Na szybko – Kule znikąd

bosman_plama dnia 17 czerwca, 2013 o 11:26    26 

025df02e5de37f54d1777d24445aedb7_XL

Pod koniec pierwszego sezonu serialu "Banshee" dochodzi to totalnej rozperduchy, podczas któej kule padają ze wszystkich stron, a trup ściele sie gęsto. Nawet poboczne postaci, które mieliśmy dotąd za sztywnych gryzipiórków, chwytają w łapy strzelby gładkolufowe i szerzą zagładę. I tak właśnie powinno być, bo tak właśnie dzieje się w westernach od zawsze.

Dzisiejsze NS miało być o "Dead Island", jak zażyczyła sobie Owca podpierając ciężar słów wycelowanym, we mnie widelcem. Widelcowy argument przemówił mi do wyobraźni, ale potem, lecząc się z ogromu wrażeń po spotkaniu, na które nie dotarł Makbeton, oglądnąłem  do końca pierwszy sezon "Banshee" i zacząłem dumać o westernach. 

 

banshee_lucashood.jpg

Miasteczko Banshee. Amisze, gwiazda szeryfa i strzelanina za strzelaniną.

 

Z jakiegoś powodu nie są szczególnie popularne wśród twórców gier, choć to może się nieco zmienić, zważywszy na rosnącą popularność tego gatunku w serialach, które przecież obecnie nadają rozmachu popkulturze. Ktoś poczuł się zaskoczony? Nie może przypomnieć sobie żadnego westernowego serialu od czasu "Hell on wheels"? Ano, prawda. Ponieważ w świecie seriali popularne są westerny, których akcja toczy się współcześnie, obowiązkowo na prowincji. Zaczęło się, chyba od "Justified", gdzie koleś w prawie karykaturalnie wielkim kapeluszu wracał do rodzinnego górniczego miasteczka, by rozwiązywać w nim konflikty za pomocą spluwy i pięści. Jakiś czas później historię nieco steranego życiem szeryfa użerającego się nie tylko z lokalną bandyterką, ale także z zamieszanymi w różne ciemne sprawki Ind…   Rdzennymi Amerykanami postanowiono opowiedzieć w serialu "Longmire". Pomimo postaci szeryfa, prerii w tle i takich tam, ten akurat serial mocno przypomina po prostu prowincjonalny kryminał. Za to "Banshee" to western pełną gębą. Do tego stopnia, że widz musi parę razy zawiesić na kołku niewiarę a nawet zdrowy rozsądek, bo w normalnym świecie parę rzeczy z tego serialu by nie przeszło. Niemniej mamy szeryfa niemal znikąd, lokalnego notabla uważającego, że miasteczko stanowi jego własność, bandytów, wrednego starego bandytę z wielkiego miasta, a nawet Ind… Rdzennych Amerykanów, wśród których córka wodza miota tomahawkiem. Przymknięcie oka na te wszystkie umowności pozwoli całkiem nieźle się bawić, zwłaszcza pod koniec, gdy już znamy wszystkie postaci. A ekipa towarzysząca bohaterowi jest jedyna w swoim rodzaju.

 

Justified3.jpg

"Justified". Na południu USA świat wygląda, jakby wojna secesyjna skończyła się tydzień temu.

 

Westerny są bliskie sercom graczy. Kto, jak nie my, rozumie twardzieli stojących na straży zasad i rozwiązujących problemy ołowiem? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że seria "Fallout" zawdzięcza powodzenie między innnymi temu, że jest właśnie westernem. Postapokaliptycznym, ale westernem. "Red Dead Redemption" i "Call of Juarez" to już westerny tradycyjne, grające zresztą interesująco westernowymi schematami i archetypami. Obie gry odniosły sukces, a CoJ przegrało tam, gdzie wygrały seriale – w próbie przeniesienia westernu w czasy współczesne. Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby okazało się, że wszystko jeszcze przed nami. Max Payne, choć gra w światłocieniach czarnego kryminału, dowodzi, że schemat: "sam przeciw wszystkim" nie stracił na świeżości i popularności.  A nadchodzący "Mad Max" to przecież także western w każdym calu. Jeśli ta gra odniesie sukces, możemy spodziewać się następnych w podobnym stylu. I nie chodzi tu tylko o postapo, choć Fallout4 to kolejna gra, o której rychło usłyszymy.

 

news_longmire.jpg

Samotny, siwy i z gwiazdą na piersi.

 

Nie, chodzi mi raczej o gry, w których w krainę bezprawia wkraczają pełnoprawni, jak w "Justified", albo samozwańczy, jak w "Banshee", szeryfowie i zaprowadzają pożądek na własny, gwałtowny a skuteczny sposób. A dlaczego? Bo za nimi tęsknimy – jedni bardziej, inni mniej. I nie chodzi tu o barbarzyńców palących cygara, o których pisałem całkiem niedawno. Nie, chodzi o ten świat prostych zasad i skutecznych coltów. Inny od świata znanego ze współczesnych filmów i gier sensacyjnych. Wiecie, tych wszystkich, w których bohaterowie koniec końców zostają zdradzeni przez polityków a skorumpowani kolesie zawsze wypływają na wierzch i żaden sukces twardziela z cygarem nie jest ostateczny, Powiedziałbym, że potrzebujemy Księcia, ale to ostatnio nie wypaliło. Dlatego bohater to za mało. Potrzebujemy całego świata – jak w "Fallout", "Borderlands" i jak w "Banshee". Świata, w którym pięści niosą sprawiedliwość, a kule padają znikąd by zawsze trafiać drani. Gdzie twardziele czują się jak w domu, kobiety są zmęczone wyłącznie w seksowny sposób, a każdy dzień niesie ołowiane wyzwania, byśmy mogli przyjmować je z podniesionym czołem. Świata, który jest jedną wielką okazją do skopania kilku tyłków, gdy już skończą nam się gumy.

Dodaj komentarz



26 myśli nt. „Na szybko – Kule znikąd

            1. szelbisz

              @jozi

              Zawsze tak jest przy świetnym serialu, jak zakończą w szczycie formy to jest niedosyt, ale podobnie jak aihS obawiam sie, że mogliby nie utrzymać formy do końca i byłoby typowe gadanie „ale zjebali” itp. Chociaż z drugiej strony i teraz tak jest: „ale zjebali, ze nie dali jeszcze kilku sezonów” :p

              1. bosman_plama Autor tekstu

                @aihS

                Nie musisz szukać daleko. Ponieważ samo miasteczko istniało naprawdę, podobnie, jak większośc przedstawionych w serialu postaci, a znaczna część wydarzeń ukazanych w serialu była prawdziwa (bądź lekko tylko zmieniona), to wystarczy, że wpiszesz odpowiednie hasło w wikipedii, żeby dowiedzieć się „co było dalej”. Jasne, nie jest to scenariusz z soczystymi dialogami, ale zawsze coś. Ważne, że można poznać, m.in., losy głownych bohaterów, zdaje się aż do pierwszej wojny światowej, jeśli nie dalej.

  1. bosman_plama Autor tekstu

    Proponowałbym zacząć od pierwszego sezonu „Justified”, bo jest zwyczajnie najlepszy – nie licząc „Deadwood”, oczywiście, ale to prawie klasyczny western. „Justified” miało już pięć sezonów, niektórzy twierdzą, że ostatni już trochę słabował, ale w tym tylko znaczeniu, że był słabszy na tle poprzednich sezonów. Mnie się słabszym nie wydawał, acz na pewno różnił się od nich jak Fallout2 od Fallou1 – było w nim więcej wątków i więcej humoru.

    Przy „Banshee” trzeba przełknąć umowność (jak to z westernami bywa) i pewien nadmiar niczym nie umotywowanej golizny (jak to bywa z filmami tego producenta – koleś produkował wcześniej „True blood” – spokojnie, „Banshee” jest lepsze) oraz dużą brutalność. W tym serialu walki wręcz to nie mizianie się po pyszczkach, ale wydłubywanie oczu, kopanie po miękkich częściach ciała, odgryzanie tego i owego itp.

    1. aihS Webmajster

      @bosman_plama

      Pięć sezonów Justified? Obejrzałem trzy, wiem, że w kwietniu skończył się czwarty a piąty dopiero w styczniu 2014 :)

      Nie wiem bosmanie dlaczego nie wspomniałeś o Copper, który to serial chyba sam mi poleciłeś jakiś czas temu. Może to nie do końca western chociaż sama konwencja nadal bliska.

      1. bosman_plama Autor tekstu

        @aihS

        Fakt, pomyrdałem ilość sezonów:P.
        O „Copper” nie wspominałem, bo jednak chciałem się skupić na fenomenie współczesnych westernów. „Copper” to taki trochę „western wielkomiejski”, gdyby szukać dla niego innego określenia niż „kryminał retro”.

  2. urt_sth

    Jak już o westernach stoi, to wspomnę mój ulubiony film wojenny, ba rewolucyjny o mocno czerwonym zabarwieniu – „Garść prochu”. [url="http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=Bkua147ga_Q"]Scena[/url] posiłku* w dyliżansie – majstersztyk.

    *Nie oglądać przy jedzeniu, dla wrażliwych może być niesmaczna.

Powrót do artykułu