Pięć nieopanowanych dywagacji na piątek

bosman_plama dnia 21 sierpnia, 2015 o 8:47    48 

tyt

W co może zagrać człowiek, który przez niemal miesiąc tykał komputer tylko po to, żeby wyszukiwać na nim teledyski bałkańskich piosenkarek, albo zajmować się podczas urlopu tą lepszą pracą? Innymi słowy – jak próbowałem na powrót wejść w skórę gracza, żeby móc wkręcić się w to piątkowe pisanie na gikzie.

Prawdę mówiąc nie było łatwo. Przede wszystkim dlatego, że pod moją nieobecność jeden z licznych piorunów uderzył tam, gdzie nie powinien i w moim domu zniknął internet. Ponieważ do tego trwa sezon urlopowy i prawie nikogo nie ma, a tym, co są nigdzie się nie spieszy, bo są tak pozawalani wezwaniami, że i tak nigdzie nie zdążą, uruchamianie internetu musi trochę potrwać. W związku z tym, po dłuższej chwili zastanowienia okraszonego rzucaniem w przestrzeń słów powszechnie uważanych za obelżywe, odpaliłem konsolę.

Lista gier uświadomiła mi, że tuż przed wyjazdem skorzystałem z jakiejś nielichej przeceny i podjąłem drugą próbę zapoznania się z najlepszą ponoć częścią serii o dobrym zabójcy skaczącym do wozów z sianem. Pierwsza próba miała miejsce kilka lat temu i skończyła się podniesieniem poziomu nienawiści do Ubisoftu.

Maya-Berovic

Dziś za ilustracje posłuży zbiór prawie przypadkowych obrazków. Na początek Maya Berović, którą polubiłem za imię. To, co śpiewa nie jest rodzajem muzyki, którą bardzo bym komuś polecał, choć tytuł największego przeboju pasuje do zakrapianych imprez. Cóż, były wakacje, szukałem jakiejś luźnej muzy pasującej do smakowania wina w Belgradzie i znalazłem Bośniaczkę o miłym imieniu.

Na konsoli było lżej niż na piecu (Ubisoft najwyraźniej nienawidzi pieców), bo nie musiałem zakładać dwóch albo trzech kont, a tutorial zoptymalizowany wyłącznie pod pada już nie wk… złościł, ponieważ właśnie pada miałem w ręce. Cóż z tego, kiedy gra okazała się nudna i nie dotarłem nawet do jej części zabójczej, bo początek mnie uśpił. W ten sposób nadal nie rozumiem co ludzi w tej serii fascynuje, pojąłem za to narzekania fanów na początki traktujące o jakimś nudnym kolesiu biegającym po sterylnych pomieszczeniach. Na temat fabuły się nie wypowiem, bo nie znając pierwszej części nie wiem, czy laska, która namawiała bohatera do różnych rzeczy nie była jego matką, skoro tak jej ufał i robił co chciała, chociaż nic mu nie wyjaśniła. A wymagała sporo. Z drugiej strony, gdybym ja po przebudzeniu zobaczył piękną kobietę mówiącą: „chodź za mną i o nic nie pytaj”, też bym pewnie poszedł.

julcezOkazało się, że Juliusz Cezar, którego ród prowadziłem z największą ochotą w zacnym Rome (1) Total War, zwiedzał te same okolice, co ja, tylko nieco wcześniej. No i on oczyszczał je z armii Pompejusza. Wizja, że tymi samymi wzgórzami, co i ja, zasuwali legioniści (też byłem w sandałach) dodawała uroku spacerom.

Miałem Wam napisać, że ostatecznie zagrałem w Cywilizację i zdominowałem gospodarczo oraz kulturowo świat Marokiem, ale po drodze przyszło mi do głowy coś innego (choć nie całkiem).

Wszyscy jesteśmy graczami, siedzimy po uszy w świecie gier, niusów o nich, hajpów i kontrhajpów. Wyczekujemy na tytuły, które budzą nadzieję, albo stanowiące kontynuację czegoś, w co już graliśmy. Dlatego, być może, nie zadajemy sobie pytania o próg wejścia.

Na poziomie gameplay jest dziś prosty, bo gry uproszczono tak mocno, jak tylko się dało (czasem bardziej), żeby nie zniechęcać nowych klientów. Z kolei, by zachęcić owych klientów do kupna i przejścia gry, przed jej premierą nakręca się hajp przepotężny, dzięki czemu gracz odpalając grę jest pewien, że za chwilę czekają go największe orgazmy, jakie tylko mogą mu się przytrafić na tym łez padole. W związku z tym, naćpany hajpem i gorączką związaną z doświadczeniem odpakowywania prezentu, przełyka nawet nieco nudny początek – jeśli gra nie zaczyna się od trzęsienia ziemi – bo wie, że po nim czekają na niego hurysy cuda nad cudami.

elvanaaElvana Gjata, kiedy akurat nie próbuje stać się albańską Jennifer Lopez, potrafi wzbudzić sympatię, choć znowu nie będę nikomu przykładał lufy do skroni zmuszając do zapoznawania się z jej piosenkami (acz wersje akustyczne ballad potrafią być miłe, a piosenka z obrazka to taki letni przebój; dziewczyna jest chyba u nas trochę znana, bo ktoś w sieci przetłumaczył tekst innej jej piosenki (na teledysku dziewczę całuje samo siebie). Tym bardziej, że teledysk do tej piłkarskiej piosenki zawiera kadr z mapą Albanii, jakiej nie znajdziecie w atlasach. Inna sprawa, że z tymi mapami to ciekawa sprawa, np. Google robiło swoje satelitarne zdjęcia Albanii tak dawno, że w Orikum nie stała jeszcze cerkiew z dwunastego wieku.

Gorzej, gdy do gry zasiada ktoś taki jak ja – bezhajpowiec (w kontekście konkretnego tytułu). Pewne zainteresowanie grą istnieje, ale gorączki brak. Odpalam, widzę gościa w piżamie biegającego po nudnych korytarzach. Nie niesie mnie żaden hajp więc odpadam.

Oczywiście, to żaden problem dla producentów – jestem tak odległy od ich targetu, jak moja praca od satysfakcji z wykonywanej roboty. Nie przejmujmy się więc mną i pomyślmy o targetach firm. Tych, którzy przebierają palcami ze zniecierpliwienia, zamawiają preordery, potem odpalają grę, klną w żywy kamień, bo nie działa, ściągają kolejne łaty, odpalają, klną, ściągają, odpalają, grają i dochodzą do finału z poczuciem spełnienia albo bez. Bez, bo gra się nie kończy – większość gier tak dziś ma. Zbyt często wiemy, że za rok pojawi się dalszy ciąg, by wierzyć, że coś dobiegło końca. Czujemy więc satysfakcję z ubicia ostatecznego bossa, podboju świata albo znalezienia wszystkich znajdziek bądź zdobycia wszystkich trofeów i… czekamy, co będzie dalej.

dejmteNatomiast prawdziwie odjechani albańscy muzycy wyglądają tak. Jeśli wpiszecie w YT: „Djemte” możecie posłuchać fajnej, lekko transowej momentami (transowej na folkowy sposób, oczywiście) muzy.

Bo gry uczą nas, że nic się nigdy nie kończy. I być może to właśnie jeden z lepów na graczy. Kiedy już producenci skłonią nas jakąś bijącą kolejne rekordy kampanią reklamową, byśmy wsiedli do ich pociągu, już nigdy go nie opuścimy. Kiedy pojawiają się napisy końcowe nie żegnamy się ze światem i bohaterami, tylko oczekujemy na dalszy ciąg, jak w poniedziałkowy ranek czekamy na następny weekend. W ten sposób gry kupują nas raz i na zawsze. Kolejne kampanie reklamowe są istotne, ale nas, którzy już czekamy na kolejną okazję do odwiedzenia starych znajomych, one nie kupują. Jasne, cieszyliśmy się trailerami Wiedźmina3, ale nie kupilibyśmy grę bez nich? Nawet gdy narzekamy na poprzednią odsłonę, zwykle kupujemy następną.

pompejuszJedną z przyczyn, dla których Pompejuszowi nie wyszło tak, jak planował, mógł być fakt, że nie dość mocno obstawił port i plaże w Orikum. Cezar kazał więc wylądować swoim ludziom właśnie tam. Pamiętajcie o tym, jeżeli kiedyś wybierzecie się tam popluskać w ciepłym morzu.

Jak ja kupuję kolejne Cywilizacje, choć mógłbym bez końca grać w Civ2. Serie trwają, nigdy się nie kończą, a my wiernie czekamy na ich kolejne odsłony. Co jest trwałego w naszym życiu, poza podatkami? Niekończące się growe historie i nasze do nich przywiązanie. Gdy więc chodziłem po wzgórzach, na których kiedyś Cezar ganiał się z Pompejuszem, mogłem sobie wspomnieć rozczarowanie Rome2 (TW), westchnąć nad potknięciami jednej z moich ulubionych serii. Co nie zmienia faktu, że następną jej odsłonę i tak kupię.

Dodaj komentarz



48 myśli nt. „Pięć nieopanowanych dywagacji na piątek

  1. Zwirbaum

    Przyznaję się bez bicia – uważam Total War: Rome 2 za lepszy od 1ki, Medievala 2ki. I żeby nie było że jestem młodzieńcem TWowym, zaczynałem od pierwszego Szoguna przy premierze. I uważam STW i MTW (1) za najlepsze części serii. Ostatnio nabyłem re-edycje ich na steamie i śmigają aż miło. Nawet zrobiłem krótki stream z MTW (nie będę podawał namiarów do siebie, bo koń jeszcze mnie skrzyczy), przerzuciłem też na swój nędzny kanał na yt (tenże stopiek – footage, ponownie brak namiarów żeby koń się nie zdenerwował). Pewnie będę planował przeprowadzić pełne kampanie w jednym i drugim, ale narazie umieram (a dokładniej to osoby oglądające :P ) i to aż miło w X-COM: UFO Defense, aka protoplastuś. A Komnenoi Empire z EU 4 gdzieś też powoli się wrzuca :)

    Bleh, i tyle z ohydnej, reklamy udowadniającej że jestem totalnym bezguściem, zerem moralnym, oraz klikodamą lekkich obyczajów.

    A i Bosmanie +Mnóstwo za serial Rzym, a dokładniej Pompejusza :)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Zwirbaum

      Też niedawno odpaliłem MTW1 i miałem przy nim dużo zabawy. Zapewne to po części efekt sentymentu. Ale mam też wrażenie, że bywa trudniejszy od MTW2, np. brakuje mi opcji wybuchu wony domowej po śmierci władcy, który nie pozostawił po sobie następcy w odpowiednim wieku.

      RTW2 mnie znużył, prawdę mówiąc. Rozegrałem jedną kampanię (prawie bez toczenia bitew:(), zacząłem grać drugą i nie chciało mi się jej kończyć. Fajnie, że rozbudowano kwestię rozwoju miast, generałów i oddziałów (nadawałem własne nazwy legionom, drobiazg, a cieszy). Zwiększono role agentów itp. itd. Ucieszyłem się, gdy znalazłem w grze Tytusa Pullo i Luciusza Vorenusa.

      Ale z bitwami coś skiepszczono. Rozgrywałem tylko te, co do których komp upierał się, że je przegram (albo wygram z wielkimi stratami), bo jeśli wyliczenia wskazywały wielkie zwycięstwo przy minimalnych stratach, nie kręciło mnie już ich rozgrywanie (pewnie nie byłyby zbyt ciekawe). Jakoś nie czułem tych armii, wielkiego wojennego wysiłku.

      1. Waldek-Mat

        @bosman_plama

        W Rome 2 zdecydowanie należy grać na modach, bez nich gra jest smętna i nudna. Jest dwa naprawdę duże mody, zmieniające całą rozgrywkę. Skończyłem grę na jednym z nich – zapomniałem nazwy a obecnie Rzymem podbijam świat na Divide et Impera (6 częściowy bo są z mniejszą ilością na stare wersje).

      2. Zetsubou-san

        @bosman_plama

        Swoją przygodę z serią TW zaczynałem od MTW2 nad którym spędziłem najwięcej czasu i najbardziej cenię sobie tą część serii. Potem był E:TW z którym się nie polubiłem przez to, że był zbyt statyczny i średnio było elementem strzelania( 30 ludzi oddaje salwę w kierunku wroga z odległości 5 m, na ziemię upada 6 ludzi.) I ostatnia część w jaką grałem czyli Shogun 2, na modach spowalniających rozgrywkę grało mi się świetnie tym bardziej, że klimaty kraju kwitnącej wiśni są mi bliskie.

        Ostatnio wróciłem z klucznikiem do MTW2, a konkretnie do bitew online i bawię się świetnie, jednak bitwy z żywymi graczami dają o wiele więcej frajdy. Bitwy gdzie na ekranie bywa 3-4 tys jednostek bywają naprawdę epickie. Swoją drogą nadal poszukujemy ludzi do gry więc jeśli ktoś chce poprowadzić swoją armię do zwycięstwa przy współpracy jeszcze kilku innych to zapraszam.

    1. furry

      @aihS

      Na szczęście swiatksiazki.pl jest promocja na fantastykę w ebookach, MAG, Fabryka i Powergraph, a jeśli chcesz dobre SF, to jest już Hyperion, ale tylko w papierze na razie.

      Rozumiem że żeby słowo stało się ciałem, konieczna jest obecność gikzów na Polconie, nie da się korespondencyjnie? Bo nie wiem, czy dam radę wracać znad morza przez Poznań, raczej nie.

  2. Revant

    Ostatnio nabieram chętki na jakąś strategię i paczę sobie to na Civ5 to na CKII. Zastanawiam się, a później i tak włączam coś lżejszego i szybszego, np. Chivalry. Ciągle się też wlecze za mną Wiesiek, który się skończyć nie chcę i nie wiem czy to grze czy mi ;) wczoraj zaś spróbowałem Natural Selection II. Całkiem zgrabny fpsik z ciekawymi pomysłami.

    Dziś zaś jest piątek, piąteczek, piątekunio! Wzywam więc zacną rycerską brać gikzową do stawienia się na polu walk żelastwem wszelakim. Innymi słowy – gramy w Chivalry! Wstępnie proponuję godzinę „po 20″ ;)

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Revant

      Ale Civ5 nie jest jakoś bardzo skomplikowana. Dostajesz osadnika, stawiasz miasto, produkujesz zwiadowcę, żeby przetrząsał ruiny i badał okolicę, celujesz we właściwe ustroje (na początek ten, który daje dodatkową kasę i kulturę za barbarzyńców), potem budujesz drugie miasto, zbroisz ludzi i zmuszasz okolicę, żeby wierzyła w Twojego boga i słuchała Twojej muzyki:D.
      CK2 to rozumiem, tam faktycznie jest skomplikowanie.

      1. Revant

        @bosman_plama

        Wiem, przegrałem w cholerę godzin na piracie, a później trochę na steamie :P Ale to i tak jest bardziej skomplikowane niż np. Chivalry, gdzie dostajesz miecz w łapę i wskaźnik „tam jest wróg do zaciukania” :P no i pojedyncza rozgrywka zajmuje dłużej niż taki meczyk na mieczyki ;) wspomniałeś zaś wyżej o Empire TW, przez co teraz źle się czuję, bo i do tego bym wrócił :P

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Revant

          No nie wiem, nie wiem, czytałem gdzieś ostatnio porady jak w takie coś skutecznie walczyć. Brzmiały bardzo skomplikowanie…
          E:TW to strasznie niewykorzystany potencjał. Dlaczego nie mogłem grać Chinami? Dlaczego bitwy były mało dynamiczne? No i te miasta… Seria Total War opowiada tak naprawdę alternatywną historię, w której Europa nigdy nie podniosła się po upadku Rzymu i zamiast miast budowano tylko smętne wioski i miasteczka. W Rome2, znowu dostajemy świat przed upadkiem i wielkie, rozbudowane metropolie.

          1. Revant

            @bosman_plama

            Tak, są różne „pro” zagrania, ale spokojnie da się grać na „czuja” ;) E:TW urzekł zaś mnie klimatem. Wcześniej grałem w M:TW2, które mnie nie ujęło i zagrywałem się w pierwszego Roma. Najwięcej jednak spędziłem przy Empire. Niespotykana za bardzo epoka i już się robiło ciekawie. Chiny mnie nie interesowały, bo jednak Empire skupiało się głównie na Europie i wolałem doprowadzać naszą RP do świetności :D mniej dynamiczne starcia to dla mnie plus bo jednak wolę spokojne szachy od clickfestu :P co do budowy miastek i miasteczek – jakoś nie zwracałem uwagi na to ;)

            1. bosman_plama Autor tekstu

              @Revant

              Fakt, epoka świetna (choć czemu nie zaczęli, np. 150-200 lat wcześniej? Wtedy dopiero by się działo). Europa jako pole bitwy dawała radę, ale chciałbym wreszcie w TW zagrać w okolicach Azji (nie tylko na wyspach japońskich). Azja w grach strategicznych to problem podobny trochę do tego, jak wszystko z II Wojny Światowej poza Normandią i Stalingradem;). Czyli – masowy amerykański odbiorca ma średnie pojęcie, że coś takiego istniało. W efekcie drugowojenne strzelanki są w kółko o Normandii, a strategie też skupiają się na znanych terytoriach (prócz strategii globalnych). A przecież w Azji tłukli się od starożytności aż miło. No i dla mnie fakt, że zarządzałbym egzotycznymi jednostkami, być może uczył czegoś o historii wojskowej kraju, którego nie znam, to plus.

              Swoją przygodę z EU zacząłem od któregoś z państw indiańskich i od Chin. Być może dlatego w tę serię wiele nie gram, bo to chyba nie był zbyt dobry pomysł na początek (zebrałem straszne baty). W E:TW pierwszą kampanię rozegrałem Konfederacją Maracką.

              1. Revant

                @bosman_plama

                True. Spłycanie epok tylko do najpopularniejszych wydarzeń to często masakra :/ granie zaś egzotykami mnie osobiście jakoś nie rajcowało. Próbowałem np. w CKII grać kimś z Francji i zaraz kompletnie gubiłem się w imionach i rodach. Zgadzam się jednak, że przydały by się tytuły ukazujące tamte rejony w różnych okresach. Shogun sprzedał dobrze klimat japońskich wysp, więc czemu nie skuszą się np. na konflikt chińsko-japoński? :/

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @Obledny

          Też nie pamiętam nazw:). Ustrój od barbarzyńców (zdaje się, że „honor”) bierzemy tylko jako startowy, potem nam niepotrzebny. Ale dzięki niemu na starcie pięknie reperujemy budżet a co ważniejsze suniemy szybciutko z kulturą i możemy odblokowywać i rozwijać kolejne ustroje (tu już który nam pasuje) szybciej niż w innych wypadkach. A to oznacza szybszy rozwój. Zamiast ciułać kulturę budynkami kosimy barbarzyńców i wyprzedzamy ustrojowo resztę świata.
          Bywa nawet tak, że nie likwiduję obozowisk, tylko traktuję je jak „fermy kultury” – bo punkty dostajesz za każdą zlikwidowaną jednostkę.

  3. Tasioros

    Tak patrzę na te panie ze zdjęć i dzisiaj dla mnie wygrywa ta w niebieskiej sukience ;)
    Jako że dzisiaj piątek jest, to słonko świeci, wszyscy się uśmiechają i ogólnie jest wesoło. Wieczorem dobrze jest coś wypić i pograć trochę. U mnie na tapecie dalej Deus Ex: HR. W wersji Director’s Cut chyba faktycznie ułatwili walki z bossami, bo mimo iż gram w stylu super-stealth-ninja, to pierwszego wykończyłem za pomocą combat rifle, które to nie wiedzieć po co targałem, wybuchającą beczką i granatem gazowym. Za pierwszym razem. Gra jest dobra. Maile, notatki czy informacje dot. misji staram się czytać na głosem Jensena. Chciałbym jeszcze dodać, że gra ma świetną muzykę. I fajne sufity. Robię im zdjęcia.
    Pijmy więc i bawmy dziś się. Muzyka do picia na dzisiaj to:
    https://www.youtube.com/watch?v=q-fSZRYeBWk

      1. Tasioros

        @shani

        Urlopu to ja już nie pamiętam. Ale z żoną to akurat trafiłeś ;)
        A najśmieszniejsze jest to, że w domu spokój i mogę robić wszystko, co tylko zechcę. I tak siadam i nie wiem co robić. Ostatnio tak miałem, aż musiałem wyjść i sobie pospacerować późnym popołudniem. Popatrzeć na ludzi, drzewa, niebo. Skończyło się na browarach u znajomych, bo w towarzystwie pije się fajniej.
        Jakby wiało i padało, mógłbym sobie siedzieć na tyłku przed kompem.

        1. furry

          @Tasioros

          Ja zacząłem oglądać telewizję, żeby coś grało w domu, głównie kanały muzyczne. A na kanele niemuzycznym trafiłem na program Disko Dżambo, gdzie leciała lista przebojów.

          Najbardziej zapadły mi w pamięć (aż zanotowałem) utwory „Bo nikt” Jesiki (taki damski Michał Bajor), i „Mała” niejakiego Wiszu (fajnie macha rączką). Są na YT, zostaliście ostrzeżeni.

    1. aihS Webmajster

      @Tasioros

      Te dwie pozostałe, jak poszukasz naturalnych zdjęć w necie, dużo od niej nie odbiegają. Bosman był miły i zafundował nam instagram-safe-mode-photoshopped-as-fuck. Ja już zaczynam mieć lęki jak tylko widzę charakterystyczne dla instagrama filtry. Czasy powoli takie, że przed ślubem konieczna intercyza i bliższe spotkanie z myjką ciśnieniową.

  4. powazny_sam

    Ej no ale drugi asasyn (poza nieszczęsnym tutorialem) jest całkiem fajny. No i jest Wenecja. I Katarzyna Sforza. (pozdrawiam fanów „the borgias” ;) )

    Mnie ostatnio naszło ponownie na Borderlandsy. Btw nie chciałby ktoś pocoopić ze mną ? Mój zwyczajowy kompan chwilowo nie ma czasu a samemu trochę smutno.
    Od wyboru do koloru, dowolna część: 1,2,lub tpq, dowolny scenariusz (aczkolwiek preferowane B2 uvhm ~55lvl). No i bez cheatów ofc.

  5. brum75 Czytelnik pierwszej klasy

    „Google robiło swoje satelitarne zdjęcia Albanii tak dawno, że w Orikum nie stała jeszcze cerkiew z dwunastego wieku.”
    Spadłem z krzesła, wystraszyłem kota i żonę. Teraz kot mnie nie lubi, żona patrzy jak na przygłupa a tyłek boli. Wina Bosmana!

Powrót do artykułu