Offca paczy na książki zbójeckie, patch 1.0

thesheep dnia 30 lipca, 2014 o 8:32    141 

fragonard

Skończony: A co się dziwisz?* :)

Zgodnie z zeszłotygodniową zapowiedzią dzisiaj przed Wami dokończenie tekstu o zapachach. Zdecydowałam się wypuścić go w formie darmowej łatki, więc Wasze karty i zielone mogą odetchnąć z ulgą.

Chciałam Wam opowiedzieć jak mroczna historia Grenouille’a (głównego bohatera Pachnidła) zainspirowała mnie do podróży. Przykro mi deathclaws, nie chodziło więc orgię. Nie tym razem. ;) Natomiast brum75 ponownie dowiódł, że zasługuje na tytuł czytelnika pierwszej klasy, gdyż poprawnie zidentyfikował cel mojej podróży na podstawie zdjęcia tytułowego. To z książki dowiedziałam się o istnieniu Grasse, miasta specjalizującego się w produkcji perfum. Ze względu na to, że, pododnie jak Grenouille, pół życia poszukiwałam zapachu absolutnego, postanowiłam odwiedzić to miejsce. Nie chciałam się kształcić w perfumologii, więc nie zabiłam wielu niewinnych osób, ale miałam problem ze znalezieniem zapachu, który by do mnie pasował. Swoją drogą ciekawi mnie, czy dla Was to też było wyzwanie. :) W każdym razie nie chciałam być następną Chanel czy inną znaną marką, te perfumy miały być wyjątkowe.

Grasse

Kiedy więc pojawiła się okazja wyjazdu na południe Francji, to wiedziałam, że Grasse z pewnością znajdzie się w moim planie podróży. Z rozmysłem nie czytałam przewodników, nie szukałam informacji w internecie, to mąż przygotował plan dojazdu. Tak bardzo chciałam przyjechać z literacką wizją i skonfrontować ją z rzeczywistością. Ech, naiwna. :) Owszem, miasto usytuowane jest malowniczo na zboczu górskim i praktycznie wszędzie rozciągają się niesamowite widoki. Tylko te bloki, cementowe kominy, asfalt, wszystkie te elementy nie pasowały do mojego wyobrażenia o tym miejscu. Wizja Süskinda była tak sugestywna, że dość ciężko było mi zaakceptować rzeczywistość. Westchnęłam głeboko… i od razu zakręciło mi się w głowie. Lawenda, piżmo, wanilia, istne szaleństwo zapachów, które przypomniało mi o właściwym celu podróży.

perfumyPewnie, że znalazłam te perfumy, te jedyne. :D Uwielbiam nosić je latem, bo to bardzo ciepły zapach i świetnie komponuje się ze słoneczną pogodą, a najlepiej z letnią nocą. Kupiłam je w największej chyba perfumerii, więc nie zostały skomponowane specjalnie dla mnie. Ale czuję się tak dobrze z tymi cytrusami i imbirem, cieplejszymi nutami jaśminu i cedru, że już nie potrafię się z nimi rozstać. Co prawda właśnie się kończą, ale na szczęście mogę je kupić też w Polsce. Inspiracja historią Grenouille’a przyniosła więc dobre owoce. :)

Pojechaliście w jakieś miejsce, bo przeczytaliście o nim wcześniej np. w powieści? Jeździcie do Wenecji albo Davos, bo czytacie Manna? Pociąga Was Paryż Hugo albo Londyn Conana Doyle’a? Czy też wolicie mroczny Edynburg Rankina? A może już przemierzyliście pół Europy śladami Roberta Langdona? ;)

* za słowo rozpoczynające dzięki należą się Punisherowi (cytat z czata twitchowego)!

Dodaj komentarz



141 myśli nt. „Offca paczy na książki zbójeckie, patch 1.0

              1. Nitek De Kuń

                @Probabilistyk

                Nie przeczę, że nie trzymacie, ale jednak nikt się nie garnie powiedzieć – tak, jak pojawią się kutachy, rozklapciochy, pornuchy czy jakieś treści wulgarne i nieodpowiednie – będę raportował.
                Nie mamy age gate, przychodzą tu matki z dziećmi, ojcowie z pociechami, a to trochę jak otworzenie puszki pandory. Nigdy nie wiadomo co wpadnie.

                I tak, żałuję że nie może być porno. Na jakim my świecie żyjemy.

              2. MusialemToPowiedziec

                @Nitek

                Tyle że nawet komentarzy takich nie pamiętam – tylko „było, ale ktoś pokazał TO czy TAMTO więc już nie ma” i „na dzień dzisiejszy jest tylko opcja WSZYSCY albo TĘCZOWY KOŃ”.

                Anyway, fakt, WSZYSCY to ryzykowny biznes. Trzeba by przydzielać powera per osoby.

              3. urt_sth

                @Nitek

                Fajna sprawa, ze dwa razy miałem ochotę wkleić jakiś obrazek, ale osobiście uważam ten krok za ryzykowny. Co prawda rejestracja chyba jest już po zaproszeniu, no ale nie wiemy kto się zdążył „ukryć”.
                Weźmy taki sex_login, jakie to stworzy dla niego możliwości.

                My jako użytkownicy nie ryzykujemy, ale w naszej przestrzeni prawnej masz już pod górkę zdaje się. Co prawda jesteś niemal 24/7 on-line i szybko reagujesz, jednak wystarczy się odwrócić a ktoś ten przysłowiowy sztylet w plecy wbije.

              4. nieja

                @Nitek

                Haha! Witam po wakacjach.

                Prawda to (matki z dziecmi na reku itp).
                Jak czytam gikza (komentarze) to dzieciaki uwielbiaja scrollowac w gore i w dol.

                Ze starszym (5/6 lat) ucze go czytac na nazwach uzytkownikow.
                Z mlodszym (2 lata) sie chichramy jak scrolluje w gore i dol i zatrzymuje na dziwnych awatarach.
                Jest Konik zwany Horsi, Piesiek zwany Dogi, Owca i bardzo duzo obrazkow nazywanych Pan albo Dziad (bez obrazy Bosman…).
                Czesto musze tlumaczyc obrazki w art. – co nie jest zle, bo czasem ciekawe historie mozna wymyslac.
                Nagie ciala problemem nie sa – ale lekcji gineko/proktologii juz prowadzic bym nie chcial.
                Plus jest taki, ze jak mam otwarta strone, ktora „czytam” to nikt w nic nie klika :-D

              5. Nitek De Kuń

                @nieja

                O, widzicie ;)

                Dzięki braku obrazków nie ma też spiny podczas przeglądania gikza w miejscach niedozwolonych, a przynajmniej w takich, gdzie ktoś może zajrzeć przez ramię ;)

                Wezmę to pod rozwagę, ale nawet jeśli, to nie nastąpi to mega szybko : )

                Lubię przeglądać dyskusje na anglosaskich stronach, gdzie obrazki są w komciach, bo czasem układa się w to zacny flejmik czy tam historyjkę. Jestem fanem, skrótowo ujmując.

                Temat wpisany pod rozwagę, zwłaszcza, że może rozwalić układ mobilek ;)

  1. bosman_plama

    Kiedy byłem małym chłopcem (hej) każdy las stanowił dla mnie odbicie Stumilowego Lasu z „Kubusia Puchata”. Między jakie drzewa bym nie wszedł, szukałem wśród nich Trzech Wielkich Sosen i chodziłem śladami mojej ulubionej wówczas literatury bez konieczności odwiedzania innych krajów.

    Później zachciało mi się pojechać do Moskwy, żeby połazić śladami Behemota (kota), ale uznałem to za zbyt pretensjonalne.

    A kilka dni temu szedłem przez pogranicza Śródmieścia i Kazimierza w towarzystwie dwóch świetnych pisarzy i nagle jeden z nich wskazał którąś z kamienic oznajmiając: „Tu właśnie mieszkała rodzina Chochołów”.
    „W tej?” – zdziwiłem się – „Wydaje mi się zbyt zadbana. Kamienicę Chochołów zawsze wyobrażałem sobie jako taką o podniszczonej elewacji. Na przykład ta obok byłaby idealna.”
    „W porządku” – zgodził się autor „Chochołów”. – „Proszę bardzo. W takim razie to ta obok, skoro tego sobie życzysz”.

            1. urt_sth

              @Beti

              Niby racja, kąpiel w rajstopie na cale ciało, na dodatek omijając sezon zabójczych meduz. Chodzenie po parku aby hałasować etc. Da się żyć, niestety nie da się wykluczyć przypadkowych kontaktów i o ile dzieje się to w mieście w parku, czy w ubikacji w hotelu, to na szybką pomoc możesz liczyć, ale co jak zachęcona literaturą ruszasz w dzicz lub tzw interior?

              1. Beti

                @urt_sth

                Jak ktoś nie lubi klimatów survival (i nie chodzi mi tu o gry) to tego nie pojmie ;) Jedziesz w Amazonie i myślisz tylko czy czasem nie masz na plecach jakiegoś jadowitego zwierzątka lub czy za krzaczorem nie czai się dżunglowy predator ;) Broń Boże, żeby zmoknąć do suchej nitki.
                Jak byłam w górach teraz, na szlaku zobaczyłam świeży odcisk łapy niedźwiedzia. Adrenalina była,bo przecież podobno w całych tatrach jest z 16 osobników? I akurat ja trafiłam na ślad jednego ;)

              2. furry

                @Beti

                Miałem ubaw jak z przyszłą jeszcze wtedy żoną schodziliśmy do schroniska w Roztoce i usłyszeliśmy niezbyt odległe ryki. Ja z kamienną twarzą „no niedźwiedzie, przecież w Tatrach są niedźwiedzie”.

                Spoiler! Pokaż

                A survival spoko, mogę spać w rowie, tylko żeby nie było tych trzech rzeczy które wymieniłem. Tzn. robaki spoko, mogą być, ale „nasze”.

              3. Nitek De Kuń

                @furry

                Na plaży śpi się spoko. Zlęknąć można się jednak cudzych psów liżących rano po twarzy, około 6 rano jeżdżą po plaży traktorem i wypróżniają śmietniki, więc mogą obudzić.
                Podobno też straż graniczna ciśnie na quadach, więć najbezpieczniej spać zaraz koło płotku przy wydmach i śmietnika, żeby butelki ładnie tam zdać.

                Been there, done that, polecam.

              4. Nitek De Kuń

                @Marcin O

                Mam story, uwaga.

                Dawno temu, kiedy mi się chciało, kiedy nie byłem aż tak uzależniony od kompa, a odbicie se oglądałem w przepastnym CRT, pojechałem drugi raz do Słowackiego Raju. Bo zajebioza tam, podoba mi się i znajoma była i chciała góry zobaczyć. Po angielsku operowała tylko. Pojechaliśmy, kozaczę, bo znam, przecież rok wcześniej też byłem. Podobnie jak i teraz, pod namioty, bo spanie w domkach jest dla leszczy.
                Poszliśmy pierwszego czy drugiego dnia na szlaki, wszystko eloszka, spoko. Siedzimy później niepodal namiotu i się raczymy. Warto wspomnieć, że mój namiot taki zwyczajny, nie żaden koks od alpinusa, raczej za piątaka z tesco, bo i piechurem nazwać było mnie ciężko.
                Gdzieś pod wieczór po srogim raczeniu się, zawiało pogodą złym w naszym kierunku. Mówiąc to mam na myśli srogo napierdalający deszcz z każdej cząstki powietrza, wichurę, błyskawice, ogólny rozpierdol. I my w tym namiocie. i młodzieżowo tak, burza, jakieś niedobitki w butelkach, śmiesznie.
                Patrzę, coś rosi nam deszczem w środku, namiotem giba. Szybko okazuje się, że tropic stykał się z namiotem przez co zaczęło się przelewać zewsząd do środka. Nieustannie, coraz bardziej. Coś jak w kinie jaworznickim, kiedy nienaprawiany dach puścił i zalał salę podczas seansu, ale bardziej niż u mnie w mieszkaniu, kiedy dwa dni po remoncie na ścianie pojawiła się ściana wody na co spółdzielnia powiedziała, że ściana się poci (co?).
                No i leje. I grzmi. I napierdala. To ja chojrak, wychodzę, wody prawie po kostki, zaczynają grasować po wnętrzu namiotu zupki, karimaty, majtki i skarpety, wszystko pływa. Wołam koleżankę na ten deszcz, bo trzeba namiot dźwignąć jakoś i naciągnąć. Ja się staram, ona stoi. Pytam czego stoi. Bo nie widzi, bo szkieł nie ubrała. japrdl.
                Wlazła do tego namiotu, ja w tej zawierusze podbijam do sąsiedniego namiotu, bo ziomki z polski. Wiem, bo tylko Polak Polaka zapyta po ile te zimne nabyłem. Pomogą ziomusiowi, pomogą. Chwytamy te śledzie, myślałem że równo. jeb,namiot się cały prawie złożył, siarczyste plask, ze środka wypadają nasze rzeczy.
                To ja do recepcji, że domek chcę, bo mamy pieprzony armageddon. Babeczka daje mi klucz i coś tam mówi. nie słyszę, bo cała kurtka się do mnie przykleiła i zasłania uszy. Coś tam dom jakiś tam, chata jakaś tam. Pierdolę, idziemy. Te domki to taki kawałek od namiotów. Coś ze sobą wzięliśmy, ściana lasu, ciemność przerywana błyskawicami. Domki pod lasem, patrzę na kluczyk, jakiś numerek. Nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że wszystko namieszałem, bo zaszliśmy domki z lewej. tam nietoperz wokół latarni krąży. Mandragory nie drą się tak bardzo jak kobieta widząca nietoperza na wolności, uwierzcie. Szukamy tych domków, nic nie pasuje. Obeszliśmy wszystkie, wróciliśmy kawałek. Znaleźliśmy numerek odpowiadający do klucza.

                Nie pasuje

                A te trochę bardziej w lesie i bez żadnej latarni. To mówię, Ty zostać, ja napierdalać do recepcji. Wracam do tej babeczki. bez tej kurtki, bo jedyny suchy skrawek ciała miałem z godzinę temu, przed burzą, to mi wszystko jedno. Rzucam, że klucz nie działa, a ona coś tłumaczy. Że dom 1 chata 2 oznacza pierwszy domek, drugie drzwi. Ja pierdole

                Wracam

                Gdzieś po drodze słyszę jakieś wycie, krzyk, coś tam. Porobiłem się dwa z góry na dół, bo wkręciłem sobie, że to ta koleżanka. Ja jebe. Biegnę prawie, buta rozwaliłem, podbiegam w tych ciemnościach, jest! Żyje! DO tego pierwszego domku, z drugiej strony wszystkich domków, voila. Udało się.

                Pozostało nam tylko pozbierać to co zostało.

              5. urt_sth

                @Nitek

                Piękna historia. Przypominają się obozy z dzieciństwa i walka z namiotami. Teraz technika taka panie, 20s i namiot rozstawiony. Złożyć się nie złoży co najwyżej odleci.

                Z pól namiotowych to slalom po pijaku pomiędzy linkami od namiotów zna chyba każdy amator kempingu :)

              6. urt_sth

                @aihS

                Widok zaspanych ludzi wysuwających się z namiotów, później zombie mode nad kawą, ze szlugiem w szczękających zębach jest tym czymś co zawsze lubię (w moim przypadku bez papierosa) na polach namiotowych. Piękna sprawa. Stary już jestem i połamany – czas kupić większy namiot.

              7. urt_sth

                @MusialemToPowiedziec

                W południowych stanach to jest jeszcze taki mały niepozorny brązowy pająk, lubiący bardzo muszle klozetowe. Ukąszenie nie jest śmiertelne, ale toksyna o ile mnie pamięć nie myli niszczy błony komórkowe, co skutkuje martwicą po ukąszeniu. Zaraz poszukam i podlinkuję.

                Loxosceles reclusa – Pustelnik brunatny.
                Tu ładnie widać jak niepozorny jest to pająk, skutki ukąszeń można wyszukać samemu.

                PS. Panika po zobaczeniu pająka – uzasadniona.

              8. urt_sth

                @furry

                Śmiertelne nie są (zazwyczaj), kilka miesięcy opatrywania ran i po sprawie.
                Najciekawsza jaką widziałem w internetach, to sytuacja w której chyba z krwią powędrowała toksyna ramieniem tworząc martwicę w postaci „rurki”, co wymagało wpychania pod skórę długich „watek” (sznurów raczej) w celu przemywania. Nie mogłem jej akurat znaleźć, a płaty martwicy nie są już takie „interesujące”.
                To co najbardziej lubię w tym pająku (oraz w Audi S pozbawionym emblematów) to niepozorność. Takiego w Polce to biorę na rękę i oglądam, i już bym nie miał ręki jak bym mieszkał w południowych stanach.

                PS. Ostatnio w łazience zagościła bardzo ładna skolopendra. W przeciwieństwie do najczęściej spotykanych z gęstymi krótkimi odnóżami, ta miała dłuższe i mniej. Przepiękna. Ze względu na innych mieszkańców chciałem uśmiercić, ale uciekła skubana ledwie zdążyłem założyć okulary i się przyjrzeć.

  2. maladict

    A na poważniej, to jedną z umiejętności wyniesionych ze szkoły jest zdolność do pomijania opisów, a tych geograficznych w szczególności. Więc nie mam problemu – ‚Tędy przechadzałby się Abacki, gdyby wogóle istniał’. Zresztą co mnie obchodzi, którędy chodził, ważniejsze czy ktoś mu nakładł wtedy po pysku.

      1. thesheep Autor tekstu

        @urt_sth

        To wszystko przez Orzeszkową, *sigh*. No dobra, nie tylko, a generalnie przez manię katowania opisami przyrody na siłę. Ja uwielbiam czytać opisy miejsca akcji, niekoniecznie takie na 5 stron, ale raczej umiejętnie wplecione w losy bohaterów. Wtedy wszystko ma swój konteskt, wyobrażony przeze mnie oczywiście. Dlatego wolę książki niż sztuki wizualne, bo zostawiają odbiorcy więcej pola do popisu i jakoś tak… są bardziej moje. :)

  3. urt_sth

    Słonia bym zwiedził, może jakiegoś postawili w Paryżu w ramach pomnika literatury.
    Nie mam na tyle wyobraźni aby konfrontować światy literackie z rzeczywistością, choć chyba przy mocnym aniole starałem się kojarzyć co i gdzie, ale to w drugą stronę czyli znając słabo przestrzeń opisywaną w trakcie lektury sięgałem pamięcią miejsc.
    Przeniesienie ekranizacji do innego miasta wprowadziło pewien dysonans, właśnie przez me nieudolne próby lokalizacji w trakcie lektury.

  4. SzalonyBlazen

    Hmm zwiedzanie śladami książek to raczej nie pamiętam. Może w młodości Malbork po przeczytaniu Pana Samochodzika wydawał się bardziej tajemniczy ;)
    Ale za to miałem w odwrotną stronę, po wizycie w Wenecji fajnie mi się po niej biegało Eziem w Assasin Creedzie i szukało miejsc, które wydawały mi się takie same jak w realu. :) Taki wirtualny powrót na wakacje ;)

        1. urt_sth

          @Marcin O

          Ja dobrze wspominam zamek Czocha. Choć mocno „zniszczony” eksploatacją za PRLu, to nocne zwiedzanie (na nielegalu) po ukrytych klatkach schodowych z latarkami z dzieckiem – świetna sprawa.
          Generalnie łamanie zakazów z dzieckiem (w granicach bezpieczeństwa) – świetna sprawa, choć niewychowawcza.

          PS. Przypomniało mi się jeszcze wracanie po nocy w Kampinosie, a latarek było brak, tylko moja lepsza połowa była lekko zdenerwowana, za to my dwaj byliśmy bardzo zadowoleni.

    1. nieja

      @urt_sth

      Nie wiem, ktora to lektura dla nastolatek, ale chcialem czytac mlodemu ksiazki na dobranoc.
      Czytanie co wieczor jak Bob Budowniczy naprawia to, co Strach psuje jest meczace, wiec chcialem cos kompromisowego.
      Wypozyczylem 20k mil podmorskiej zeglugi (nigdy nie czytalem, wiec super wybor – mnie wciagnie fabula, a mlodego ciekawosc swiata, przygoda itp)…
      Czterolatek wowczas poddal sie chyba po 20 stronie, ja odkrylem ze czytanie na glos dla mnie nie jest fajne, a jak sie rozkrecila ksiazka to uznalem, ze koles musial pisac to z wikipedia – historie wysp, odkryc, flory, fauny – jakby to bylo opracowanie z wyprawy naukowej – i tak wyspa, za wyspa…

      Nie bede wspominal jak chcialem dziecku poczytac Robinsona Crusoe ( nie 10 stronnicowy komiks tylko cala ksiazke…) kto czytal, ten wie jak religijno filozoficzna to lektura (a spodziewalem sie fabularnego poradnika survivalu).

      No a co do wysp to od okolo roku, kiedy to czytalem Verne’a zapalalem miloscia do Nowej Zelandii – kiedys tam sie udam.

      1. urt_sth

        @nieja

        Ofca ratuj!, proszę (z tytułem). Mam identyczne wrażenia z Tomka (aktualnie na tapecie). Jak szukasz czegoś lekkiego to Baśniobór, jest przygoda, akcja, walka dobra ze złem, czary, smoki, cuda wianki.

        PS. „Ten Obcy” Jurgielewiczowej to było. Teraz przymierzam się do Stevensona i sam jestem ciekaw jak to będzie się czytało.

        1. thesheep Autor tekstu

          @urt_sth

          Ale chodzi Ci o te „Przypadki”? Bo nie w czym mam pomóc. :)
          Wyspa Skarbów może być niezła, ale czemu nie sięgnąć po Opowieści z Narnii czy Hobbita? Przecież to wieczorne opowiastki jako książki zapisane, pełne tego uroczego dydaktyzmu dla młodych odbiorców. Chociaż ja, jak już kiedyś wspominałam, wychowałam się na książkach podróżniczych, pewnie dlatego mnie ciągle gdzieś nosi. :D

          1. urt_sth

            @thesheep

            O Obcego mi chodziło (ale nie Scotta) – wujek google pomógł (lektura,wyspa,dziewczyna), bo niestety samemu za nic bym sobie nie przypomniał (ponad dwie dekady od lektury) .
            Hobbit mnie zmęczył, HP może być (dawkuję aby zmusić do samodzielnego czytania 1 tom na rok), Narnia czeka w kolejce, tak jak Władca. Dydaktyzm dydaktyzmem, ale wypisy z nieaktualnych encyklopedii (Tomek) są mało strawne, no chyba, że tablecik a w nim wiki, g.eatrh i tuba .

      2. thesheep Autor tekstu

        @nieja

        Och, Verne, pamiętam jaka byłam dumna z siebie, kiedy sama go odkryłam na bibliotecznej półce, przyniosłam do domu, a Tata dał seal of approval. :) W 80 dni dookoła świata to było, akcja toczyła się dość wartko. Poprę tu też Skandynawów – Pippi z ojcem piratem, Emila ze Smalandii, Braci Lwie Serce i tym podobne historie. Dzieci identyfikują się z postaciami, historie są dobrze napisane i na tyle proste, że nie tracą wątku słuchając. Chociaż pamięć u tych młodych ludzi jest tak fenomalna, że nawet po tygodniu nas naprostują jak przeskoczymy o stronę albo spróbujemy upraszczać.

Powrót do artykułu