Pięć pożegnań na piątek

bosman_plama dnia 16 czerwca, 2017 o 8:35    41 

pozegtytuł

Nie jestem dobry w pożegnania. Na przykład zwykle się nimi nie wzruszam. Może więc para buchać z kotła lokomotywy na dworcu pełnym deszczu i wiatru. Ukochana będzie machać mi na pożegnanie zerwanym ze zgrabnej szyi futrzanym kołnierzem, a ja nic. Owszem, odmacham, ale ani kropli łzy nie uronię, a po chwili będę już siedział w ciepłym przedziale czytając jakąś książkę. No i kiepsko mi przychodzi znajdywanie na pożegnanie słów, które nie byłyby wyświechtane, albo przekombinowane. Zwykle więc mówię: „do zobaczenia”, bo „żegnaj” wydaje mi się zbyt dramatyczne. Zresztą, bądźmy szczerzy, gdy żegnam się z grami nic nie mówię. Jeszcze tak nie zwariowałem, żeby gadać do gier. Do komputera, owszem. Ale do gier?

Temat by nie wypłynął, gdyby nie te wszystkie zapowiedzi i trailery, którymi miały nas oszołomić (i miejscami oszołomiły) ostatnie targi. Dawno nie zapowiedziano tylu gier, w które naprawdę miałbym ochotę zagrać. Co więcej część z nich trafi na kompy a nie tylko konsole. A że, wiadomo, myszka i klawa to najpiękniejsze narzędzie dla graczy, oczy rozbłysły mi z radości i pożądania.

Kłopot w tym, że przestrzeń dyskową mam trochę zapchaną.

Widzicie, należę do ludzi, którzy niechętnie pozbywają się… No, prawdę mówiąc, czegokolwiek. Nie, nie oznacza to, że mam mieszkanie zapchane każdym jednym gratem, jaki kiedykolwiek trafił w moje ręce. Owszem, gdybym pofolgował własnym instynktom, tak właśnie mogłoby się stać. Jednak znając swoją słabość przez trzy lata trenowałem silną wolę pod okiem mistrza Sàozhǒu w tajemnym klasztorze Mén Jǐng w niezdobytych górach Qīngdǎo i potrafię już pozbywać się rzeczy. Oprócz książek. I gier.

hugwitcherIstnieją ludzie, którzy raz przeczytawszy jakąś powieść wiedzą już, że do niej nie wrócą. Tak samo mają z grami. Mogą więc upłynniać je i odzyskiwać część pieniędzy. Bywa, że bardzo im zazdroszczę. Po pierwsze miejsca na półkach, po drugie zasobności portfeli. U mnie książki gromadzą się w takich ilościach, że pewnie dałoby się z nich wznieść średniej wielkości piramidę. Gdy zaś gnieżdżą się na dysku do chwili, gdy nie mam już na nim prawie miejsca.

Poważnie. Nawet jeśli ukończę grę, daję jej jeszcze chwilę na miejscu (bo może będę chciał sprawdzić jakiś moment, a może będę chciał do niej wrócić za tydzień albo dwa?). Potem zapominam i chwila zmienia się w dwa lata. Najgorsze są oczywiście cRPGi, których nie odinstalowuję wcale, bo przecież za chwilę (czytaj: parę miesięcy) wyjdzie jakieś DLC z dodatkowymi misjami. A nawet jeśli nie, to na pewno będę chciał zagrać to jeszcze raz (sam, nie w żadnym multi), inną postacią podejmującą inne decyzje.

amiga

Jeśli są tu jakieś dzieci, tudzież młodociami – tak wyglądała Amiga. Nierzadko najbardziej ukochany komputer waszych rodziców.

Kiedyś próbowałem innego sposobu. Wywalałem grę, ale zachowywałem sejwy. Nie jestem jednak tak dobrze zorganizowany jak pewien mój przyjaciel, który nie tylko trzyma sejwy ze swoją drużyną ze starożytnego amigowego cRPGa, ale też wie gdzie je trzyma. No i ciągle ma sprawną amigę. Czasem, gdy rozmawiamy o grach, wspomina tamtą zachowaną drużynę, do której tak się przywiązał. „Oni są starsi od moich dzieci” – mówi z rozrzewnieniem. Biorąc z niego przykład też zapisywałem masę sejwów gdy odinstalowywałem gry, po czym zapominałem gdzie je zapisywałem. Gdy wpadałem na nie po latach, już nie chciało mi się ich wczytywać. Mniej więcej wiem tylko gdzie mogę znaleźć sejwy z ekipą z Silent Storm2. Ich rzeczywiście polubiłem i zapiałem sobie ich na niezbyt rozwiniętym poziomie, żeby zagrać tą samą paczką, jeśli kiedyś wrócę do tej gry.

Silent_Storm_boxTeraz, kiedy już wiecie jak to z moją słabością i nieuporządkowaniem bywa, rozumiecie, że mam nieźle zagracony dysk. A właściwie dwa. Gdy więc zobaczyłem te wszystkie cudeńka, które za chwile nadejdą, podjąłem męską decyzję i wywaliłem z dysku gry, które zalegają na nim od… Od dawna.

Fallouty oczywiście zostały. Tego nie musiałem wam pisać, nie? Co wyleciało? No cóż, prawie całe Bioware. Przestałem wierzyć, że kiedykolwiek ukończę trzecie Dragon Age i trzeci Mass Effect. ME nie był zły, właściwie był nawet niezły. Ale jakoś, gdy byłem w połowie gry, coś mnie od niej odciągnęło i już nie wróciłem. To w ogóle pewien problem z cRPGami (nawet tymi od Bioware). Do każdej innej gry mogę wrócić w dowolnym momencie, choćby i po latach. I po chwili ewentualnego zamieszania związanego ze sterowaniem gram sobie spokojnie np. od środka gry. W cRPGach nie daję rady. Wczytuję grę np. po dwóch latach przerwy, przechodzę jakąś lokację albo misję i nagle odkrywam, że zgubiłem gdzieś związek z bohaterami. To dla mnie już jacyś obcy ludzie (jakieś obce piskele), elfy i krasnoludy a ich życie i śmierci, tudzież kabały w jakie się  wpakowali, nic mnie nie obchodzą. Muszę zacząć od początku, z nową drużyną, której losy staną się dla mnie istotne. Co oczywiście prowadzi często do sytuacji, w której porzucam tę grę „na chwilę”, by wrócić do niej po roku, odkryć, że drużyna to jakaś banda obcych i… Wszystko zaczyna się od początku.

huginmeTak więc DA i ME wyleciały nawet bez zachowania sejwów. Co dalej? Icewind Dale nie, zawsze jest na dysku mojego kompa, bo lubię klimat tej gry. Darkest Dungeon też został, bo lubię sobie czasem podnieść ciśnienie. Quake 3 z kolei zawsze trzymam pod ręką jako środek przeciwbólowy. Poważnie, działa prawie na wszystko, przegrał tylko z super bossem, kolką nerkową, ponoć generującą jeden z najsilniejszych bólów, jakie może człowiek otrzymać od własnego organizmu. Nie winię więc Quake’a za tę klęskę. Bóle zębów załatwia nawet się nie pocąc. Cywilizacja 2 prawie nie zajmuje miejsca. Wywaliłem za to wszystkie zapomniane odsłony Battle for Wesnoth, po za wersją 1.12.5. Podobno jest już 1.13.8, ale jakoś nie chce mi się jej ściągać, skoro lada moment ma się ukazać 1.14. Brzmi to dziwnie? Widzicie, BfW jest stale ulepszane i aktualizowane tudzież wzbogacane. Toteż wersji jest od pioruna. A ja co pewien czas ściągam sobie te aktualniejsze, ale zwykle zapominam wywalać starsze.

huginlisOkazało się, że był to koniec porządków. Żadnej innej gry wywalić już nie potrafiłem (Kingdoms of Amalur, oba KotORy, Age of Decadence, Tyranny, Pillarsy, Planescape: Torment, oba Baldury, a nawet Morrowind i Skyrim…). I tak znów mam 400 giga wolnego (bo poleciało jeszcze parę filmów i seriali). Ręka zadrżała mi  nawet przy Cywilizacji 4, Age of Wonders (nie tylko ostatnim), nie wspominając o takich cudeńkach jak Disciples 2 i Xcom: Enemy Unknown i, tego, Kleopatra. I całkiem sporo Total Warów. I…

No dobra, jak wspominałem, nie jestem dobry w pożegnania.

Dodaj komentarz



41 myśli nt. „Pięć pożegnań na piątek

    1. PeteScorpio

      @KojoBojo

      „Mam tak samo jak Ty”. Od czasu znaczącego przyspieszenia internetu nie mam problemów z usuwaniem gier, bo mam świadomość iż ponowne ich pobranie na dysk nie zajmie wieczności.
      Kwestia sejwów też chyba została, jak dla mnie, rozwiązana przez rozmnożenie się tych wszystkich „gówno-apek” (steam, origin, uplay, blizzapp, gog galaxy itd), których jedyną zaletą jest to że wszelkie postępy są przechowywane i po ponownej instalacji nie zaczynamy od zera.
      Inna sprawa, że zbyt często w przypadku gier „do zobaczenia” przekształca się w „żegnaj”…

  1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    Oj, pamiętam jak przed uruchomieniem Wiedźmina Trzeciego na gwałt szukałem zapisów z dwójki. Oczywiście nie znalazłem. Znaczy znalazłem, ale chyba z miesiąc później, gdy szukałem już czegoś zupełnie innego.
    A przecież na dyskach mam raczej porządek.
    Bo w rzeczach „fizycznych”… No cóż, przez cały maj karmiłem gikzowego Discorda (nieustannie zapraszam!!!) znaleziskami z przedremontowych porządków. Np. kajecik z „katalogiem” gier z Atari (circa about 1989). Stosy magazynów „growych” i komputerowych z lat 90. Gry Labirynt Śmierci i Odkrywcy Nowych Światów. Dyskietki w ilościach wprost niewiarygodnych. I inne takie skarby młodego Bruma z przełomu 80/90. No i było trzeba się z nimi pożegnać. Kon Mari, japońska guru porządków nakazuje aby wyrzucać rzeczy – ale nie tak po prostu, myk, do śmietnika. Oj nie. Trzeba skarpetki ładnie złożyć, pogłaskać, podziękować im za wspólnie spędzone chwile, że tak ładnie nam pasowały do dżinsów i dopiero wtedy, bezlitośnie, do kosza. No więc stos „przegrywanych” od kumpli kaset magnetofonowych pożegnałem dziękując za wspólne chwile gdy umilały mi do spółki z walkmanem przejazdy koszalińską komunikacją. Pożegnałem stos kserówek materiałów do szkoły i na studia. Pożegnałem jakieś dziwne śruby, wkręty i nakrętki z nadrukowaną ceną. W rublach, a właściwie kopiejkach. I tak dalej, i tak dalej. Nawet nie wiecie ile czasu to zajmuje, takie żegnanie się ;D

      1. lgyhx

        @bosman_plama

        Smutek…Ja zawsze preferowałem CD i kasety mi się nie ostały, za to żona miała całkiem pokaźną kolekcje oryginalnych kaset (!!!) i w ramach porządków ostatnio je wywaliła…większy płacz był mój niż jej. Stare kaseciaki Radmora albo Unitry za śmieszne pieniądze można wyrwać w komisach, Bosmanie chyba zabrakło determinacji? co?:) Kasety super sprawdzają się w samochodach 25+ lat :) Jak ktoś jeździ muzeum to i słucha z muzealnego sprzętu daje to +15 do vintage hipster fame:)

  2. Nitek De Kuń

    Również jestem niepoprawnym magazynierem, trzymającym gry, bo może kiedyś znowu pyknę. Tyczy się to zarówno tematów multi jak i wszelkiej maści proceduralnych giereczek, tych wszystkich rogali. I tak to siedzi, rok na dysku, dwa, ewentualnie siedem, aż coś krzyczy, że nie może się zaktualizować (najpewniej jakiś tytuł, który też trzymam bądź wie ile) i wtedy leci pod nóż co najstarsze.
    A więzi z bohaterami, cóż, nie zawsze grom to się udaje, ale do teraz największy smutek miałem w pewnym momencie GTA V, kiedy zbliżałem się do nieuchronnego końca i pomyślałem sobie, hola! Jak to? Już nie będę razem z nimi siedział popołudniami w Los Santos? Za drugim razem nie było już tak źle. Za trzecim, jeszcze nie doszedłem do tego momentu, bo polowania.

  3. lgyhx

    Gry po skończeniu bezwzględnie usuwam. Quake 3 długo, długo używałem jako benchmarka (instalowany jako pierwszy i usuwany jako ostatni:)) Na steamie mam nawet osobną kategorie: skończone. Seriale i filmy usuwam na bieżąco po obejrzeniu. Tylko muzykę zostawiam, chociaż ostatnio mocno się to zmienia: spotifaje, badcampy, playlisty na jutubie…

      1. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

        @bosman_plama

        Ja sobie myślałem że coś bym w tym temacie staroci podziałał, jeden komputerek dla przyjemności. Ale kurczaki jest problem: monitor. To kawałek bydlaka zawsze był, miejsce zajmuje, niezbyt łatwo to przenosić. Bo sam komputer to pikuś ale na ten telewizor miejsce trzeba po prostu mieć. A z kolei podpinać takie Atari czy spectrumnę do LCD? No to jakoś nie gra jedno z drugim.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Daimonion

      Coś z rok temu odpaliłem znów NWN2, ale nie ukończyłem. Ta gra jednak krótka nie jest (zwłaszcza z dodatkami). Za to z pół roku temu zacząłem… pierwsze NWN. Ale tylko tak, żeby posmakować minionej epoki. Więc stworzyłem sobie postać, pozabijałem paru wrogów i tyle. Tamta gra miała sporo wad (pierwsze NWN), ale miała i klimacik.

      1. Daimonion

        @bosman_plama

        NWN2 jak dotychczas przeszedłem chyba z 10 razy. Ale podstawkę, bo dodatki mi się nie podobały (nawet chwalona Maska zupełnie nie trafiła w mój gust). Przy czym trzeba grać z angielskim dubbingiem, bo polski zabija większość klimatu. I ta muzyka… Ech, piękna rzecz, dzieło sztuki:)
        Jedynka z kolei ma okropnie nudną podstawkę, ale za to cudowne dodatki.

      2. Cayden Cailean

        @bosman_plama

        Ja z kolei wielbię pierwsze NWN miłością nastoletnią i nieustającą… do tej pory jak słucham muzyki to się rozklejam. Drugie już na mnie takiego wrażenia nie zrobiło.
        Ale wracając do tematu trzymania/nie trzymania starych gier. Po pierwsze bardzo się cieszę że nie tylko ja trzymam Q3 na dysku – również sobie czasami odpalam – choć zwykle gdy mam jakiś problem do rozwiązania/przemyślenia. Na q3dm17 z botami gram już w zasadzie na poziomie pamięci mięśniowej i odruchów, więc potrafię rozwiązywać problemy podczas grania w podświadomości. Albo może raczej gram już podświadomie ale skupiam się na problemie? Cholera to skomplikowane jest.

        Po drugie – ja niestety podszedłem do problemu sprzętowo – dokładając nowe dyski w razie „potrzeby”. Obecnie mam 3×4 TB w NASie + 18,5 TB w kompie i nie uwierzysz ale brakuje mi miejsca… Chyba muszę kupić jeszcze jakiś dysk 4TB w ostatnie wolne miejsce jakie zostało w obudowie… Oczywiście można by posprzątać na dyskach i np skasować wszystkie odcinki OnePieca czy Bleacha [Fairy tail już wczoraj poleciał], ale po co….
        Wiąże się z tym pewien problem – gdy przychodził nowy dysk często trzeba było zastąpić jakiś stary tym nowym większym. Więc oczywiście zgrywało się kopie całego starego dysku na ten nowy i już na starcie był trochę zajęty. Co nie brzmi tak źle dopóki człowiek sobie nie uświadomi że to w sumie proces iteracyjny – jakoś nigdy nie chciało mi się potem posprzątać tego starego dysku….
        Tak więc ostatnio odbyłem mała podróż w przeszłość – wszedłem w jeden z „starych dysków” i zacząłem przeglądać co tam było… ku mojemu ubawieniu odkryłem tam zagrzebany kolejny stary dysk – sprzed ładnych paru lat…. a w nim ku mojemu przerażeniu kolejny stary dysk – tym razem z czasów studenckich…. a w nim dysk z liceum [40GB to kiedyś było coś!]… jakbym pogrzebał dalej to pewnie dotarłbym do kompa z podstawówki i sejwów z DOOMa 2, albo moich prezentacji do szkoły…. A to tylko jeden z kilku starych dysków które mam.

        1. mr_geo

          @Cayden Cailean

          Eh, przekleństwo łatwości „kopiowania na później” gdy ma się dużo miejsca na dysku do dyspozycji. Znam ten ból. :D
          Miałem ja sobie taki program do wykrywania duplikatów który zapuszczałem na NASie od czasu do czasu żeby wyrzucać redundantne dane. Program zawsze coś tam wykrył, ale nie było tego nigdy więcej niż tuzin sztuk, w porywach może do 1giga rozmiarowo. Aż znalazłem nowy program do wykrywania duplikatów który był w stanie sprawdzać zawartość spakowanych archiwów i jeszcze przy tym ogarniał formaty inne niż Windowsowe.
          I otwarły się wrota piekła…
          Nagle się okazało że jakieś 25% przestrzeni dyskowej z 16TB zajmują rary w których są zipy, w których są rary, w których są tary, w których są bz2, a oryginalną zawartością są pliki w debianowskiej odmianie formatu xz pochodzące z jakiegoś projektu geofizycznego nad którym pracowałem jeszcze w ramach pisania magisterki w końcu lat 90 XX wieku. I jest ich 10 różnych wersji różniącej się literką w nazwie – przy czym w co najmniej połowie to są dane zgrane „na surowo” z taśm magnetycznych QIC więc nawet gdyby chciało się to jakoś odczytać to trzeba by się chyba zgłosić do jakiegoś muzeum techniki komputerowej które posiada na stanie działający napęd typu Travan :D

        2. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

          @Cayden Cailean

          30 tera powierzchni dyskowej? W domu??? O_O
          „Jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili…”
          Te dyski w obudowie się wzajemnie nie podgrzewają za bardzo? Masz tam jakieś chłodzenie specjalne? Napisz coś więcej, miło poczytać że to nie ja jestem szurnięty z tymi swoimi marnymi 6TB ;)
          Natomiast kwestia kopiowania starego na nowy – jak ja to dobrze znam… Normalnie been there, done that!

          1. Cayden Cailean

            @brum75

            Zainwestowałem w full tower z porządnym przewiewem – PHANTEKS Enthoo Luxe – 6 miejsc na dyski 3,5″
            Mam tam teraz wepchnięte 2xWD40EZRZ [2x4TB], WD30EZRX[3TB],WD20EARX[2TB] i najnowszy nabytek Toshiba X300 [5TB]. Do tego intelowski SSD 480GB.
            Chłodzenia jakiegoś specjalnego nie mam, wentylator firmowy 200mm na froncie, kilka beQuiet na wywiewach, całość budy jest dobrze wentylowana bo CPU i GPU są na zestawach AIO. NZXT Cam pokazuje mi że szczytowa temperatura to 33 stopnie, więc praktycznie ambient.
            W NASie [Thecus n4310] pod kanapą 3x4TB WD blue [nie pamiętam już oznaczeń] spięte gigabitowym Lanem.
            Jedyne wady to wielkość całego zestawu, no i cena – ale składałem sobie ten sprzęt przez parę ładnych lat.

            #pcmr ;)

  4. mr_geo

    Filmy i seriale „od zawsze” trzymam poza dyskiem komputera – kiedyś na płytach cd/dvd teraz na domowym NAS albo na dysku USB jeśli trzeba do pracy lecieć, a oglądać coś by się chciało. Zewnętrzna przestrzeń dyskowa staniała tak bardzo, a dostęp do niej jest tak szybki i bezproblemowy że nie widzę wiele sensu w trzymaniu tego typu rzeczy na „dysku c”.

    W temacie gier wraz z upływem czasu wykształciło mi się coś na kształt zestawu-gier-w-które-gram-zawsze-lub-chociaż-bardzo-często i tenże zestaw rezyduje permanentnie na laptopie który ze maną podróżuje po świecie. Ostatnio z okazji wymiany SSD na większe nawet zaświtała mi koncepcja jego powiększenia, ale finalnie się okazało że… nie za bardzo jest o co. I to nie dlatego że laptop by nie uciągnął (lapik jest – nie chwaląc się – dość na sprzętowym wypasie) tylko dlatego że tzw. nowości mnie przyprawiają raczej o ziewanie i meh niż o zachwyt; wymagają always online co eliminuje korzystanie z nich na offshore lub przekroczyły krytyczny poziom mojej odporności na ich niedorobienie i ilość bugów. Więc pomimo dużego wzrostu miejsca nastąpił wręcz ilościowy spadek: wyleciało np. Deus Ex: MD bo utraciłem nadzieję że ktoś naprawi to co Eidos spaprało. Wyleciało TW:R2 bo patchowali, patchowali i patchowali, a połowa spieprzonych rzeczy i tak spieprzona została. Wyleciało HoMM6 bo faka z drutu kolczastego ci w zadek ubi za twój cholerny uplay a poza tym po ogarnięciu modowania HoMM3 zobaczyłem jaką pustą wydmuszką jest 6.
    W sumie ostatnim dodatkiem z kategorii AAA były przygody Wiesława 3 z przedłużaczami :)

    PS. Amiga?…. Pfffff… Jakoś na początku tego roku na poddaszu w domu rodziców znalazłem pudło z Amstradem CPC464 w komplecie z zielonym monitorem GT65 , kupką kaset z grami i joystickiem. Jest teraz w moim garażu, oficjalnie jako „jakieś części do regałów”. Nie mówcie nic żonie… :D

Powrót do artykułu