Na szybko – na wzorcowo

bosman_plama dnia 15 kwietnia, 2013 o 15:55    46 

66121bc28c9d23f8a6cd26cc53117b58_XL

Dobrze jest podglądać, co piszą koledzy. Dzięki temu można przypomnieć sobie Złote Czasy Szklanej Pułapki i wpaść na pomysł własnego NS. Można go też zmarnować i wyczerpać temat w komentarzach do wpisu kolegi z poniedziałku, ale można się i z tego kłopotu wykaraskać. Wystarczająco zaplątałem i już zupełnie nie wiecie o czym będzie niniejsze NS? O wzorcach do naśladowania, oczywiście. Wiecie – Kapitan Żbik, Janek Kos. I późniejsi.

Dawno, dawno temu, kiedy świat był znacznie innym miejscem, pasjami lubiliśmy poznawać historie o bohaterach. W każdym razie ja lubiłem i egocentrycznie zakładam, że reszta ludzkości dzieliła ze mną tę pasję. Zaczytywałem się w mitologicznych opowieściach o herosach, w komiksach o kapitanach Żbiku oraz Klossie, a także w książkach historycznych opowiadających o wielkich wodzach i w powieściach przygodowych. Oczywiście to nie wszystko. Oglądałem też filmy, w których dzielni, bardzo często socjalistyczni, bohaterowie wymykali się złym i podłym, najczęściej burżuazyjno imperialistycznym bądź faszystowskim, łotrom by w finałach odnosić sukcesy. Przepadałem wprost za bohaterami Maya i Wernica. Bosman (a jakże!) Nowicki, Smuga i Tomek z powieści Szklarskiego byli mi niemal równie bliscy jak rodzina a ich postawy stanowiły dla mnie wzór do naśladowania. Na przykład od maleńkości wiedziałem, że moim ulubionym napojem – jako człowieka dorosłego – będzie rum Jamajka, podstawowe źródło napędu Bosmana Nowickiego. Na tej samej zasadzie żywiłem przekonanie, że kasza ze skwarkami zajadana przez Kokosza oraz wielkie pieczone dziki pożerane przez Obeliksa (którego znałem tylko dzięki sąsiadowi przywożącemu te komiksy z Niemiec) będą stanowić podstawę mojej przyszłej diety. I rzeczywiście, pieczone dziki (choć mniejsze porcje) kasza i rum potrafią mi do dziś sprawić nieco radości. Można powiedzieć, że moim bohaterowie z dzieciństwa w pewien sposób mnie ukształtowali.

 

bosman_nowicki.jpg

 

Później socjalizm stopniał i w moje, nieco dojrzalsze, życie wkroczyli inni herosi. Co interesujące, bohaterowie spoza Polski i Francji, jakby mniej uwagi poświęcali jedzeniu. Kto wie co jadał Indiana Jones albo Luke Skywalker? Pozwólcie jednak, że porzucę te interesujące rozważania kulturowo – kulinarne. Skupię się na czymś innym. Choć oglądając pierwsze Gwiezdne Wojny i pierwszego Indianę byłem jeszcze na tyle smarkaty, by marzyć, że kiedyś będę taki jak bohaterowie tych filmów (po latach udało mi się osiągnąć choć tyle, że nieco przypominam Kokosza), to wkrótce dorosłem jeszcze trochę i gdy bohaterami mojej wyobraźni stali się wariaci ze spluwami grani przez Bruce'a Willisa i Mela Gibsona, już nie miałem nadziei, że kiedyś się w nich przekształcę. Dorosłość zaczynała pukać do mojego mózgu. Potem przybyli inni herosi, ale do kolejnych podchodziłem coraz chłodniej i chłodniej, aż większość z nich stała się dla mnie obcymi ludźmi przeżywającymi przygody, o których wiem, że nigdy nie staną się moim udziałem. I prawdę mówiąc zdziadziałem na tyle, że mam nadzieję, iż tak właśnie się stanie – już nie marzę o życiu pośród wybuchów i kanibali. Oczywiście, duchem należę jeszcze do braci z Czarnej Kompanii, Glenowi Cookowi udało się zmienić mnie na powrót w dzieciaka. Ale to wyjątek.

 

wernic.jpg

 

Zakładam, że z Wami jest podobnie. Też mieliście i może ciągle macie swoich bohaterów z ulubionych opowieści i pamiętacie marzenia o tym, by dołączyć do muszkieterów albo westmanów, czy łowców dzikich zwierząt. Jest tak, jak sądzę, ile dorastaliście w czasach książki i kina. W czasach, kiedy gry komputerowe nie pozwalały Wam łatwo sięgnąć po spełnienia tych marzeń i wcielać się w bohaterów. W grach trudniej spotkać bohaterów, którzy mogliby stać się dla nas wzorem. W grach  wchodzilimy w ich skóry i prowadzilimy ich przez przygody, ktorych doświadczamy, zamiast tylko o nich słuchać. Ale bohater, którego odtwarzam nie będzie, raczej, dla mnie wzorem; nie będę marzył, by go spotkać i poznać. Bohateowi gry trudniej jest stać się dla mnie kimś ważnym, kimś, kogo mógłbym podziwiać. Choć gry dały nam wiele, to zastanawiam się, czy kiedykolwiek będą w stanie osiągnąć to, co książkom i filmom przychodziło tak łatwo – sprawić, by zamiast eksplorować jakiś świat, będziemy marzyć, by dane było nam go odwiedzić i spotkać tych fantastycznych gości, z którymi chcielibyśmy się zaprzyjaźnić, ale którzy będą dla nas niedosiężni a przez to tacy wspaniali.

 

kokosz.jpg

I na koniec, w imię starych czasów i bohaterów: 

Niech co Krwawy Hegemon?

 

 

Dodaj komentarz



46 myśli nt. „Na szybko – na wzorcowo

  1. Tasioros

    NIECH ŻYJE!
    Jak sobie przypomnę, że lat temu wiele, mój starszy brat pociął komiksy „Kajko i Kokosz” (które w sumie do niego należały) w paski wzdłuż hmm… obrazków, to mnie krew zalewa! Nie wiem co to miało na celu, może chciał sobie tworzyć losowe historyjki? Aż się wkur***em teraz i muszę go zbluzgać!

      1. PanHydraulik

        @bosman_plama

        Dzieki za ten swietny introspekcyjny tekst, jakbym czytal o sobie. Tez z wiekiem miewam czesciej nostalgiczne wycieczki. I tez ostatnio skrupulatnie pakowałem stare komiksy i czasopisma do kartonu z podpisem „ocalić od zapomnienia” :)
        A teraz coś innego:
        BUM TRALALA, CHLAPIE FALA …
        i co było dalej?

  2. powazny_sam

    Dostałem kupon(w formie kodu) od cdp.pl który trzeba podać przy rejestracji konta i wtedy ponoć za free dają Afterfall Insanity i komiks Trzy Przygody Szerloka Bombla. Nie zamierzam z tego korzystać, chce ktoś ?
    Aha niewykluczone że do istniejącego konta też da się to podpiąć.

  3. Goblin_Wizard

    Ja tam zawsze chciałem być Funky Kovalem. Gość miał jazdy pierwsza klasa;). No i zwiedzał cały świat (i to dosłownie). James Bond to przy nim mały pikuś. Poza tym lubiłem jeszcze „Wieczną Wojnę”. Miała fajny, ciężki klimat. Nigdy nie byłem fanem komiksów ale te wryły mi się w pamięć.

        1. PanHydraulik

          @powazny_sam

          Tak, mysle ze Ais spokojnie mogla by dorównac dzisejszym Larom i Monom. Moja ulubiona czesc cyklu to „Walka o planetę”, moze dlatego ze byla to pierwsza czesc serii, z ktora mialem stycznosc. Kreacja insektów wg. Polcha i dzis wydaje mi sie bardzo aktualna. Dżungle zrobiłbym na jakimś Cry Engine albo Avalanchu. Eh dream dream …

          1. powazny_sam

            @PanHydraulik

            Też zaczynałem od Walki o planetę. Przeczytana chyba z 50x, przeze mnie i połowę kolegów z podwórka. Potem był „Bunt olbrzymów” (pożyczony) i dużo później „Zagłada…”
            Lądowanie w Andach i późniejsze części było mi dane przeczytać dopiero w czasach „internetowych”, ale tylko ta pierwsza wciągnęła mnie jak za szczenięcych lat, jak pisałem kolejne części to już nie to.
            Czy chciałbym grę w tym klimacie…. hm… chyba niekoniecznie, czasami lepiej jak niektóre rzeczy zostają w formie wspomnień :)

  4. bosman_plama Autor tekstu

    WIELKIE PEES
    Jak się okazuje, nie wszyscy porzucili marzenia z dzieciństwa!
    [url="http://www.komiks.gildia.pl/news/2013/04/powstaje-prawdziwy-prasolot"]Tutaj możecie przeczytać o gościu, który buduje…[/url]
    UWAGA
    rampa-rampra-rampa-ram!
    Prasolot! Są i zdjęcia.

  5. urt_sth

    Kiedyś i owszem tego Maya się czytało. teraz to raczej marzę aby nauczyć się pływać i tak samotnie na jakąś wielką kałużę wyruszyć pokazując lądowi i zamieszkującym go ludziom wielki środkowy palec. A później codziennie „Kurwa, znowu morze”, ach było by pięknie, w sumie to jak superbohater – stary człowiek.

            1. urt_sth

              @thesheep

              Nad Niemnem szczęśliwie nie kazali, a Anię mogłem wyprzeć z pamięci jako „książkę dla dziewczyn”. Miałem ją pod ręką dużo później po angielsku, a nie chciało mi się szukać nic innego aby zaliczyć rozmowę o przeczytanej książce w tym języku i to był wielki błąd. Teraz czytam Autostopem przez galaktykę i w sumie mam prawie to samo, jednak przyjemność ze względu na humor o wiele większa i czytam bo chcę a nie muszę.

              1. thesheep

                @urt_sth

                To polecam wersje uproszczone w takim razie – graded readers. [url="http://www.penguinreaders.com/pr/students/index.html"]Penguin [/url]pewnie ma duży wybór literatury różnej dopasowanej do poziomów znajomości języka. Tak na wszelki wypadek mówię, jeśli wolisz czytanie bez słownika :)

        1. bosman_plama Autor tekstu

          @thesheep

          Nad Niemnem to to mroczne fantasy o wiosce w cieniu umarłych wojowników spoczywających w kurhanie w środku bardzo ciemnego lasu, ale strzegących mieszkańców wsi i pobliskiego dworzyszcza? To, w którym ludzie porozumiewają się za pomocą pieśni i tańców, a wszyscy są tak naprawdę wojownikami? I z wątkiem romansowym pomiędzy przybyszem z nawiedzonej wsi a zwyczajną, choć nieco wyobcowaną dziewczyną, którą bardzo pociągają gotyckie klimaty związane ze wspomnianym kurhanem? Taka zapowiedź Zmierzchu?

  6. Hesperus

    Pod tym artykułem mógłbym się podpisać obiema rękami i nogami, gdybym oczywiście umiał tak zebrać wspomnienia zgrabnie do kupy.. ech, kovale, cykl o ais, no i kajki („dla podkreślenia wagi moich słów Siłacz palnie pięścią w stół!” czy „łżesz rusałko, czuję że jestem kimś znacznie ważniejszym!”), a na deser „Skąd się bierze woda sodowa” (nieśmiertelne „ależ wodzu, co wódz..”), powiem tylko że naprawdę miło od czasu do czasu do tego wracać ;)

Powrót do artykułu