Pięć bezbohaterskich zdań na piątek

bosman_plama dnia 5 maja, 2017 o 8:52    23 

misfitstyt

Odnoszę wrażenie, że już kiedyś tu o tym pisałem. Ponieważ jednak minęło trochę czasu, podczas którego superbohaterski interes rozkręcił się na całego, warto może przypomnieć o niemłodym już serialu idącym z superbohaterami nieco pod prąd. A właściwie: bardzo pod prąd. Mowa o Misfits, angielskim serialu z superbohaterów mocno sobie pokpiwającym. Jeśli jeszcze go nie widzieliście, wytłumaczę, dlaczego powinniście naprawić to niedopatrzenie.

Obecnie czołowym dowcipnisiem w świecie herosów jest Deadpool. Jednak ten koleś to właśnie taki żartowniś, zabójczy błazen. Można się bawić przy jego przygodach, trudno jednak oczekiwać, żeby zaprowadziły nas one w mroczne rejony ludzkich dusz. Tymczasem Brytyjczycy, jak to oni, zrobili serial, który jest jedną wielką kpiną, ale przy tym kpiną nie unikającą poważnych tonów. A kiedy już po nie sięga, potrafi zostawić nas z opadniętymi szczękami. Nie obraziłbym się, gdyby ludzie odpowiedzialni za całą ta napuszoną „epicką” powagę w filmach obrazujących świat DC przyglądnęli się Misfits, żeby choć trochę nauczyć się jak to się robi.

misfits1ePierwsza ekipa

No dobra, ale o czym to jest?

Kilkoro młodych ludzi trafia za swoje niewielkie grzeszki pod opiekę kuratora, pod czujnym okiem którego będą wykonywać prace społeczne. Sprowadzają się one do sprzątania bez końca terenów ośrodka rekreacyjnego położonego pośrodku anonimowego blokowiska. Wszyscy bohaterowie to przybysze z raczej niższych klas, część z nich może być trudno zrozumieć bez tłumacza, bo ich akcenty potrafiłyby zaskoczyć nawet Szkotów. Wkładają obowiązkowe pomarańczowe uniformy i całymi dniami niechętnie sprzątają śmieci bądź zmywają magicznie powracające każdej nocy graffiti. Docinają sobie nawzajem, kombinują jak by tu przelecieć najatrakcyjniejsza koleżankę aż przychodzi dziwna burza, która uderzeniami piorunów zmienia ich w… No, może nie w superbohaterów, na to są zbyt egoistyczni i pokręceni, ale w ludzi obdarzonych mocami. Niekoniecznie takimi, które kojarzą nam się z superbohaterstwem. I niekoniecznie takimi, jakie bohaterom by się spodobały. Najbardziej nieśmiały z nich otrzymuje zatem dar niewidzialności. Najbardziej seksowna każdym swoim dotykiem rozpala w każdym dzikie nieopanowane pożądanie. Koleś bez końca żałujący drobnego błędu, który przekreślił jego sportową karierę będzie teraz potrafił cofać nieco czas. A dziewczyna, której wymowy nikt nie rozumie zacznie słyszeć cudze myśli.

simonTego aktora możecie znać z równie pokręconej roli w znacznie popularniejszym serialu. Znowu gra świra, ale znacznie mniej sympatycznego niż Simon z Misfits. Jako super, hm, bohater jest postacią pozytywną. Przy czym „pozytywna” niekoniecznie oznacza to samo, co w naszej rzeczywistości. Kiedy jeden z bohaterów wydziera się, że to, co mu zrobiono jest złe, inny przypomina mu: „Stary, my zabijamy ludzi”.

Co można zrobić z takim otwarciem? Wszystko.

Kiedy startowali Misfits (2009), serial Heroes opowiadający podobną historię (masa ludzie na świecie dostaje super moce) dobiegał już właściwie końca. Na ekranach rządził już Iron Man, ale ofensywa Marvela dopiero szykowała się do rozbiegu. Istniały już dwie części Batmana Nolana. Zatem superbohaterskie karty już właściwie porozdawano, teraz pozostawało czekać na efekty. W trakcie pięciu sezonów Misfits Marvel w pełni rozwinął skrzydła, a DC nieco się pogrążyło. Jeszcze nie włączył się do gry Netflix (na którym można teraz znaleźć także wszystkie sezony Misfits).

misfitsTen po prawej uciekł robić karierę w Stanach. Jeśli spojrzeć na filmografię, to faktycznie ją robi. Jest chyba jednak mniej znany od tego po lewej.

Tak więc „Wyklęci” (pod takim tytułem serial funkcjonował w Polsce, gdy pojawił się na MTV) pociągnęli od początków obecnej fali superbohaterskich opowieści do czasów jej pełnej świetności (2013, kiedy serial zakończył się na piątym sezonie). I ani przez moment nie przestali być wyjątkowi. I nikt chyba nawet nie próbował zbliżyć się do ich stylu. Jak bowiem naśladować serial, w którym zdanie: „wypieprzę z ciebie szatana” jest wypowiedziane najzupełniej serio i dosłownie, wpisuje się przy tym w spięcie chyba ze trzech wątków, z których jeden jest super poważny a drugi równie super poważny, ale niewiarygodnie pokręcony? W którym przaśny humor miesza się z subtelnie (choć przy akompaniamencie symfonii wulgaryzmów) rozegranymi kwestiami psychologicznymi. W którym najpoetyczniej o miłości mówi obłąkany traumą furiat, a moc można wypędzić z człowieka przez stosunek seksualny? Ten serial był tak niewiarygodnie przekręcony, że o ile wiem Amerykanie nawet nie próbowali nakręcić jego własnej wersji. A to już coś.

rudy

Raz świr – na zawsze świr. Po tym, jak zagrał Rudych w Misfist, Joseph Gilgun trafił do Kaznodziei jako Cassidy.

Bohaterowie Misfits mają potężne problemy z sobą nawzajem, w relacjach z rodziną i ze swoimi mocami. Właściwie nie próbują (z drobnymi wyjątkami, na przykład lecą zabić Hitlera) ratować świata. Raczej starają się wyplątać się z kabał, w które sami się wpakowali. A przy tym chleją, ćpają, bzykają się w różnych konfiguracjach, migają się od roboty jak potrafią i wręcz nałogowo zabijają kolejnych przysyłanych im kuratorów. A przy tym – należy o tym wspomnieć – burza nie odmieniła tylko ich, lecz całą masę innych ludzi w mieście. I prawie każdego w pokręcony sposób. Trup ściele się więc gęsto, pomysły scenarzystów przekraczają wszelkie skale (koleś, który – dosłownie – postrzega świat jak grę komputerową? Proszę bardzo. Staruszka młodniejąca na zawołanie, by bzykać nastolatków? Czemu nie. Dosłowna i fizyczna osobowość wielokrotna – na zamówienie.). A wszystko to opowiedziane z czarnym humorem, zgryźliwie, sarkastycznie a zarazem bez litości dla nas wszystkich.

karla cromeW Misfits równocześnie twarda i zagubiona wylądowała potem Pod Kopułą. O tym drugim serialu niech Nitek opowie, on go kochał.

No i dla bohaterów. Bo nikt, z początkowej piątki nie dotrwa do ostatniego sezonu. Przy czym owo znikanie bohaterów miało różne przyczyny. Kiedy twórcy je planowali, potrafili podporządkować tematowi odejścia postaci cały sezon. Czasem jednak aktorzy odtwarzający główne role potrafili ich zaskoczyć. Jeden postanawiał nie przedłużać kontraktu i robić karierę a Ameryce. Ponieważ zabrakło czasu, by pokazać to w serialu, nakręcono krótki odcinek webowy, bardzo złośliwie ukazujący przyczynę odejścia postaci. Innym razem aktorka narozrabiała (niczym odtwarzana przez nią postać) i naprawdę wylądowała w pomarańczowym kostiumie skazana na prace społeczne. Do końca serialu dotarła więc zupełnie inna ekipa, niż ta, która rozpoczynała podróż. Prawdę mówiąc z początku ci nowi wydawali mi się gorsi (moce mieli zdecydowanie mniej interesujące). W efekcie… Przerwałem oglądanie serialu. I kto wie, gdyby nie Netflix, może bym do niego nie wrócił. A byłby to błąd, bo ta niemrawa pozornie ekipa rozkręca się potem niesamowicie. Nowi mają własne problemy, częściej od poprzedników stają przeciwko sobie i – niestety – nie mordują już tak nałogowo kuratorów (choć wątek zostaje utrzymany, a w finale rozegrany w zabawny sposób).

antoniaJeśli więc jakimś cudem przegapiliście Misfits, dajcie im szansę. I niech to nie będzie szansa jednego odcinka. Mnie wciągnęli od razu, ale nie zdziwię się, jeśli ktoś może poczuć się zagubiony w tej odjechanej dziwności serialu. Deadpool raczej nie przeżyłby w tym świecie. Lepiej poradziłby sobie chyba Hancock, pod warunkiem, że zamiast grzecznieć, dalej by pił. Pozostali superbohaterowie uciekliby z krzykiem. Jeśli wkręcicie się w Misfits i kupicie ich dość przaśny i mocny humor, to czeka was sporo śmiechu. Przerywanego wcale częstymi chwilami wzruszeń. Nie jest tak, że nie trafiają się słabsze odcinki. Ale warto zaryzykować. W końcu to tylko po osiem odcinków na pięć sezonów. Mniej więcej tyle co 1,5 sezonu tradycyjnego amerykańskiego serialu.

misfits2eDruga ekipa

 

Dodaj komentarz



23 myśli nt. „Pięć bezbohaterskich zdań na piątek

  1. powazny_sam

    Dzięki, szukam właśnie jakiegoś tasiemca do weekendowego oglądania i jak na razie bez skutku. Zmęczyłem „Legion” (pierwszy raz zasada trzech odcinków zawiodła…) próbowałem drugi sezon „Daredevila” i też nie. A z angielskimi produkcjami mam głównie pozytywne skojarzenia (Black Mirror!).

  2. furry

    Po polsku serial ma tytuł „Wyklęci”. Może niedługo będzie w TVP1 po Dzienniku Telewizyjnym?

    W ten sposób prawie poszliśmy w liceum na „Dzień Niepodległości” z Willem Smithem :mrgreen: , Sprawa się rypła, jak już byliśmy w szatni, ale na usprawiedliwienie Ciała Pedagogicznego dodam, że faktycznie był listopad.

    PS. „Łotr 1″ zaliczony wczoraj rzutem na taśmę, skończyłem o 23:52. Jak sobie potem sprawdziłem w IMDB, gościa który wyglądał jak Mads Mikkelsen grał Mads Mikkelsen.

    Teraz mogę spokojnie przeczytać recenzję Bosmana.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @/mamrotha

      W pierwszym sezonie każdy odcinek to inna historia, spięta bohaterami i wątkiem zabitego kuratora nr.1. Przy czym starają się w każdym odcinku przybliżyć innego bohatera.
      W drugim sezonie bohaterów już znasz, ale też trzymają się zasady: jeden odcinek-jedna historia, a ty się człowieku zastanawiasz jak i kiedy zginie nowy kurator.
      Trzeci sezon jest podporządkowany historii pary bohaterów, która spina całość. Wraz z ich odejściem następuje coś jakby finał pierwszej ekipy.
      Czwarty sezon to budowanie nowej ekipy (coś jak w pierwszym sezonie).
      Piąty sezon znów spina jedna historia (babcia wieszcząca przyszłość w wyszywanych w amoku sweterkach).
      Przy czym nawet gdy sezony (jak 5 i 6) mają wątki przewodnie, to i tak każdy jeden odcinek opowiada dodatkowo osobną, zamkniętą w odcinku historię. Zwykle wiążą się one z tym że ekipa spotyka kogoś z mocą i co z tego wynika, ale nie zawsze.
      No i sezony mają po 8 odcinków, więc raczej się nie ciągną.
      Sezony 1-3 to pierwsza ekipa a 3-4 druga. Nie ma między nimi właściwie związków fabularnych.

Powrót do artykułu