Pięć bezspoilerowych zdań o dżedajach ostatnich

bosman_plama dnia 15 grudnia, 2017 o 8:00    87 

Star-Wars-The-Last-Jedi-Mark-Hammil-as-Luke-Skywalker-in-Brown-Robes-and-Hood-cropped

Rok temu tak mocno poirytowałem się nową odsłoną Gwiezdnych Wojen, że aż zachwiało to moim entuzjazmem do serii i na Ostatniego Dżedaja nie poszedłem w dniu jego premiery. Ponieważ jednak chciałem spacerować po internecie bez obawy, że ktoś przywali mi spoilerami, szybciutko kupiłem bilet na następny po premierze dzień. I choć spędziłem seans na tej samej sali, co jakaś nieszczęsna upośledzona kobieta wybuchająca szalonym śmiechem na co trzeciej scenie, bez względu na to co przedstawiała, choć na początku filmu poczułem się niczym na Łajdaku1, to koniec końców wyszedłem z kina usatysfakcjonowany a nawet więcej, zadowolony.

Teoretycznie spoilery nie powinny być czymś groźnym w przypadku Gwiezdnych Wojen, bo to prosta opowieść i zwykle wszystko z góry wiadomo. Tym razem jednak mogą być groźne. Przebudzenie Mocy zostawiło nas z masą pytań. To, czy Ostatni Dżedaj na nie odpowiada i ewentualnie jak to robi jest dla tego filmu istotne.

Niestety, skaza jaka wkradła się do serii za pośrednictwem Łotra1 pozostaje. Postaci a nawet całe frakcje zachowują się od czasu do czasu idiotycznie i bez sensu tylko po to, żeby zwiększyć dramatyzm wydarzeń. Nie jest to aż tak fatalne jak w R1, ale jednak drażni. Irytuje też fakt, że Ostatni Dżedaj potwierdza iż Disneyowi spodobał się pomysł ze świata gier, by wycinać część zawartości produktu by sprzedać go potem jako DLC. W Przebudzeniu Mocy oznaczało to, że nie bardzo wiemy jak wygląda Nowa Republika i skąd się wziął First Order, co jeszcze dawało się znieść. W R1 wpakowano kilka postaci wyłącznie po to, żeby móc sprzedawać potem o nich powieści i komiksy, co już było wkurzające. W Ostatnim Dżedaju poszli jednak z dielsiwowaniem po bandzie i należy się za to Myszce Miki potężny kop w jaja. Albo seria kopów. Bo to, co zrobili to potężne …syństwo. Ponadto podobnie jak w R1 wprowadzili parę postaci, które sprzedadzą nam w „dlc”, na szczęcie jedną z nich odtwarza Benicio Del Toro i nie tylko jest świetnie zagrana, ale też została sensownie wpisana w scenariusz, dzięki czemu nie sprawia wrażenia dodanej na siłę.

Star-Wars-8-Secrets-Benicio-Del-Toro-D23

Ale to wszystko tylko dodatki, otoczka. Co z filmem? Wydaje mi się, że ma najambitniej napisany scenariusz ze wszystkich dotychczasowych filmów serii. Ten film nie tylko próbuje zrobić coś nowego w świecie Star Wars nie odwracając się równocześnie od jego specyfiki, ale też wyprostować kilka spraw, które wkurzały fanów w Przebudzeniu Mocy. A przy tym stara się pogłębić postacie, opowiedzieć coś nowego o świecie Dalekiej Galaktyki i zmieścić w sumie dwie odmienne fabuły. No i stara się być mroczniejszy i poważniejszy, jak przystało na środkową część trylogii. Sporo tego. Aha i jeszcze chce, żeby widzowie byli zaskoczeni.

Czy sie udało? Nie wszystko. Choć np. jedno z zastosowanych rozwiązań bardzo mi się spodobało i jest świetne ze względu na rozwój świata, to jednak równocześnie rujnuje szansę na wyjście z jednego z najbardziej krytykowanych wątków w Przebudzeniu Mocy. No chyba, że twórcy wymyślą coś jeszcze w trzeciej (dziewiątej) części. Zobaczymy.

pobrany plik

Przy tym wszystkim to dobry film. Wątek Luke’a Skywalkera jest świetny, podobnie jak sam Luke. Przyłapałem się wręcz na tym, że w pewnym momencie pomyślałem: ”do diabła, skończcie te strzelaniny i wracajcie do Skywalkera!”. Na takiego Luke’a czekałem, za takim tęskniłem. Widać też, że Hamill dobrze się bawił grając tę postać. Reszta obsady to właściwie tło dla niego. Choć… Kylo Ren daje radę! Poważnie, udało się zrobić z tej postaci coś dobrego. Del Toro jest znakomity. Leia… No cóż, kilku scenom dodaje znaczenia śmierć Carrie Fisher. Niestety jedna akcja z jej udziałem jest przefajnowana i niepotrzebna.

Reszta obsady zajmuje się głównie bieganiem i strzelaniem. A okazji do tego jest zatrzęsienie. Dostajemy bitwy w kosmosie, strzelaniny, walki na miecze (jedna jest wyśmienita). Całkiem udanie wychodzi zestawienie w tym filmie i mroku i humoru. Tego humoru jest zresztą sporo nie wiem, czy nie więcej niż w jakimkolwiek innym filmie z serii. A przy tym i mroku i powagi jest sporo. A jednak to wszystko nie zgrzyta. Część pytań o moc i o zasady rządzące Daleką Galaktyką przypomina nieco te, jakie padały przy okazji KotOR2, a to całkiem niezła rekomendacja. Co więcej wcale niemało bohaterów filmu przestaje być jednowymiarowa, dostajemy okazję, by zastanowić się nad ich motywacjami.

dark-luke-skywalker-1019178-1280x0

A co podobało mi się najbardziej, to że Ostatni Dżedaj jednocześnie sięga do tradycji i schematów serii, jak i bawi się nimi. Ten film nie wpisuje się ot tak w kanony Star Wars, ale próbuje się z nimi pozmagać. Innymi słowy robi to, co obiecywało R1, ale nie tak prostacko, a dzięki temu ciekawiej i skuteczniej. Nie odwraca się od pomysłu na baśń w kosmosie, nie neguje jej, ale wzbogaca. Co ważne, reżyserowi udało się naprawdę nieźle żonglować zwrotami akcji i nie wiem czy nie po raz pierwszy w historii Star Wars zastanawiałem się co będzie dalej i jak teraz postąpią bohaterowie.

Przy czym miejmy świadomość, że to ciągle film przygodowy o strzelaninach w kosmosie a nie psychologiczno – filozoficzny dramat. Ostatni Dżedaj to ciekawe, niepozbawione błędów ale jednak udane Gwiezdne Wojny, widowiskowe, pełne akcji, szlachetnych bohaterów którzy padają sobie w objęcia, zabawnych ale dzielnych robotów, kamieni unoszonych mocą i ślicznych zwierzątek, które będzie można sprzedawać milionami w pluszowych wersjach. Czasami bywa przeszarżowany, a czasami tylko takim się nam wydaje. Scenariusz został napisany na tyle inteligentnie, by pogrywać z widzem i wodzić go trochę za nos. Należę do osób, które polubiły Przebudzenie Mocy, kupiła mnie ta cała nostalgia i nie  przeszkadza mi sklonowanie Nowej Nadziei. Ale nawet wychodząc z takiej pozycji przyznaję, że ta trylogia potrzebowała właśnie takiego filmu, jakim ostatecznie okazał się Ostatni Dżedaj. Trochę rozbudowującego świat, trochę porządkującego fabułę, poprawiającego sylwetki i postawy postaci. Dałoby się go zrobić lepiej. Bez paru głupot. Ale udał się mimo nich. I naprawdę warto było czekać na takiego Luke’a Skywalkera.

 

Dodaj komentarz



87 myśli nt. „Pięć bezspoilerowych zdań o dżedajach ostatnich

  1. aihS Webmajster

    Napisałeś dokładnie to czego się spodziewałem… i dokładnie to z czym się zupełnie nie zgadzam. Znowu.

    Ostatni Jedi byłby filmem znakomitym, być może najlepszym w ogóle, gdyby wyciąć z niego masę bzdur. Podobno Disney zaorał Expanded Universe żeby pozbyć się idiotyzmów i sprzeczności… HA HA HA… boki zrywać.

    Mimo wszystko warto iść do kina bo jest parę scen, które staną się kultowe i to w pełni zasłużenie. Mam wrażenie jakby nikt nie czuwał nad całością.

    cała prawda o Last Jedi Pokaż
    1. bosman_plama Autor tekstu

      @aihS

      Ostatni Jedi padł ofiarą trzech rzeczy:
      1. Pakowania do filmu nie niezbędnych postaci i wydarzeń, żeby można je było potem sprzedawać bez końca w niezliczonych dodatkach.
      2. Śmierci Carrie Fisher, przez co zaplanowany film dla Luke’a musiano zrobić i dla Luke’a i dla Lei, wykorzystując chyba każdą nakręconą z nią scenę. W tym te bezsensowne.
      3. Wycinania z filmu niezbędnych rzeczy, żeby ludzie kupili książki/komiksy.

      Punkty 1 i 3 to coś, do czego będziemy się musieli, niestety, przyzwyczaić bo Disney widzi w tym wielki strumień kasy, więc będzie to praktykował.

      1. aihS Webmajster

        @bosman_plama

        ad 1 Pokaż
        ad 2 Pokaż
          1. aihS Webmajster

            @aryman222

            Ja to tak nazwałem na potrzeby wyśmiania, wątpię by o to chodziło w tej scenie. Jeżeli chodzi o same jej możliwości to w EU była force userem i potrafiła to i owo, a jak motywacja dobra to wiadomo (tu najczęściej eksploatowany był wątek matki broniącej dzieci). Więc mi w tej scenie nie przeszkadza co zostało pokazane tylko w jak żenujący sposób :( To był moment, w którym autentycznie rozważałem wstanie i wyjście z kina. Powstrzymała mnie jedynie myśl o skali awantury jaka zostanie mi urządzona po fakcie ;)

  2. mr_geo

    Z tym sprzedawaniem milionów maskotek to bym wcale nie był taki pewny. Przy okazji bankructwa ‚Toys R Us’ w USA wypłynęły statystyki sprzedaży i okazało się ze zabawki i gadżety z nowego SW zalegały w magazynach pomimo że jednocześnie były w czołówce listy reklamowej i przecenowej.
    Na początku roku Hasbro ogłosiło ze nie będzie „chwilowo” edycji ‚Monopoly’ z postaciami z disneyowskich SW bo „analiza rynku nie wykazała dużego zapotrzebowania”.
    Lego też jakoś nie szaleje z wypuszczaniem nowych zestawów i figurek – więcej jest tego ninjacośtam niż starwarsów (wiem bo z racji gorączki prezentowej dla rodziny jestem na bierząco z ich katalogiem:)).

      1. mr_geo

        @bosman_plama

        Rzecz chyba w tym że o ile kiedyś SW było zjawiskiem (pop)kulturowym, wyróżniającym się i z własnym stylem o to teraz jest po prostu jednym z kilkunastu (o ile nie kilkudziesięciu) propozycji dostępnych na rynku. I starzy fani (to my!) nie łapią się na lep pluszowego fąfasia bo za stare wróble jesteśmy żeby nas na takie cashgrabowe plewy złapać, a ewentualni młodzi mają do wyboru takich fąfasiów multum z uniwersów dc comics, marvela, CN, rozmaitych gier i kreskówek…
        Rynek jest nieporównanie bardziej ciasny i nasycony ale Disney uznał że najlepszą strategią będzie wejście masą i hordą czyli dosypując pierdylion nowych fąfasiów z logo SW. Czy się na tym przejedzie? Na razie za wczesnie żeby wieszczyć klapę albo sukces takiej strategi ale dotychczasowy rozwój sytuacji nie wskazuje raczej na oszałamiający triumf (co nie znaczy jednak ze kasa z SW nie płynie).
        Nawiasem mówiąc ciekawe czy na ‚osiągach’ filmu odbije się jakoś PR-owa wtopa z lootboxami w BF2…

        1. aryman222

          @mr_geo

          „Nawiasem mówiąc ciekawe czy na ‚osiągach’ filmu odbije się jakoś PR-owa wtopa z lootboxami w BF2…”
          Mało prawdopodobne – sam zbojkotowałem BF2 (no może przy -75% skuszę się, coby Tie Fighterem polatać), ale na film kupiłem bilety na 1ą w nocy (lepsze miejscówki), byleby w pierwszej fali doznać tej (spodziewanej) rozkoszy :) W sumie to nawet nie chciałbym, żeby jakiś bojkot LJ miał miejsce. Względem EA – każdy możliwy c… w d…, ale wolałbym żeby Disney nie oberwał, co mogłoby zaowocować wstrzymaniem produkcji kolejnych części, lub ograniczeniem ich budżetu. Mogą sobie robić miliardy na zabawkach czy handlem franczyzą w grach itp. Byleby dalej kręcili kolejne części przynajmniej takiej jakości. Od razu po LJ zrobiło mi się trochę smutno, że niektóre z tych postaci zobaczymy jeszcze tylko raz… Chyba, że w Trylogii nr 5 :)

  3. aryman222

    Ja wyszedłem z seansu na tyle zachwycony, by przemóc lenistwo i napisać recenzję :) Skoro jednak Bosman tak zacnie opisał nowe SW, to tylko podłączę się z moją opinią w komentarzu.
    Jeśli o J.J. Abramsie można powiedzieć, że rozumie Moc (dlatego jego Przebudzenie zawiera prawie wszystko co wymagane dla połechtania fanów), to o Rianie Johnsonie powiedziałbym, że on tę Moc czuje. Czuje na tyle mocno by, pozostając wierny kanonowi, opowiedzieć historię w sposób świeży i nieszablonowy. Po VIIce spodziewałem się, że w VIIIce zobaczymy szkolenie Rey i Kylo, potem trochę piu, piu w kosmosie i finalne starcie gdzie (niekoniecznie w tej samej lokacji) młody Sith walczy z młodą Jedi, a stary Sith walczy ze starym Jedi. Jasna strona przegrywa przynajmniej jeden z tych pojedynków, jednocześnie remisując (lub nawet przegrywając) drugi i w smuteczku czekamy na część IX gdzie wszystko zostanie dokończone. Tadam – i mamy pyszniutkie, odświeżone Imperium kontraktakuje. Na szczęście Rian Johnson funduje nam coś zupełnie innego, przewrotnego, do pewnego stopnia nawet zaskakującego (no chyba, że ktoś oglądał trailery, ale nie mówmy o patologiach ;) ). Był taki „czerwony” moment w filmie, gdzie pomyślałem „Wow, kończ Pan teraz film i zostaw nas wszystkich z opuszczonymi gaciami i opadniętymi szczekami. To byłoby zajebiste. Nie tego, żeśmy wszyscy się spodziewali!”, ale niestety jednak przemysłowy charakter blockbusterów nie pozwala na takie igraszki z widzami.
    Luke – świetny (jak on rozwinął się aktorsko od czasu starej Sagi!), Rey – doskonała (wśród tzw. „silnych postaci kobiecych” lepsza od niej obecnie jest tylko Wonder Woman), ale show kradnie Kylo Ren. Najbardziej w Przebudzeniu brakowało mi właśnie przedstawiciela ciemnej strony, który byłby tak mroczny i potężny, że aż „coolowy”; do tego inteligentny, kuszący swą logiką i będący realnym rywalem Jedi w walce o sympatię widza. To i więcej serwuje nam tym razem Adam Driver. Reszta aktorów też daje radę, ale ilość postaci i wątków pobocznych trochę niepotrzebnie odciąga nas od głównego wątku.
    Last Jedi jest też zaskakująco zabawny. Wiem, że Disney wymyślił Porgi i Caretakerki żeby sprzedawać maskotki, ale muszę przyznać, że sceny z ich udziałem są wyjątkowo śmieszne.
    Jeszcze o stronie wizualnej na koniec – sceny bitew w kosmosie są najlepsze w historii, także jest olśniewająco (choć 3D sporadycznie nie nadąża za szybką akcją). Polecam!

    PS Rian Johnson jest odpowiedzialny za kolejną trylogię, także Disney musi być z niego bardzo zadowolony. Liczę, że mając „własną” trylogię do zrobienia Rian rozwinie skrzydła „nieszablonowości” jeszcze bardziej, może nawet na tyle żeby głównym bohaterem uczynić kogoś z ciemnej stronę (kogoś komu na koniec nie „zmięknie rurka” pod wpływem ojcowskich uczuć)…

        1. Wyspa

          @aihS

          Bane jest częścią Kanonu i Revan mało co nie został… mieli już cały epek w produkcji z nim w Clone Wars (ta kreskówka jest kanoniczna oficjalnie) ale anulowali cały odcinek :) . To było zanim Disney przejął pałeczkę i z tego co wiem ci sami writerzy teraz pracują i ponoć mają bardziej wolną rękę niż pod Lucasem więc w sumie szansa choć znikoma to jest bo to od writerów wyszło a Lucas zablokował (tak ploty głoszą przynajmniej).

  4. Wyspa

    Nie oglądałem jeszcze bo uparłem się że musi być IMAX a ten w katowicach tak zapchany że dopiero od poniedziałku były jakieś sensowne miejsca :D .
    Ale co do tego że filmy SW nie mówią wszystkiego to już w sumie prawda od dłuższego czasu. Obecnie SW to nie tylko filmy ale już całe uniwersum i Disney nawet nie próbuje wszystkich informacji w filmach zamknąć (swoją drogą nie wiem jakby mieli to zrobić patrząc na to co się dzieje w tym świecie obecnie).
    No i niestety fimy na tym cierpią bo nie są to zamknięte historie tylko główne wydarzenia w większym świecie i rzeczywiście oglądając same filmy można złapać wielkie WTF?!
    Disney sporo wywalił z Expanded Universe, zachował co uznali za stosowne i masę rzeczy naprostował i i IMHO zrobili to bardzo dobrze. Ale przez to że te dodatkowe historie i książki chcieli bardziej spiąć w całość z filmami i lepiej się kleją niż niegdysiejsze EU, to obecnie tylko obejrzenie filmów to po prostu za mało aby się w tym wszystkim zorientować.
    Na dobre ten nowy kanon wychodzi całemu uniwersum ale filmy dla widzów którzy nie obserwują tych innych historii na tym tracą niestety.

  5. maladict

    Tak mnie od dłuższego czasu jedna rzecz nurtuje – od kiedy spoilowanie stało się tak haniebną zbrodnią, że zasługuje na osobny krąg w piekle i dlaczego? Bo pamiętam, że pacholęciem będąc, zasiadając do filmu typu Terminator czy Predator miałem jego fabułę (ze szczególami) dokładnie trzy razy opowiedzianą. Ba, co więcej, taki co widział film wcześniej i potrafił go dobrze opowiedzieć z miejsca zyskiwał szacun na dzielni.
    I dlaczego? Czyżbyśmy doszli do tego momentu w rozwoju rozrywki, że wszystkie fabuły i schematy stały się ograne i przewidywalne, a przez to nudne (popularne powiedzenie głosi, że istnieje tylko kilkanaście możliwych fabuł i wszystkie wykorzystał już Szekspir)? Że w rozpaczliwym poszukiwaniu jakiejkolwiek ekscytacji, łapiemy się każdego mało prawdopodobnego zwrotu akcji? Czy GoT byłby tak popularny gdyby Martin wykazywał mniejszą nonszalancję przy zabijaniu głównych bohaterów?
    A może to element hypu, ‚zmuszający’ odbiorcę do jak najszybszego zapoznania się z utworem, najlepiej w weekend otwierający, bo wszak wyłącznie odpowiednio wysokie wpływy z tegoż dają spać spokojnie udziałowcom?
    Bo muszę się jeszcze przyznać, bracia w Gikzie, że moje podejście do SW robi się coraz bardziej meh. Dawniej jarałem się jak Londyn w 1666. Uwierzycie, że kiedy wchodziło ‚Phantom Menace’ obejrzałem najpierw dwa razy pirata a potem poszedłem dwa razy do kina?! Phantom Menace!! A teraz? Gdy filmy będą wychodzić regularnie co roku (o młodym Hanie Solo, o młodym Obi-Wanie, spin off dla boby Fetta, spin off dla Huttów)? Nicponia1 obejrzałem na DVD i to tylko dlatego go kupiłem, bo brakowało nam kilku funtów do kuponu zniżkowego. A może powinienem się wyżalać pod poprzednim wpisem bosmana…

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @maladict

      Czasem spoilery potrafią być zabójcze. Jeden z filmów mojemu kumplowi opisał jego kumpel zdaniem: „E, a cała sprawa o to, że na końcu okazuje się, że ten facet to był duch”. I zabił tym film.

      Zresztą to wcale nie taka nowa sprawa. Jeszcze chyba w latach 70 XX w. jeden z kabaretów wyśmiewał telewizyjne prezenterki w skeczu: „Dwudziesta zero zero. Amerykański film kryminalny trzymający w napięciu do ostatniej sekundy, kiedy okazuje się, że zabójcą jest najlepszy przyjaciel bohatera”.

      1. Fantus

        @bosman_plama

        Dobrze celujesz Bosmanie. Mam wrażenie, że spoilerowanie zaczęło się od tego właśnie dzieła M. Night Shamalamayadingdonga. Opisać fabułę to jedno, zdradzić twist fabularny to drugie. Zresztą mnie też na studiach kolega uraczył spoilerem Szóstego Zmysłu. Praktycznie tak jak opisałeś. I jeszcze Logana taki jeden mi popsuł, w sumie do dziś nie oglądałem przez to.

        Najlepiej ogląda się filmy nie wiedząc o fabule NIC. Wspomniany wcześniej Szósty Zmysł na przykład – wszyscy mówią: „O chłopcu, który widzi duchy…” a potem robią znaczącą minę. Tymczasem przez dobre kilkanaście-dziesiąt minut w ogóle o tym nie wiadomo. Ot dziwny dzieciak. Tak więc po prostu do kina i już :)

    2. aryman222

      @maladict

      Wśród dzisiejszej gimbazy (może i w LO) też pewnie znajomość hitów i ich fabuły jest PRO, więc spoilowanie jest powodem do chwały. Ale my tu na gikzie dyskutujemy między starymi pierniakmi (+/- 30-40 letnimi), którzy już widzieli wszystko (3 razy) i chcą doświadczyć czegoś choć odrobinę wyjątkowego i/lub zaskakującego. Inna sprawa, że dzisiejsza młodzież ten poziom nasycenia i przesycenia osiąga znacznie szybciej, bo znacznie więcej konsumują. Ja w liceum w kinie byłem może 4 razy w roku, dzisiejsza młodzież tyle razy odwiedza kino w miesiącu; toteż i na portalach z młodszymi czytelnikami spoilerowanie jest faux pas.

  6. furry

    Oj, Bosmanie, miałem nie iść, a namówiłeś. Możesz pokazać ten komentarz komuś z Disneya, będzie prowizja, jeśli trzeba podeślę skan biletu.

    Ale pewnie zaczekam do środy, gdyż niestraszne mi spoilery, a cebula we mnie silna. Zastanawiam się tylko, czy warto iść na 3D, bilet jest dwa razy droższy, mógłbym pójść dwa razy na 2D.

  7. Fantus

    Jedyne co mnie dziwi to zaskoczenie, że Kylo Ren jednak daje radę. Od początku czułem w tym dziwolągu potencjał i chyba to jedyny punkt, w którym aihS podzielał moje zdanie. Typowy „bad guy” by się tutaj nie wkomponował, a ten cały Driver to na serio dobry aktor. Jak dorośnie to jeszcze będzie z niego Steve Buscemi.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Fantus

      Myślę, że to nie jest kwestia aktorstwa, co napisania roli. Cóż z tego, że te dwa, trzy lata temu był dobry aktorem, gdy nie miał za bardzo czego grać, bo mu postać napisano tak, a nie inaczej. Więc nie chodzi o to, że Adam Driver daje radę, ale że daje ją Kylo Ren. Że mu wreszcie tę postać napisali jakoś.
      A w link nie kliknę, bo wszyscy dobrze wiemy kto i co NAPRAWDĘ pod nim śpiewa:).

  8. PeteScorpio

    Jeżeli ktoś ma możliwość to polecam seans w IMAX. 3D wypada bardzo dobrze a i rozmycie jest mniejsze niż w wielu innych filmach z sekwencjami akcji.
    Jeżeli ktoś się wynudził na Przebudzeniu Mocy to tutaj też się wynudzi nie ma co ukrywać. Jednak gdy na ekran wjeżdża przysłowiowe „mięso” to Paaanie, klękajcie narody. Wizualnie najwyższa półka. Ostatni Jedi jest dłuższy o 15 minut od Przebudzenia Mocy i moim zdaniem ten kwadrans został źle wykorzystany.Spokojnie można było upakować w śliczną 15-minutową paczuszkę jeszcze jedną potyczkę, jeszcze jedną walkę, jeszcze jedno pju pjiu…takie to było dobre.

  9. Kerdej99

    A ja jestem właśnie tym bardziej rozczarowany tym filmem, że kilka naprawdę dobrych i ładnie pokazanych pomysłów zalano kinem familijnym najgorszego sortu- a humor o wiele gorszy niż w TFA, bo ktoś tu nie znał umiaru i napakował tych zwierzaków bez ładu i składu. Poza tym wybrali zbyt bezpieczne zakończenie… wystarczyło by skończyć 25 minut wcześniej… albo 10 minut wcześniej… albo chociaż nie pokazywać przedostatniej hurraoptymistycznej sceny (akurat ostatnia była świetna). No i np. uważam że z BB8 przeszarżowali tak jak z R2 w prequelach… dodali mu w tym filmie jakichś niesamowitych skilli, że przestało mnie w ogóle interesować co się z nim stanie… No i SPOJLER dalej nie wiem po co ten Snoke był i skąd się wziął, dlaczego wszyscy są w jego Porządku ubrani jak Imperium 2.0. a on jako jedyny nosi złoty szlafroczek zamiast czerni.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Kerdej99

      Moim zdaniem zakończenie byłoby inne gdyby nie śmierć Carrie Fisher. Twórcy tej serii szykowali trzeci film dla niej, tak jak pierwszy był dla Hana drugi dla Luke’a. No ale plan wziął w łeb i trzeba było żegnać Leię już teraz. To wciskali ją gdzie się dało i starali się wykorzystać każdą nakręconą scenę.
      Czy zakończenie jest bezpieczne?

      ups Pokaż
      1. Kerdej99

        @bosman_plama

        Bezpieczne w tym kontekście, że dalej mamy dobrą Rey i rebeliantów w Sokole i tych złych z Benem i coraz ciekawszym generałem. Po prostu gdyby po walce w czerwonym pokoju Ben zamiast cisnąć po rodzicach Rey powiedział – dołącz do mnie, dam uciec twoim przyjaciołom, potem przytrzaśnięmy cała galaktykę w poszukiwaniu twoich rodziców i ona z wachaniem podała by mu rękę … i wtedy koniec… To wyszedł bym z kina do kasy od razu po następny bilet – a tak pod dalszym natłokiem cudownych ratunków w ostatnim momencie (może Johnson się w Trylogi Husyckiej zaczytał) tylko Lukę z Kylo ratuje film. Przy okazji sama postać Rey z początku filmu (jaskinia) i z force awakens to trochę inny charakter, niż Rey pod koniec, trochę wyszli z jej roli i nie podoba mi się ten kierunek.

  10. Zwirbaum

    Pewnie #nikogo – ale moje zdanie o tym filmie – film nierówny na trzech płaszczyznach. Powtórzę tutaj po części to co powiedziałem w mojej recenzji

    Pod względem jakości – jedna świetna scena poprzedzona i po niej następuje zła/tragiczna idiotyczna scena. Po paru takich złych scenach i przeplataniu tego wszystkiego już widziałem czego się spodziewać po filmie -i tego że już do końca filmu będą złe sceny i dobre. Pozostaje taki niesmak, którego nie da się pozbyć w pełni do kolejnej sceny i gdzieś tam to się odkłada coraz bardziej. Niektóre sceny jak to już wiele osób wspominało wybijało żenadometr albo cojatukurderobięmetr.

    Druga nierówność to ton – zmiana o parę skal tonu co i rusz w połączeniu z pierwszą ‚nierównością’ jeszcze bardziej wybijało mnie z filmu i budowało poczucie niesmaku. Wiele takich scen, można byłoby sobie darować albo zmienić je, żeby żenadometr nie wył jak opętany.

    Trzecią nierównością to jest jego zakończenie – do pewnego momentu, który wręcz wydaje się idealnym zakończeniem filmu – dochodzi do ponownego ‚rozładowania napięcia’, szybkiego ‚rozwinięcia’ i kolejnego punktu kulminacyjnego. I potem znowu. I znowu. itd. Mnie osobiście to męczyło i sprawiało że po pewnym momencie przestałem się już przejmować tym co się dzieje – kiedy dochodziło do kolejnego momentu ‚kulminacyjnego’.

    Szkoda że nie było tu utalentowanych edytorów, którzy dokonaliby cięć/korekt/przestawień itd. jak w przypadku Nowej Nadziei, gdzie praktycznie im można zawdzięczać sprawienie że film stał się tym czym się stał. Dlaczego szkoda? Bo jest w tym filmie też sporo świetnego i dobrego materiału, który spokojnie by starczył na dobre Gwiezdne Wojny, a tak dostaliśmy rozwleczony film, który sprawia że patrzę z coraz większym niepokojem na przyszłość Star Wars.

    1. Cayden Cailean

      @Zwirbaum

      To prawda – sam miałem wrażenie że ten film miał ze 4 końce. Powinni spokojnie zakończyć to z 15 min wcześniej.
      Ogólnie film nie był zły, solidne 7,5/10 [a gdyby nie ta jedna nieszczęsna scena z Leią to dostałby nawet 8,5/10 :E ]
      Oprócz tego też mi się bardzo nie podobało przeplatanie scen patetycznych gagami z porgami, a cały wątek buntu był tak bez sensu że witki opadają. Co gorsza był niepotrzebny, bez tego spokojnie można by też wysłać Fina po hakera…

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @Cayden Cailean

        Wątek buntu był bez sensu, ale… był interesujący.
        Buntownicy zastosowali typową dla SW taktykę – garstki szczęściarzy przeciw Goliatowi. Tyle, że wyszło inaczej niż zwykle w SW. Z drugiej strony pani admirał bez mózgu zastosowała nie mniej popularną taktykę bez taktyki, co też się skończyło jak się skończyło.
        Co przeurocze – jedni drugim nie chcieli za nic zdradzić swoich planów taktycznych, choć wcale się nie wykluczały i teoretycznie wprowadzenie w życie ich obu zwiększało szanse na ocalenie.
        To jest właśnie Rebelia w działaniu.

  11. mr_geo

    Moje osobiste zdanie o filmie skrystalizowało się po pierwszych 5 minutach, kiedy oczy me ujrzały scenę „nalotu bombowego” gdzie rzędy złowrogo czarnych bomb z jeszcze bardziej złowrogim czerwonym ledem zwolnione z pionowych szynowych zasobników posypały się W DÓŁ jak złowrogi grad na złowrogi okręt imperium.
    W zerowej, karwa, grawitacji.
    A bohaterska pilotka która je zwolniła, próbowała wcześniej zrzucić te nokie co niby sterowała całym tym cyrkiem leżąc w luku bombowym otwartym na zewnętrzną próżnię wrotami wielkimi jak stodoła i nie wykazując choćby minimalnego dyskomfortu związanego z faktem że przebywa w środowisku o temperaturze bliskiej 0 kelwinów i takimże zerowym ciśnieniu.
    Po tym wszystkim numer księżniczki z przelotem do najbliższej śluzy „na Supermana” nie był już niczym specjalnym.
    Ja wiem, SW nigdy nie były bardzo „science”, a za to bardzo „fiction”, ale są pewne granice. Ten film stał się pastiszem samego siebie.

      1. mr_geo

        @lemon

        Istnieje, w moim mniemaniu pewien poziom logiczności i wewnętrznej spójności którego film nie powinien się przekraczać, nawet gdy prezentuje czystą klasę rozrywkowo-fantastyczną. Bo jeśli przekracza, to wtedy popada w absurdalną i niezamierzoną śmieszność. Sorry, ale Łostatni Dżedi granicę tą zostawił tak daleko za sobą że jej już nawet na horyzoncie nie widać.

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @mr_geo

          W pełni się zgadzam, dlatego R1 mam za padakę.
          W TLJ popełnili kilka baboli kalsy R1 niestety, ale akurat spadających bomb bym do nich nie zaliczał, bo w kosmosie, w którym właściwie nie ma próżni (dźwięki się rozchodzą a X wingi manewrują jak w powietrzu i… przy grawitacji) pojawiająca się okazyjnie grawitacja to jakby część franczyzy. To się nawet nie tyle nie kłóci z wewnętrznymi zasadami świata, co raczej w nie wpisuje.

          Natomiast zrobienie super wolnych bombowców po to, żeby urósł dramatyzm to już zagranie na granicy. Niby da się je wytłumaczyć, ale trzeba ku temu sporo dobrej woli. Niestety, cała akcja z ucieczką jest znacznie gorsza, bo tam trzeba już pokładów dobrej woli. Żeby wytłumaczyć sobie taktykę obu stron konfliktu już dobra wola nie wystarcza, trzeba przyjąć, że obiema dowodzili skończeni kretyni. Co oczywiście też mogłoby być interesujące – w rzeczywistości też tak bywa, tylko w fikcjach zawsze znajdują się utalentowani dowódcy przynajmniej po jednej stronie. Więc ukazanie akurat w GW, że dowódcami (nawet tych dobrych) mogą być idioci to właściwie przełom w kinematografii:D. Szkoda tylko, że film próbuje nam wmówić, że panie: admirałka i księżniczka to wielkie umysły i geniusze strategii:P.

          No a potem wisienki na torcie. Jedna z tym bohaterskim zwrotem przez hipernapęd i druga z mistrzem Jedi, co to pośmiertnie miota piorunami. Obie (choć druga ciut mniej) wywracają jednak fizyczne założenia cyklu.

        2. Wyspa

          @mr_geo

          Bosman juz napisał ale w SW i to w kanonie nie takie akcje się trafiały.
          Latanie w przestrzeni kosmicznej tylko z maską tlenową, bez jakiegokolwiek kombinezonu to nie pierwsza taka akcja. Podobnie zresztą jak siedzenie w statku przy otwartych włazach w kosmosie.
          Zresztą już w starej trylogii Han z Leią popierdzieliło w próżni tylko z maskami tlenowymi (scena w „jaskini” z imperium kontratakuje). Do tego w Clone Wars (seria TV) Asoka i Anakin nie raz w samych maskach tlenowych popierdzierali po zewnętrzach statków itp.
          A no i praktycznie zawsze statki spadają w dół w stronę planety jeżeli ta jest w pobliżu :D .

          Używając naszej fizyki ciężko wytłumaczyć to wpierdzielanie w próżni w samej masce tlenowej. Ale to spadanie można wytłumaczyć ew. tym ze sa na orbicie planety, więc w sumie moze nie sa na stabilnej orbicie a po prostu w polu grawitacyjnym… a fakt że na statkach sobie siedzą sobie przy otwartych włazach to nei wiem czy czasami nie jest wytłumaczone tym że mamy jakieś pole które nam atmosferę w statku trzyma i tylko nagłe przerwanie pola (np rakieta s mostek) chwilowo je neutralizuje :)

          Anyway z tego wszystkiego jak bosman pisał wszystko już w tym świecie gdzieś było… nawet jak nie w filmach to w serialach czy komiksach :D

          I tu niestety dalej potwierdza się moja teoria że obecnie oglądanie SW bez znajomości szerszego lore jest „wykastrowanym” doświadczeniem i na tym polu wszystkie te nowe filmy dają ciała… nie działają po prostu dobrze jako standalone i mają sens tylko w kontekście szerszego uniwersum.

          Choć i tak TLJ wcisnął wielki czerwony guzik z napisem RESET na galaktyce… i mam wrażenie że o ile postaci jako takie sporo w tym filmie zyskały to twórcy stwierdzili po prostu walić to i ucięli większość ciekawych wątków nad którymi fani dywagowali i na temat których teorie snuli :)

  12. Nitek De Kuń

    To ja tylko dorzucę, ze byłem wczoraj, lekko zespoilowany, choć właściwie nie było to specjalną niespodzianką. Był facepalm wiadomo-kiedy, uchichrałem się czasem, siedziałem, trochu jak na szpilkach, imax 3d zrobił robotę, a pierwszą grą o sw e8 jest FTL.Bardzo fajne SW, przygoda pełną gębą no i sporo pju pju z historyjką, która uszyta i prowadzona była całkiem zacnie. Mimo, że seans lekko długi, w ogóle nie czuć i tak serio to szybko poczułem, że cholera, to jest takie fajne, że nie chcę żeby się kończyło.

  13. Probabilistyk

    A ja wczoraj byłem na filmie i ogólnie to zgadzam się wami wszystkimi. Film można odbierać na wiele sposobów, zależy czy jest się fanem w 100% czy osobą zdroworozsądkową :-)

    Jednak coś innego mi się spodobało, przed seansem leciała zajawka nowego Jumanji – zapowiada się na niezłe efekty w IMAX :-)

  14. Revant

    Również mam już za sobą seans i zgadzam się głównie z bosmanem. Filmy w skali szkolnej to mocne dla mnie 4, a niektóre sceny to nawet mogłyby zawyżyć do 4+. Bardzo przeszkadzał mi przesyt treści, choć forma całkiem dawała radę. Wyszłoby to jednak lepiej gdyby podzielili materiał na ze 2 filmy i rozbudowali parę wątków, a tak to troszkę za szybko akcja przeskakiwała. Prawdopodobnie czeka mnie jeszcze jedno obejrzenie i ciekaw jestem, czy tym razem przejem się treścią, czy po prostu skupię na formie i będzie git ;)

Powrót do artykułu