Maszerują Orły, maszerują

maladict dnia 1 marca, 2013 o 2:12    24 

b72f05a13b1ac0c5450ca1eea8a84bd8_XL

Wojna. Wojna się nie zmienia. Nic dziwnego, że najnowsza gra Szwedów z Paradox Interactive jest poświęcona wojnie. Tylko i wyłącznie wojnie.

Zapomnijcie o mozolnym budowaniu potęgi swej dynastii, o wymyślaniu nowych i efektywniejszych sposobów rządzenia. Nie ma handlu, technologii. Co zatem jest? Może od początku. March of the Eagles obejmuje swym zasięgiem lata 1805 – 1820, znane w historii jako okres wojen napoleońskich i rozgrywa się w Europie. Od Atlantyku po Ural i od koła podbiegunowego po Saharę. I jedną z ówczesnych potęg europejskich (Wielka Brytania, Francja, Prusy, Austria, Rosja, Turcja, Hiszpania czy Szwecja) prowadzimy do końcowego zwycięstwa, do osiągnięcia celu. Bo gra ma cel. Jedyny i słuszny, czyli światowa dominacja. Świat zdominować można na dwa sposoby – zajmując określone prowincje (inne dla każdej potęgi) a w przypadku remisu wykazując się wyższym Prestiżem. Zdobywanym oczywiście w bitwach i traktatach pokojowych.

 

Start.JPG

 

Przyświeca nam słuszna idea

Nowością w grze jest rzecz, która ma pojawić się w Europie Universalis IV i tu jest prawdopodobnie testowana – Idee. Pewnie, że były już w EUIII, tu jednak wygląda to inaczej. Co miesiąc dostajemy określoną ilość punktów Idei (zazwyczaj piętnaście) plus każda bitwa przynosi nam kolejne. Co ciekawe, za przegrane bitwy dostaje się znacznie więcej punktów niż za zwycięstwo. Prawdopodobnie chodzi tu o wyrównywanie szans i akcję afirmatywną. Za każde zebrane 200 punktów możemy odkryć Ideę – jedną z dziesięciu działów takich jak Ruch Jednostek Lądowych, Artyleria, Dowodzenie, Zaopatrzenie. I o ile pierwsze dziewięć jest takie same dla każdego państwa, to potęgi mają dodatkowo Idee Narodowe, specyficzne dla danego kraju. A zatem Prusy będą miały Pruską Dyscyplinę zwiększającą Obronę, Rosja – Kozaków zmniejszających koszt kawalerii itd. W każdym dziale jest pięć Idei, które trzeba odkrywać po kolei. Łatwo więc policzyć, że nawet przy sprzyjających wiatrach, wynikach bitew i Wydarzeniach nie zdążymy odkryć wszystkiego. Musimy się zdecydować (najlepiej od samego początku) jaki kierunek chcemy naszemu krajowi nadać i od czasu do czasu wprowadzać niezbędne i nieuniknione korekty.

 

Idee.JPG

 

Porozmawiajmy z sąsiadem

Dyplomacja nie zmieniła się zbyt wiele. Oczywiście wyleciały mariaże czy umowy handlowe. Sojusz zmienił nazwę na ‘Koalicja’ a wasal na ‘satelitę’. Zostało oczywiście wypowiedzenie wojny,  prośba i zgoda na przemarsz i wysłanie obelgi. To ostatnie to nie wiem po co skoro, jako że nie ma żadnej Niesławy i (prawdopodobnie) punktów Badboya, jeżeli chcemy kogoś puknąć to mu po prostu wypowiadamy wojnę i tyle. Zostało też wsparcie finansowe podczas wojny i pojawiła się nowa rzecz między koalicjantami – możliwość wysyłania sił ekspedycyjnych. Pewnie, że to też uprawiało się wcześniej, ale w MotE obdarowany przejmuje pełną kontrolę nad ową armią. Rzecz bardzo przydatna jeśli chcemy wspomóc koalicjanta, a nie mamy ochoty zajmować się losami pojedynczej armii lub też odgadywać co sojusznik zrobi, by móc jakoś skoordynować wysiłki.

 

Czy nas na to stać?

Budżet, rzecz jasna, nadal jest najważniejszą rzeczą do pilnowania. Jest może nieco uproszczony, ale dzięki temu wygląda ładniej i czytelniej. Dochody mamy stałe – podatek z miast, subsydia wojenne, trybut od satelitów i takowoż stałe wydatki, głównie utrzymanie armii. Nadwyżki przeznaczamy na rozbudowę prowincji. Tu jest dość ubogo, bo i na potrzeby wojenne niewiele trzeba. Można zbudować magazyn do zaopatrzenia wojska, zamienić miasto w fort, ogólnie rozwinąć prowincję by przynosiła wyższe dochody czy rozbudować sieć dróg. Ale przede wszystkim pieniądze idą  na rozbudowę naszej (już wkrótce) niezwyciężonej armii.

 

budzet.JPG

 

Z czym do ludzi

Oczywiście z naszymi ludźmi. Liczniejszymi, lepiej dowodzonymi, bardziej doświadczonymi. Jednostek, jak to w tym okresie, mamy do wyboru multum. Artyleria konna i piesza, piechota zwykła, lekka, oddziały milicji, jednostki garnizonowe (do dodatkowego obsadzania miast i fortów), marines, partyzanci. W kawalerii też mamy do wyboru od kirasjerów i dragonów po szwoleżerów  i ułanów. I oczywiście doborowe jednostki gwardii co umiera, ale się nie poddaje. Ach, i jeszcze tabory z zaopatrzeniem. Jest z czego wybierać, jest z czego składać armie.

I o ile jednostki werbuje się w tradycyjny sposób, pojawiają  się tutaj dwie bardzo fajne i przydatne rzeczy. Pierwsza to ruchome punkty werbunkowe. Możemy w prowincji założyć taki punkt i od tej pory wszystkie jednostki werbowane w okolicy po utworzeniu przemieszczą się tam i połączą w armię. Druga to lista ogólna naszych prowincji sortowalna wedle czasu werbunku czy odległości od punktu werbunkowego. Wybieramy jednostkę, zaznaczamy dowolną liczbę prowincji, klikamy ‘Werbuj’ i tyle. Prosto, łatwo i przyjemnie.

Armie te, jak już przyjdzie co do czego, walczą w szyku znanym już z CKII – dwie flanki i centrum. Plus tutaj dochodzi jeszcze rezerwa. Każda flanka może mieć swojego dowódcę, na początku gry dostępnego w puli. Zarówno jednostki jak i dowódcy mogą w bitwie zdobywać doświadczenie – w przypadku wojaków przekłada się to na lepszą obronę, w przypadku dowódców na Perki (Artylerzysta, Skirmiszer, Ostrożny Planista itp.)

Interfejs armii uległ rozbudowaniu. Może ona teraz automatycznie kierować się w stronę bitew, unikać ich, chować się w pobliskiej twierdzy. Wiele możliwości, wiele zabawy dla stratega.

 

Armia.JPG

 

Nie zauważyłem większego wpływu terenu na bitwy jak to miało miejsce w poprzednich grach. Wiecie, atakowanie przez rzekę, bronienie się w górach itp. Może dlatego, że zamiast tego pojawia się nowa rzecz zwana ‘Frontage’. Jest to ilość jednostek, które mogą stać obok siebie w pierwszym szeregu i co za tym idzie brać czynny udział w bitwie. Czynnik ten się zmienia w zależności od terenu właśnie, przyjętych Idei, zdolności dowódców. Choć nie jestem pewien, bo na samą bitwę też nie mamy większego wpływu. Gdy już dojdzie do zwarcia możemy tylko z zaciśniętymi częściami ciała obserwować zmieniające się cyferki czy dziwne ikonki pojawiające się obok jednostek. Za to na koniec bitwy dostajemy dość szczegółowy raport, w którym godzina po godzinie mamy opisane co się działo. W bardzo fajnym stylu np. ‘Godzina 15:00 – przyszłe pokolenia będą wspominać gdy Iwan Pawłowicz Protasow spostrzegł wyrwę w szeregach przeciwnika. Natychmiast nakazał swej kawalerii Szarżę  na lewą flankę przeciwnika. Kawalerzyści ruszyli ochoczo wiedząc, że to wspaniała okazja do zdobycia sławy.’ Owszem, po pewnym czasie się nudzi.

 

bitwa___rezultat.JPG

 

Wojna i pokój

Jeżeli nie toczysz wojny nie spodziewaj się emocji. Z drugiej strony wypowiadanie wojen nigdy nie było łatwiejsze. Żadne tam casus belli, żadna Niesława czy ubytki w Stabilności. Hej, mamy początek XIX wieku. Jeżeli nie toczysz wojen to znaczy, że jesteś słabeuszem, a to świetny pretekst by Cię najechać. Jedyny moment kiedy dopuszczalne jest nieprowadzenie działań wojennych to chwila, gdy właśnie zawarliśmy pokój i czekamy aż Wyczerpanie Wojną nam wróci do zera.

O ile zaczynanie wojny jest łatwiejsze, kończenie jej nie uległo zmianom. Tak samo mamy rezultat wojny, możemy żądać lub oferować Dukaty, wymagać zerwania paktów uwolnienia wcześniej podbitych ziem. Pewnym novum są żądania terytorialne. Chodzi bowiem o to, że nie każda prowincja ma miasto. Lub, mówiąc dokładniej, tylko niektóre prowincje mają miasta. I one się liczą przy zawieraniu pokoju. Jeżeli w wyniku rokowań zagarniemy miasto, dostajemy w bonusie kilka przylegających do niego prowincji bezmiastowych. Przypuszczam, że są one tylko w celu zwiększenia manewrowości armii.

 

Zrób to sam (albo z piękną dziewczyną)

Kolejną rzeczą jaka jest zapowiadana w EUIV, a jaka pojawia się testowo w MotE, jest możliwość grania w multiplayera w 32 osoby naraz. 32 osoby! Przy czym autorzy w poradniku zastrzegają z rozbrajającą szczerością, że te 32 osoby to ewentualnie po LAN-ie, a rozgrywka przez Internet raczej nie udźwignie więcej niż 12. To i tak sporo, przyznacie, biorąc pod uwagę, że mamy osiem potęg do wyboru. Pewnie, że można grać pomniejszym państwem, ale nie mają one ani własnych Idei, ani możliwości zdominowania Europy. Gra takim państewkiem to czysta sztuka dla sztuki. Pewnym sposobem na wybrnięcie z sytuacji jest możliwość prowadzenia państwa w wiele osób. Tak, dwie osoby (lub więcej) mogą w tej samej rozgrywce grać tym samym państwem. Jeżeli oczywiście będą się dogadywać.

Wszystko to co piszę to niestety teoria. Mimo wielogodzinnych prób nie udało nam się połączyć naszych Mocy i naszych komputerów by popróbować się z żywym przeciwnikiem. Pewnie, że obaj jesteśmy technoodporni, ale chyba nie wymagam zbyt wiele jeżeli powiem, że też chcemy mieć prawo do multiplayera i autorzy powinni nam to umożliwić.

Także jakby ktoś posiadał i był chętny to proszę o pomoc i fachowe porady.

 

Ogólnie

Gra jest prostsza niż pozostałe strategie Paradoxów, ale bynajmniej nie jest łatwiejsza. Prowadzenie armii ku bitwie i chwale, ostrożne planowanie i niecierpliwe wyczekiwanie na sprzyjającą okazję może przykuć do ekranu na wiele godzin. Jeżeli musiałbym wymienić jakąś grę protoplastkę to myślę, że ‘Dwa Trony’ będą tu najbliżej prawdzie.

O dziwo, wbrew powszechnej legendzie gra jest stabilna i nie zawiera błędów (przynajmniej tych widocznych). Jedyny jaki udało mi się znaleźć to niedziałający przycisk okrętowania armii (tak, jest do tego osobny przycisk). Na szczęście stary sposób ‘Daj rozkaz marszu na akwen gdzie czekają transportowce’ wciąż działa.

Gra jest łatwa w obsłudze – nie ma milionów tabelek i suwaczków. Choć jako weteran, mogłem już stracić obiektywizm. Prawie wszystko jest wytłumaczone w tutorialu, a jak ktoś ma jeszcze wątpliwości to cała plansza upstrzona jest małymi wykrzyknikami. Pod każdym z nich ukryta jest podpowiedź. Koniec z podpowiedziami wyskakującymi znienacka w najmniej oczekiwanym momencie jak w CKII!

 

Łyżka dziegciu

Wojna. Wojna się nie zmienia. I ta w grach Paradox Interactive również. Jak w każdej innej grze tu też mamy do stoczenia tysiące bitew, bo po każdej z nich większość sił przeciwnika wycofuje się na upatrzone z góry pozycje (czasem nawet kilka prowincji dalej) w związku z tym trzeba je dogonić i stłuc jeszcze raz. A dzięki możliwości unikania bitew nie jest to takie oczywiste. Więc oni uciekają nadal, ale my ich już nie gonimy, bo widzimy, że idzie im w sukurs kolejna potężna armia, więc wycofujemy swoją, żeby trochę uzupełnić jednostki i przygotować się do ataku kolejnej armii wroga. W tym czasie pierwsza armia, ta pobita, uzupełnia straty i morale i wraca na pola bitew gdzie już czeka na nią nasza armia, która przeszła tę samą drogę. Jesteśmy spokojni o rezultat, bo wszak właśnie kończymy rekrutować dwie kolejne armie, ale nasz uśmiech gaśnie gdy zauważamy, że przeciwnik wprowadza do gry trzy. Więc szybko ustawiamy sobie rekrutację następnej armii, jeszcze jedną ściągamy z drugiego końca kraju i dorzucamy je do radosnego kręćka, w którym sześć armii goni się nawzajem próbując rozstrzygnąć losy wojny. I tak po dwóch godzinach gry i kolejnych piętnastu bitwach, które absolutnie nic nie zmieniają nie pozostaje nam nic innego jak cedząc przez zęby ‘I’m wasting my life’, przełączyć się na Wikipedię i tam poczytać jak to Napoleon posiadając dwie armie potrafił w dwóch – trzech bitwach wygrać wojnę.

 

bitwa.JPG

 

Ocena 6/10 (głównie za te bitwy)

 

Okiem Lajkonika

 

Nie będę opisywał szczegółów technicznych, funkcjonalności, nowinek i mechanizmów działania, bo zrobił to już bardzo zgrabnie Maladict. Nie znam się zresztą tak dobrze na wszystkich niuansach mechaniki serii Europa Universalis tak dobrze jak on. Pamiętam jednak do dziś moją ekscytację, gdy wiele lat temu pokazywał mi pierwszy raz EU III, odkrywając przede mną krainę PRAWDZIWEJ historycznej strategii. Jak wspomniałem mechanika serii często stanowiła dla mnie wyzwanie i zapewne wiele kampanii, wojen i bitew mógłbym rozegrać jeszcze lepiej, gdybym „wycisnął więcej z sytemu”, ale nie o tym chcę dziś napisać. Z pewnością wielu, wielu graczy grających w serię Europy Universalis robiło to nie tylko dla osiągnięcia najlepszych celów w najkrótszym czasie i zabicia największej liczby przeciwników, lecz również (albo przede wszystkim), aby zanurzyć się epokę, poczuć się naprawdę niczym wódz pochylony nad mapami, który jednakże nie może mieć wpływu na wszystko, co dzieje się na polu bitwy, nie może pojawić się tam za jednym kliknięciem Entera i zacząć wywijać szablą (czy jaka tam broń pasuje akurat do realiów).

W zaciszu krakowskiego mieszkania zasiadłem do gry pośród tykających zegarów, obrazów i aromatu dobrej kawy. March of the Eagles otworzyła przede mną Europę Wojen Napoleońskich z całą jej specyfiką, klimatem, rozmachem, jednym słowem z całym entourage tej niesamowitej epoki. Odżyły wspomnienia i emocje towarzyszące lekturom Łysiaka, Brandysa, Forestera, Cornwella czy Dumasa (żeby wymienić tylko pierwsze z brzegu). Oto Europa wkracza w nową erę, trzeba przyznać, że z przytupem. Erę rewolucji i reakcji, erę powstawania narodów i upadku absolutyzmów, erę społecznych eksperymentów, nowych ideologii, nowych technologii i nowych doktryn wojskowych. A jakby tego było mało właśnie zaczyna się Romantyzm – dość przewrotnie, nieprawdaż? I Ty stajesz pośrodku tej zawieruchy posiadając moc wysyłania dziesiątków tysięcy żołnierzy na krwawe boje, aby realizowali Twoje cele. I nie chodzi mi tu o prowincje do zdobycia wyznaczone przez scenariusz. Jeśli naprawdę interesujesz się tą epoką, jeśli ją lubisz, wybór państwa, którym pokierujesz nie będzie przypadkowy, a Twoje poczynania nie będą opierać się tylko na cyferkach i statystykach. Przyznaj się, w głębi duszy będziesz kibicował „swoim” i złorzeczył przeciwnikom nie tylko dlatego, że „warunki zwycięstwa” Ci tak każą…

March of the Eagles jest grą, która oczaruje Was swoim Napoleońskim klimatem, a jednocześnie nie przytłoczy nazbyt zagmatwaną mechaniką, o czym pisał już Maladict (oczywiście przy całym zachowaniu proporcji, bo to w końcu cały czas uniwersum gier Paradoxu, a nie jakiś zręcznościowy RTSik). Ci gracze, którzy oprócz punktów zwycięstwa chcą znaleźć jeszcze w tej grze Opowieść, nie będą zawiedzeni. Podsumowując – gracz zręcznościowy wychodzi, gracz kultowy zostaje.

Ocena 8/10

szponn

Co daje w sumie 7/10

Jak na grę która skupia się na najsłabszym elemencie gier PI, to całkiem nieźle, nie sądzicie?

 

KONKURS

Mamy dwa niezafoliowane klucze do steamowej wersji March Of The Eagles. Chcemy je komś oddać, bo nie były w folii i nic innego nam nie zostało. Zanim zadamy quest konkursowy, szybkie warunki udziału w naszym happeningu.
- Odpowiedzi na pytanie można udzielać do niedzieli (3 marca) do godziny 20:00
- Udział może wziąć każdy zarejestrowany użytkownik gikz.pl, mający ustawiony avatar (how to)
- Nagrody zostaną wysłane najpóźniej do wtorku na adres mailowy użyty przy rejestracji na naszej stronie.
Mamy zasady, czas na zadanie. Waszym questem jest napisanie, która bitwa z okresu Wojen Napoleńskich jest Waszym zdaniem najważniejsza i dlaczego. Odpowiedzi należy udzielać w komentarzach pod recenzją. Do konkursu liczy się tylko odpowiedź pierwszego poziomu. Żulem, który wybierze najciekawsze odpowiedzi i obdzieli zwycięzców nagrodą jest maladict i to do niego należy przesyłać korzystne propozycje. Choć ich nie lubi, nie mówi im nie. Powodzenia!

Nitek

Za dostarczenie gry dziękujemy firmie Paradox Interactive!

Dodaj komentarz



24 myśli nt. „Maszerują Orły, maszerują

    1. urt_sth

      @Tasioros

      To zadziwiające jak „ta pani” zdominowała internet. Pierwszy raz przeczytałem o niej przy okazji czytania bajek w przedszkolu, a potem to już jakieś tsunami. Przecież porno aktorek jest od pyty, i na pewno znajdzie się kilka, które zaczęły występować w nierozbieranych filmach. Naprawdę nie rozumiem, no ale w sumie nie muszę. W końcu dlaczego wszędzie są koty tez nie wiadomo.

  1. Kirq

    Z moich – dość ograniczonych – doświadczeń wynika, że teren ma wpływ na bitwę, i to na różne sposoby. Może dawać bonusy do obrony – rzeka, jak i wpływać na „szerokość pola bitwy” – teren górski, określając ile jednostek równocześnie ruszy do boju. Tu parametr frontage pokazuje swoją wagę.

    Dodałbym też nieco o możliwości określania różnych taktyk dla określonych części armii, zależnych od dowódcy oraz składu. Przykładowo, jeśli macie na którymś skrzydle dużo kawalerii to możecie wyznaczyć dla nich atak z oskrzydlenia, pełnemu piechoty i artylerii centrum możemy nakazać utrzymanie linii i ostrzał z odległości etc etc. Jest tego trochę, a dobry dobór jednostek i taktyk pozawala wygrać z większymi armiami.

  2. aryman222

    dobry tekst, dla mnie MoE to pewniak :)

    Najważniejsza bitwa z tamtego okresu? Zdecydowanie [b]Borodino (1812)[/b]. Był to moment , w którym zabrakło Napoleonowi jaj, co było początkiem końca w Rosji, a w konsekwencji powoli doprowadziło do upadku Bonapartego.

    [u]Jak to było?[/u] Pewnie słyszeliście o tym, że Napoleon stawiał na wielkie starcia, podczas których starał się unieszkodliwić maksymalnie dużą część armii przeciwnika. Nie lubił się rozdrabniać :) Jego wrogowie wiedzieli o tym, szanowali geniusz Francuza, więc do wielkich bitew śpieszno im nie było. Kutozow kluczył i unikał walnego starcia, wiec kiedy w końcu pojawiła się szansa na starcie tytanów pod Borodino to cesarz popełnił pierwszy błąd – żeby mieć pewność, ze Kutuzow nie będzie się wycofywał, zdecydował o ataku na centrum rosyjskiej armii. Pamiętać trzeba, że większość poprzednich bitew wygrał przełamując skrzydła, odcinając wrogom drogę odwrotu itp. Generalnie – Napoleon manewrem i podstępem stał. Dlatego potrafił wygrywać nieraz ponosząc straty wielokrotnie mniejsze niż przeciwnik. Pod Borodino zagrał nieco inaczej. I wykrwawił swoją armię…

    [u]Bitwa.[/u] Było ciężko, maskara, cuda odwagi itp. Francuzi wybili prawie połowę ze 120 tys armii Kotuzowa. Rosjanie chwieją się i cofają. Co robi nasz mały geniusz? Robi w majty, proszę państwa! Marszałkowie prosili usilnie o wprowadzenie do walki elitarnej gwardii cesarskiej (30 tys), ale Napoleon wolał nie ryzykować, trzymał ich w rezerwie. Tym samym stracił świetną okazję na wykończenie rosyjskiej armii. Odepchnął Kutuzowa, co wiele go kosztowało, ale w kluczowym momencie zabrakło mu odwagi. Kutuzow wiedział, że jest za słaby by obronić Moskwę, wycofał się, wylizał rany i powrócił z ekipą zdolną wykopać Francuzów z ziem mateczki Rosiji.

    Szkoda.

  3. maladict Autor tekstu

    Wybaczcie, dopiero teraz byłem w stanie to sprawdzić – w warunki konkursu wkradł się złośliwy chochlik. Prawidłowe pytanie brzmi:
    ‚która bitwa z okresu Wojen Napoleńskich jest [u]Waszym zdaniem[/u] najważniejsza i dlaczego. Zaraz poprawię w tekście. Brawa dla Arymana, że prawidłowo odgadł moje intencje.

  4. Kerdej99

    Widać, że Paradox sprawdza nowe rozwiązania wojenne, a zwiad walką prowadzi za pomocą MoE.

    Dla mnie jedną z decydujących dla Napoleona i dla kampanii w Rosji była bitwa [b]nad Berezyną (listopad 1812)[/b]. Mając poważnie wykrwawioną armię (choćby wpis o Borodino z komentarzy), stojąc w obliczu rzeki(na której utracono jeden z głównych mostów), a mając za sobą trzy armie Rosjan- Napoleonowi nie tylko udaje się uratować znaczną część armii- a na pewno oddziały zdolne bojowo- ale też zadaje wojsku carskiemu straty pozwalające mu „odskoczyć”. Ponadto w bitwie pokaz niesamowitej odwagi i zdolności dają polskie korpusy i nasi generałowie, odpierając w decydujących punktach ataki Rosjan. Oczywiście możnaby powiedzieć, że Polacy wykrwawili się za Francuzów, aczkolwiek poświęcenie to pozwoliło na prowadzenie dalszej wojny i pokazaliśmy, że jak zawsze można na nas polegać.
    Kolejny element bitwy to zastosowanie inżynierii polowej i budowa mostów oraz niesamowita umiejętność zgrania walczących sił- to z czego słynął Napoleon, ujawiniło się w chwili zagrożenia. Wojska Rosyjskie zostały zatrzymane, a główne siły francuskie przeprawiły się przez Berezynę, pozostawiając tylko maruderów i rannych. Pomimo że była to bitwa prowadzona w odwrocie i utracono większość łupów zdobytych w Moskwie, cel starcia został osiągnięty. Rosjanie natomiast, ze stratami ponad 13 tysięcy pomimo prawie dwukrotniej przewagi liczebnej, kolejny raz dostali lekcję sztuki wojennej. Kolejny przykład, że Napoleona nawet będącego w odwrocie, nie da się pokonać w pojedynkę. Zrobi to dopiero armia kolejnej Kolalicji.
    Mam nadzieję, że MoE pozwoli mi zmienić taki bieg historii.

  5. Kiler

    Przyłączając się do zabawy ja, i zapewne zgodzi się ze mną większość historyków ;) , powiedziałbym, że najważniejsza była bitwa narodów pod Lipskiem. I tutaj wymieniłbym dwa powody dlaczego:
    1. Związany z sama genezy bitwy
    Sprzymierzeni w końcu nauczyli się, że nie można pozwolić by „Napoleon posiadając dwie armie potrafił w dwóch – trzech bitwach wygrać wojnę” i unikalni starcia z nim samym skutecznie nękając korpusy dowodzone przez jego marszałków własnie w sposób podany w recenzji: „dzięki możliwości unikania bitew nie jest to takie oczywiste. Więc oni uciekają nadal, ale my ich już nie gonimy, bo widzimy, że idzie im w sukurs kolejna potężna armia, więc wycofujemy swoją, żeby trochę uzupełnić jednostki i przygotować się do ataku kolejnej armii wroga. W tym czasie pierwsza armia, ta pobita, uzupełnia straty i morale i wraca na pola bitew gdzie już czeka na nią nasza armia, która przeszła tę samą drogę. Jesteśmy spokojni o rezultat, bo wszak właśnie kończymy rekrutować dwie kolejne armie, ale nasz uśmiech gaśnie gdy zauważamy, że przeciwnik wprowadza do gry trzy. Więc szybko ustawiamy sobie rekrutację następnej armii, jeszcze jedną ściągamy z drugiego końca kraju i dorzucamy je do radosnego kręćka, w którym sześć armii goni się nawzajem próbując rozstrzygnąć losy wojny. ” :) utrudniajac tym samym skuteczne prowadzenie działań ofensywnych armii Napoleona oraz uniemożliwiając rozbicie własnych zgrupowań. Jednocześnie dążąc do okrążenia Francuzów i rozbicia ich w dogodnej dla siebie chwili. Co jak wiemy się ostatecznie udało.
    2. Efekt samej bitwy
    O ile w wojny w Rosji Napoleon nie wygrał, o tyle nadal dysponował dużymi siłami i kontrolował znaczną część Europy, będąc jednocześnie w stanie prowadzić skuteczna ofensywę, choćby najbardziej znane bitwy 1813 r pod Budziszynem i Lutzen, czy też mnie znane ale znaczne zwycięstwo w okolicach Drezna. Dopiero po porażce w bitwie narodów potęga Francji Napoleona została w zasadzie całkowicie złamana, walki przeniosły się na teren Francji, gdzie mimo zwycięstw chociażby w kampanii szesciodniowej , Napoleon nie był w stanie obronić Paryża i w efekcie abdykował i tym samym, mimo epizodu 100 dni, skończyła się pewna era. Może mniej istotny ale na pewno dal nas ważny jest też fakt, ze podczas tej bitwy zginął książę Poniatowski i „wraz z księciem Józefem, wielkim Polakiem, który stanowił najwyższy przykład poświecenia dla ojczyzny, we wzburzonych falach [Elstery] pogrążyła się nadzieja na odbudowanie wolnej Polski wraz z Napoleonem.”

  6. dywyn

    Mnie się gra podoba. W skali szkolnej dałbym jej 4/6. Spodziewałem się czegoś znacznie gorszego. Hmm sam nie wiem dlaczego ale wydawało mi się, że będzie to coś w stylu Victorii 2, która trwa 15 lat tyle, że bez ekonomii i z mocno ograniczoną dyplomacją. Dostałem pełnokrwistą strategię wojenną w, które trzeba pokombinować i wykorzystywać chwilę słabości przeciwnika (czyli wszystkich innych na mapie; pomijajać nasze satelity) co mi się bardzo podoba. W sumie wszytko to było już w EU ale tutaj mamy prosty i wyraźny cel oraz uproszczoną rozgrywkę, która o dziwo sprawa się doskonale w grze wojennej. Dotychczas zagrałem Francją i Prusami. Jednoczesne wojny z Francją i Austrią oraz z Rosją, Austrią i Szwecją zapamiętam jako wyjątkowo emocjonujące a o to właśnie chodzi :)

Powrót do artykułu