Pięć rekinów na piątek

bosman_plama dnia 4 maja, 2018 o 10:11    13 

tytulowyrek

Wrzucanie tekstu w samym środku długiego weekendu to jak wypływanie żaglówką na przepastny akwedukt przydomowego basenu. Wiadomo, że wszyscy są gdzie indziej i zajmują się jakimiś fajnymi sprawami, można więc napisać coś tak lekkiego, że aż bzdurnego. Na przykład o tym, że wreszcie, zobaczyło się Sharknado 5 i ludu mój ludu, cóż to była za zabawa.

Zacznę od cytatu z pism guru: „Garfiedzie, jak możesz się szeroko uśmiechać, gdy gigantyczny rekin pożera całe miasto? Garfield: „Nikt kto przejawia tak absolutny apetyt nie może być zły”.

sss

Nie wiem, czy pamiętacie, ale parę (dobrych) lat temu też mieliśmy okazję pograć przeglądarkowo w grę o wielkim rekinie pożerającym całe miasto. Niestety, symulatora rekina w 3D nie kojarzę… (guglanie nie ujawniło czegoś takiego pełną gębą, choć pojawił się jakiś Shark Simulator, ale średnio mnie przekonuje, choćby dlatego, że ów rekin zatacza się ulicami miasta przestawiając samochody). Trochę to dziwne w dobie symulatorów kozy czy kota, albo gry o rodzinie borsuków. Czyli już wiem jaką grę powinienem zrobić na smarfony, żeby zarobić ciężką kasę. Zjadalibyście nurków szukających skarbów w zatopionych galeonach? Walczylibyście z gigantycznymi kałamarnicami, oszalałymi kaszalotami, cywilizacją Atlantydy oraz komandosami wysyłanymi by was schwytać? No to rzucajcie kasą w monitor. Gry wprawdzie nie zrobię, bo nie umiem, ale będę Wam długo obiecywał jeszcze lepsze dodatki, rozwinięcia i poszerzenia.

sharksim2

Jak widać guglanie o pięć sekund dłuższe ujawniło, że tych symulatorów jednak trochę by się znalazło, ale nadal nie widzę takiego z walką z Atlantydami, gigantycznymi kałamarnicami, a może nawet i Przedwiecznymi.

Rekiny są z nami nie tyko od zawsze, ale prawdę mówiąc były na Ziemi nawet przed przybyciem na planetę ludzkości. Można spokojnie założyć, że gdy tylko nasi przodkowie ogarnęli się po zejściu z drzew na tyle, żeby wejść do jakiegoś morza, zaraz ich tam coś zeżarło i bardzo możliwe, że owym konsumentem o wyrafinowanym podniebieniu był właśnie rekin. A ponieważ jesteśmy gadatliwi ponad wszelką miarę, to pewnie opowiedzieliśmy o tym wszystkim dookoła i w ten właśnie sposób powstały pierwsze „Szczęki”, parę tysięcy lat przed tym, jak za temat zabrał się Spielberg. Żeby nie było, iż tak sobie dywaguję, naukowcy też doszli do wniosku, że tacy na przykład Majowie przeokropnie przejmowali się właśnie rekinami i paru swoich władców nazwali na ich cześć (jeden nazywał się dosłownie: Pierwszy Chodzący Rekin). Możliwe też, że znajdywali zęby Megalodona (znajduje się je dzisiaj) a był to prehistoryczny potwór o konkretnym uzębieniu. Wikipedia podaje, że jeden z jego z znalezionych zębów liczył ponad szesnaście centymetrów długości. Wyobraźcie sobie, że jesteście zwyczajnym Majem, dłubiecie w ziemi i wyciągacie taki ząb. Teraz wyobraźcie sobie, co byście sobie na jego podstawie wyobrazili.

megalodon3

Także w kinie rekiny pojawiały się już przed Spielbergiem, acz niekoniecznie w roli głównej. Rolę króla podmorskich drani pełnił wcześniej biały wieloryb z powieści (niejednokrotnie ekranizowanej) Moby Dick, będący zresztą stworzeniem na poły metafizycznym, wielką metaforą. Ogólnie rzecz biorąc rekiny traktowano trochę jak wilki – uważano, że to drapieżniki pełniące w sumie słuszną rolę dbania o równowagę w oceanach, tylko trochę mniej bojące się ludzi, przez co ci padają czasem ich ofiarami. Były też mniej od wilków oswojone i mniej puchate. Wilki z czasem nauczyliśmy wręcz lubić (chyba, że jesteśmy pasterzami), natomiast rekin zawsze był jednak zimną rybą o wyłupiastych oczach.

szczękiW 1975 roku Spielberg pozamiatał Szczękami i rekin zaczął robić zawrotną karierę jako jeden z największych drani w historii kina. Ukryty przed naszym wzrokiem, czasem tylko ujawniał złowrogą płetwę, tajemniczy, bezlitosny o paskudnym wyrazie gęby, żyjący w środowisku, w którym jesteśmy, pomimo wielu naszych starań, obcy i jednak trochę nieruchawi. Wszystko to przyczyniło się do sukcesu tejże ryby (bo jednak pamiętajmy, że to po prostu ryba, coś co widujemy zwykle na naszych talerzach, albo hodujemy dla uciechy w akwariach). Jak to z wielkimi sukcesami bywa, ten także miał ciemne strony. O ile Szczęki 2 dało się jeszcze oglądać, a i trzecia część też jest znośna, to z kolejnymi częściami bynajmniej nie robiło się lepiej. A dochodziły do tego wątpliwej jakości starania innych twórców i wytwórni, którzy też chcieli załapać się na swój kawałek rekiniego tortu. W efekcie po parunastu latach rekin, choć nadal uważa się go za jednego z drani wagi ciężkiej, w kinie zmienił się w symbol tandety. Przyczyniły się do tego oczywiście supertanie filmidła o coraz potworniejszych rekinach pożerających panie machające obnażonymi biustami. W końcu rekiny stały się bohaterami filmów „tak złych, że aż dobrych” a te dorobiły się oddanych fanów, w tym mnie. Z dziką radością oglądałem więc filmy o wielkim prehistorycznym rekinie, o prehistorycznym rekinie pływającym pod piaskiem, o gigantycznym rekinie walczącym z gigantycznym krokodylem, czy wreszcie mój ulubiony – o dwugłowym rekinie pożerającym modelki na tonącej wyspie.

dwuglowy-rekin-atakujeCały przemysł celowo złych filmów pięknie się rozwijał, acz w przypadku rekinów dreptał trochę w miejscu (ileż tych głów można jeszcze dorabiać rekinom) aż w 2013 roku ktoś w wytwórni The Asylum wpadł na pomysł, żeby zamiast ciągle powiększać i zwielogławiać rekiny po prostu zebrać je w morderczą ławicę. A potem uznał, że to za mało i zaczął kombinować jakby tu tę ławicę wepchnąć na ulice amerykańskich miast. Przypomniał sobie, że tornado potrafi zasysać wszystko co się da, kazał więc zassać mu rekiny. I tak powstało Sharknado. Sukces filmu (jak na warunki studia) okazał się niebagatelny, wielbiciele celowo złych filmów natychmiast pokochali i absurdalny pomysł i bohaterów walczących z tysiącami rekinów przy użyciu pił mechanicznych (Teksańska Masakra ma swój niebagatelny udział w wypromowaniu tego narzędzia, osobiście uważam jednak, że najwięcej zrobił dla niego Ash, bo odebrał piły morderczym maniakom i uczynił z nich broń rycerzy dobra).

sharknado

Nic więc dziwnego, że po roku powstało Sharknado 2, a do dziś nakręcono już pięć odsłon serii. I to z pewnością nie koniec. Rekinado opuściło zresztą swoją niszę, dziś nie oglądają go wyłącznie fani złych filmów z The Asylum, ale i zwyczajni ludzie zaciekawieni tym fenomenem. Oczywiście, nie jest to kariera na miarę Szybkich i Wściekłych, nie takie też zarabia pieniądze (i nie takie wykłada na produkcję). Ale styl rozwoju opowieści przejawia podobny do tego, jakim szczycą się twórcy serii o złodziejach w szybkich brykach – każda nowa część ma być bardziej szalona od poprzedniej, oferować większy rozmach i więcej znanych aktorów. W Sharknado 4 pojawił się więc David Hasselhoff (wystąpił też wcześniej w Piranii 3DD, filmie który próbował iść tą samą ścieżką, którą później podążyło Sharknado – później, bo Pirania jest z 2012 – było więc to cudo pełne krwi, flaków, biustów i żartów z popkultury, zresztą Hasselhoff grający tam samego siebie jest najlepszym elementem tego filmu, dla niego warto go zobaczyć; w przypadku Piranii coś jednak nie zagrało i film nie odniósł sukcesu, być może jego twórcy mieli zbyt duże ambicje? Film celował w dystrybucję kinową, widać w nim było zresztą większe pieniądze niż w Sharknado) a w Sharknado 5 do tamtejszego universum (chyba można to już tak nazywać) przybywa Dolph Lungren, który jak wiele innych gwiazd z lat 80 przeżywa obecnie drugą młodość.

pirania 3dd

Zresztą, całe Sharknado opiera się na aktorach z czasów nastoletnich niektórych z nas. Ian Ziering wygląda właściwie tak samo, jak w Beverly Hills 90210 (taki serial młodzieżowy, który w latach 90 XX wieku wywołał małą rewolucję w telewizji) a towarzysząca mu Tara Reid tracącą kolejne części ciała (spoiler, który nie ma właściwie znaczenia: w piątce zostaje z niej tylko głowa) i zmieniana w cyborga też największą karierę robiła w latach 90. Dla obojga tych aktorów Sharknado to właściwie szansa na nowe życie. A kto oprócz nich przybywa walczyć z rekinami? Tony Hawk na przykład, oczywiście na desce. Nichelle Nichols (młodzi mogą ją kojarzyć jako wredną staruszkę z Deadpoola, starsi jako będącą pewną rewolucją załogantkę USS Enterprise z pierwszego Star Trek. Ponadto pojawiają się osoby rozpoznawalne już tylko przez starców jak np. Samantha Fox, kobieta o największym biuście lat 80 XX wieku.

beverly-hills-90210

Ale co tam obsada! Toż na początku filmu bohaterowie znajdują szkielet Indiany Jonesa, potem teleportują się przy pomocy rekinowego tornada przez całą kulę ziemską demolując absolutnie wszystko, co znajdują na drodze i nie tyle mrugając do nas porozumiewawczo przy easter eggach, co waląc nas nimi po głowie. Wchodzą w klimaty post apo, zjadają i są zjadani. Przeginają w sposób, jaki nie byłby chyba możliwy w żadnym innym filmie (a mamy teraz niezły wysyp zabawnych filmów gardzących zdrowym rozsądkiem). Na ten rok zapowiedziane jest Sharknado 6 (zresztą końcówka piątki nie pozostawia żadnych wątpliwości, że ciąg dalszy musi nastąpić) i choć zapowiedziano, że to ostatnia odsłona serii (teraz rekiny już muszą pożreć galaktykę – choć w kosmosie też już były) to i tak nie mogę się go doczekać. W końcu Finn Shepard (bohater serii) ma się cofnąć w czasie i walczyć m.in. z dinozaurami i Niemcami (w opisach pojawiają się oczywiście ci kompletnie beznarodowi „naziści”).

dolph

Można się zastanawiać co takiego wydarzyło się w naszej kulturze, że znaczącą popularnością cieszą się te wszystkie nonsensowne opowieści o Trzeciej rzeszy na Księżycu, karatekach walczących z hitlerami czy rekinach krążących po świecie pod postacią tornada. Czemu złodzieje samochodów ratują świat w coraz bardziej zakręconych akcjach (zombie-samochody z Szybkich i Wściekłych 8 to było coś). Poniekąd to wszystko jest winą Daniela Craiga i tych, którzy wymyślili by kręcić Bonda na poważnie. Coś takiego musiało zachwiać równowagą we wszechświecie i aby nasza galaktyka nie implodowała a Cthulhu nie powrócił by swoją plugawą niegodziwością nie przyprawić nas wszystkich o szaleństwo, musiały powstać i filmy oparte na bondowskiej zabawie w starym stylu (jak Agentka z 2015 z genialnym monologiem Stathama oraz jeszcze bardziej i wyraziściej, wprost właściwie mówiące o tym, że bez Bonda w starym stylu coś nie tak jest ze światem Kingsman) i do pewnego stopnia przejmujące rolę Bonda ekipy z Szybkich i Wściekłych (jeszcze bardziej nieprawdopodobne) i z XXX. Ale jeśli Craig nie ponosi całej winy? Jeśli Sharknada i spółka to efekt czkawki, jaką dostało dzisiejsze popkulturowe kino, coraz bardziej odrealnione i nieprawdopodobne? A może warto kopać jeszcze głębiej i zastanowić się nad naszą cywilizacją w ogóle? Może ona nie umie już traktować siebie poważnie? Dostaliśmy zawrotów głowy od postępujących zmian, nie wiemy już co ma sens, albo czy w ogóle coś ma i uciekamy w coraz bardziej zakręcone i nierzeczywiste bajki?

trztgłowy
A może wcale nie? Choć kosmos został opanowany przez bajki (Gwiezdne Wojny, Strażnicy Galaktyki) a fantastykę najpotężniej reprezentują dziś komiksy (i Star Citizen ;) ), to przecież widać i powrót do poważniejszego SF (Anihilacja, Tytan (zły film, ale cóż), Nowy Początek). Widać jakieś drgnięcie w kryminałach, chyba nie tylko ja czuję już przesyt zimno mrocznych klimatów skandynawsko-brytyjskich oraz opowieści o super genialnych seryjnych mordercach. Ludzie (tak twórcy jak i widzowie) zaczynają się chyba rozglądać już za czymś nowym. I to nowym na poważnie. Świat się nie wali, cywilizacja nie znajduje swojej diagnozy w kinie zet z kropką. To wszystko jednak wina Craiga.

Dodaj komentarz



13 myśli nt. „Pięć rekinów na piątek

  1. aryman222

    „kosmos został opanowany przez bajki ” – ale jakie bajki! Thanos demands my silence, ale muszę to powiedzieć – idźcie na Infinity War :) Fantastyczne zwieńczenie 10 lat MCU; jeśli znacie i lubicie poprzednie filmy od Marvela (ja tam ostatnio odświeżyłem sobie całą 18tkę…) to szykujcie się na wielką kulminację. Postacie są już znane, charaktery zbudowane w poprzednich filmach; teraz tylko Disney zamieszał w kotle, wrzucił tonę akcji (w całości kręcone kamerami IMAX), 100 błyskotliwych żartów i gotowe – wspaniałe doświadczenie w kategorii kina o superbohaterach :)

  2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    O tak! Poważne Bondy to jednak nie to! Sir Roger Moore to był Bond jakich nam trzeba. I walczył z, nomen, omen, gościem o ksywce Jaws – żeby pozostać w rekiniej tematyce :) A w „Live and let die” miał skończyć żywot w bajorze z rekinami. I walczył z rekinem. Narkotykowego biznesu, ale jednak rekinem. W „For your eyes only” też rekiny czychały na Jamesa ale – jak zwykle – się nie dał.
    Rekiny. Wszędzie rekiny.
    PS. „Bondowska zabawa w starym stylu” – dopisz do listy jeszcze Man from U.N.C.L.E

Powrót do artykułu