ubiegłym roku).

Wygląda jednak na to, że szanse na przełamanie klątwy ma konwent, który zaistniał trochę nieśmiało dwa lata temu i zamiast fantastyce został poświęcony serialom. Seriale telewizyjne to fenomen ostatniej dekady (plus minus). Wiecie, seriale istniały odkąd tylko ludzie zaczęli opowiadać sobie historie. Nikt chyba nie sądzi, że Homer wyśpiewywał Iliadę w całości podczas jednego wieczoru, prawda? Gdy nastały złote czasy radia, szybko pojawiły się w nich słuchowiska, a za nimi radiowe powieści w odcinkach (także te o superbohaterach). Potem przyszła telewizja i zagarnęła królowanie w serialach dla siebie.

wolf

A jednak chyba nigdy wcześniej nie miały one takiego znaczenia, jak dziś. Oczywiście, jako dzieciaki komentowaliśmy wydarzenia z naszych ulubionych seriali, a pewnie czasem nawet wcielaliśmy się w role naszych bohaterów. Ale dziś wszyscy zachowują się jak my w dzieciństwie. Wszyscy o serialach rozmawiają, piszą. A nawet odgrywają część postaci na konwentach. Na popkulturę ma to wpływ tak znaczący, że seriale przejęło kino mocno jak nigdy dotąd. Jasne, kolejne części Rambo istniały już wcześniej. Ale światy Marvela i DC są dziś jawnie kinowymi serialami, uzupełnianymi zresztą przez seriale telewizyjne.

alan2

Ale furda tam kino, seriale i filmy kinowe od zawsze byli przecież rodziną. Jak dobrze wiecie seriale dopadły i gry. Kiedy wyszedł Alan Wake fakt, że skonstruowano go na pozór serialu telewizyjnego traktowano jako ciekawostkę i celowe nawiązanie do poetyki Twin Peaks. Ale Alan Wake wyszedł przynajmniej w całości, jego serialowość była czysto stylistyczna. Dziś gry wypuszczane w odcinkach to właściwie norma. Część z tych gier nawiązuje do seriali telewizyjnych albo komiksowych (The Walking Dead, The Wolf Among Us)  ale część to samodzielne produkcje. To poniekąd zabawne, że w czasach, gdy furorę robią seriale Netflixa i Amazonu wypuszczane w całości, gry postawiły na ukazywanie się w odcinkach.

lis

Nie znalazłem w programie SerialConu prelekcji na temat seriali growych, możliwe więc, że fandom serialowy jeszcze ich nie dostrzega. Może, gdyby Wiedźmin był klasycznym growym serialem, byłoby inaczej? Nie kpię. Wcale niedługo po SerialConie odbędzie się w Krakowie Festiwal Muzyki Filmowej. Kto gapi się na przechodniów z reklamujących go plakatów? Właśnie Geralt. Festiwal Muzyki Filmowej odkrył gry nim wpadli na to fani seriali i będzie sobie można posłuchać muzyki z gry Wiedźmin (bo o nią chodzi, nie o muzykę z filmu czy serialu) na żywo. Może za rok ktoś z nas opowie miłośnikom seriali o tym, co wyrabia się w tym temacie w grach?

Program SerialConu.

Dodaj komentarz



50 myśli nt. „Pięć serii na piątek

  1. MusialemToPowiedziec

    Totalny offtop, ale muszę, bo mnie zwalił z nóg.
    Radio przekazało informację, że pewna pani feministka stwierdziła, że jeżeli facet na randce kłamie (typu „jestem CEO i mam 200k w miesiącu”), to jeżeli dojdzie do „czegoś poważniejszego” że to tak nazwę, to był to gwałt.

    Naprawdę tym SJW coraz bardziej odwala. Najpierw poprawiania literówek to rasizm, teraz to.

    Edyta: A tak w ogóle, piątek piątunio. Wszyscy na majówkę, czy ktoś zostaje? KF2 proponuje weekend częstszego dropu (jeden dziennie) i podwojenie EXPa.

    1. slowman

      @MusialemToPowiedziec

      To takie kontrintuicyjne, że aż musiałem sprawdzić.

      Najpierw KK: Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

      Mam wrażenie, że kłamstwo mieści się w definicji podstępu.

      Chociaż pewnie jakiś przedstawiciel dziedziny, gdzie „wyjątek potwierdza regułę” może powiedzieć, że nie.

      Czy przy makijażu mamy do czynienia z podstępem, czy tylko z przemilczeniem nawet nie próbuję rozstrzygać we własnej głowie. ;)

      E: Prezydent o drugiej w nocy twitterując z jakimiś nastolatkami robi zdjęcie peniso-kciuka, a Ty takimi pierdołami się zajmujesz? :P
      https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-0/s480x480/13091969_1353287471354382_7990873229191736221_n.jpg?oh=5940c8b41cd537d606ef27faea5be44e&oe=57A8EC7E

      E2: Palec
      https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-0/s480x480/13133356_1080488905341415_5592971382603419248_n.jpg?oh=f1f4bce2d040c8b3b1f26f6a33a22f3a&oe=57B8D166https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-0/s480x480/13133356_1080488905341415_5592971382603419248_n.jpg?oh=f1f4bce2d040c8b3b1f26f6a33a22f3a&oe=57B8D166

      1. Goblin_Wizard

        @slowman

        Czy przy makijażu mamy do czynienia z podstępem, czy tylko z przemilczeniem nawet nie próbuję rozstrzygać we własnej głowie.

        Przecież tęgi makijaż to tak jak maska w czasie napadu na bank. Ewidentna próba podawania się za kogoś innego i wprowadzanie w błąd „klienta”. A podstęp to już jest na 100%.

    2. Goblin_Wizard

      @MusialemToPowiedziec

      A propos zwalania z nóg. Mnie dziś zwalił z nóg jeden koleś, któremu zajechałem drogę (podobno, bo go w lusterkach nie widziałem). To już kolejny taki przypadek w ostatnim czasie. Gościu w beemce wezwał Policję bo twierdził, że żeby we mnie nie uderzyć musiał wjechać na krawężnik i pogiął sobie alufelgę. Przyjechał policjant, zebrał zeznania, stwierdził, że sam tego nie umie rozstrzygnąć i musi się skonsultować z przełożonymi. Po konsultacjach wyszło, że koleś dostał 6 punktów i 250 zeta mandatu za spowodowanie niebezpiecznej sytuacji na drodze. Do tego dochodzi koszt alufelgi i pewnie jeszcze podwyższonego ubezpieczenia.
      Wniosek jest prosty: kontakt z organami władzy należy ograniczać do minimum. Wzywanie Policji to jak próba przyzywania demona – nigdy nie wiesz jak to się skończy. :)

      P.S. Policjant był jak żywcem wyjęty z tego żartu co to jeden umie pisać, a drugi czytać. Wypisanie dokumentów zajęło mu w sumie jakieś pół godziny. Pewnie dlatego, że był sam i brakowało mu tego drugiego. ;)

        1. Goblin_Wizard

          @Epipodiusz

          Gość był pełen świętego oburzenia i wydawało mu się, że miał, ale Policja wiedziała swoje. W rezultacie on poniesie wszelkie koszty. Tutaj mała rada – jeśli w czasie zdarzenia drogowego jesteś tym z tyłu to prawie na pewno będzie to Twoja wina. Wzywanie Policji w takiej sytuacji to po prostu proszenie się o mandat.

            1. Goblin_Wizard

              @slowman

              :) W korku nie masz wielkiego wyboru. btw ciekawe jest to, że jak Policja zostanie wezwana to winny musi się znaleźć. Nie ma takiej opcji, żeby zakończyć spotkanie „To my już dziękujemy. Do widzenia.” Może być jeden winny albo dwóch, ale mandat, po prostu, musi ktoś dostać.

    1. Epipodiusz

      @lemon

      a skoro już mowa o serialach to właśnie przeczytałem że będzie reboot serii TOMB RIDER i będzie opowiadać o pierwszej wyprawie młodej i niedoświadczonej Lary. Ktoś mocno pogrywał w gierki. A tak na marginesie to obejrzałem Batka kontra Superek i zauważam , że Ben wygląda jakby żywcem z ostatnich gierek wyciągnięty. Wielki kawał dziada, a nie gibkie chucherko z poprzednich części.

  2. furry

    Ja wciąż wierzę, że Kentucky Route Zero zostanie ukończone. Pisałem o niej na gikzie w listopadzie 2013r. – były 2 epizody. Od tego czasu pojawił się trzeci, a od paru miesięcy autorzy piszą, że już, już za chwilę będzie czwarty. Po drodze było jeszcze parę demek silnika gry.

    Bo mimo wszystko to najlepsza gra w odcinkach w jaką grałem. Oczekiwanie umilam sobie piosenką kończącą poziom z Polonezem.

  3. aihS Webmajster

    W zeszłym tygodniu przeczytałem Marsjanina. Wczoraj obejrzałem ekranizację. Dziękuję bogu (małą bo dowolnemu), że zachowałem odpowiednią kolejność. I za Jessicę Chastain. Obecnie czytam Drogę i zastanawiam się czy w ogóle podchodzić potem do filmu bo z pewnością znajdzie się wiele lepszych sposobów na zagospodarowanie dwóch godzin wolnego czasu.

    @bosman
    Ripper Street jest okej, ale jakoś tak ma u mnie problem z regułą trzech odcinków. Niby oglądam, niby fajne, ale jednak coś nie trybi. Za grzeczne.

      1. furry

        @Redook

        Cała zaleta książki, to „porno dla inżynierów”, zostało spłycone w filmie, właściwie znikło.

        Już książka była taka se, zresztą tłumacz dał dupy po całości, żałuję że czytałem po polsku. Film spodziewałem się, że będzie w sumie tego się spodziewałem. Musiałem żonie tłumaczyć, dlaczego np. ta scena w książce była śmieszna.

        Książka 5/10, film 3/10, nie polecam tego allegrowicza.

          1. aihS Webmajster

            @Redook

            Zakończenie trochę bardzo się różniło. To tak jakby ekranizacja Kopciuszka kończyła się na tym, że pantofelek pasowałby na którąś z jej przyrodnich sióstr i the end. Co za różnica kto, co, gdzie kiedy skoro książę i tak porucha.

            Jest dużo więcej różnic. Niektóre rozumiem bo jednak książka to książka, a film to film, ale są również zmiany, które nie wiem czym są podyktowane. W ogóle Watney jest w filmie innym człowiekiem.

            Najbzdurniejszą zmianą, która na dodatek szkodzi a nie pomaga filmowi było według mnie

            Spoiler! Pokaż

            Resztę przemilczę bo szczerze mówiąc szkoda czasu.

        1. projan

          @aihS

          Ale jeśli zaczniesz od filmu to wiedzieć nie będziesz że jest to wydanie gorsze. I film może być dobry. Ja na Marsjaninie bawiłem się dobrze, nie skażony jedynym słusznym odbiorem książki. I podejrzewam że przy książce będę się teraz także dobrze bawił. Tak miałem np. przy (!) Władcy Pierścieni. Win-win.
          Film po książce niestety ogląda się na zasadzie (szczególnie jak jesteś fanem) „żeby tylko tego nie spieprzyli, żeby tylko tego nie spieprzyli…”. I oddychasz ew. z ulgą na końcu, ale przyjemność mała. Tak miałem przy Grze Endera. Natomiast przy świetnej ekranizacji Pachnidła byłem znudzony. Ładny film. Genialna książka doskonale przeniesiona na ekran. Tak doskonale że nie poczułem żadnej wartości dodanej. Win-lose.

          Istotą jednakże jest pytanie, co jest dla ciebie najważniejsze. Jeśli niewiadoma fabuły to ok. Sam jednak przecież oglądasz n-ty raz Farscape, BG czy Deadwood…

          1. lemon

            @projan

            Częściowo się zgadzam. Po obejrzeniu filmu można fajnie zgłębić fabułę i postacie, sięgając po książkę (tak też zaczynałem z Władcą Pierścieni), ale jak są jakieś wyczesane twisty, to wolę je poznać w książce, bo jednak efekt jest większy. Np. nie zamieniłbym poznania największego zwrotu akcji z sagi GRRM na wersję serialową. :)

            aihS, czytałeś „Revenge of the Sith” Stovera? Przyznasz, że jest lepsza niż film? IMO warto po nią sięgnąć właśnie dopiero po filmie. Albo zamiast. ;)

            1. aihS Webmajster

              @lemon

              Ale wiesz, z książkami na podstawie filmów jest trochę inaczej bo potrafią dodać wiele smaczków, które do filmu nie trafiły może nawet w wersji reżyserskiej jednocześnie nie będąc oderwanymi od oryginału. Nie, nie czytałem RotS. Z filmówek chyba tylko Atak Klonów bo spodziewałem się, że Salvatore coś tam doda super od siebie, ale jednak nie.

Powrót do artykułu