Snake Pass – wąż cętkowany, giętki

Nitek dnia 4 kwietnia, 2017 o 9:31    10 

snakepass

Dobra wiadomość. Nie potrzebujesz Nokii 3310, ani tej nowej, odświeżonej, by wdrożyć młodsze pokolenie, bądź przypomnieć sobie jak to drzewiej bywało, kiedy zawijało się węża kratka przy kratce, tuż obok, by bić rekordy małego ekranu. Snake Pass sprawi, że poczujesz się jak wąż. Giętki, zwinny, rzeczny, niebezpieczny, tududu tududu.

Węż sterowany na padzie przypomina obsługę sucharka z I am Bread, ale jednocześnie nie jest grą tego samego typu. O ile chlebek był typowym produktem dla beki, co zresztą realizował znakomicie, o tyle Snake Pass celuje wyżej, chcąc być czymś na miarę staroszkolnych platformerów 3D, symbolem. Pełznie do celu całkiem nieźle.

Dużo tu zabawy fizyką, bo wąż zgodnie z nią się zachowuje, reagując odpowiednio na wszelkie urwiska i pochyłości terenu. W przypadku pada, poruszamy wężową głową, wskazując nią kierunek pełznięcia, prędkości zaś nabieramy śmigając w stylu późnego piątkowego wieczoru, na pijanego węża, gibając nim na lewo i prawo. To bardzo ważny fragment gry, bo czasem na niektóre przeszkody nie da się wleźć, ot tak. Wymaga to odpowiedniego rozplanowania i nie lada obycia z kontrolerem.

Snake Pass (2)Widzicie, wraz z wskoczeniem w pełne trzy wymiary, bawienie się wężem, także weszło na wyższy poziom. to już nie tylko niewinne zawijasy na arenie. Nie. poszczególne plansze przypominają tor przeszkód ze zmyślnie rozłożonymi przeszkodami. Nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że wiele z nich trzeba pokonać w pionie. Tu zaczynają się przysłowiowe schody, a na scene wchodzą kolejne kombinacje guzików do ponaciskania. Głowę węża należy podnieść, a potem niesłyszalny rytm dźwięków fletu zaklinacza węży, należy opleść się o bambusy czy inne powierzchnie, by nasz gad znalazł się na górze i zjadł cokolwiek, co dano mu do zjedzenia, w celu zwiększenia objętości. Nie żadne krowy czy pijanych ziomeczków za domem, a jakieś wodne kulki, które wydłużają nasz sprzęt, sprawiając jednocześnie, że jest coraz trudniejszy do opanowania podczas miziania trawy. Z początku sztuka to dość trudna, bo choć tutorial sugeruje, że łbem odwraca się kierując lewo, prawo, tak należy przekonać mózg, że wąż porusza się niczym pełnoprawny bohater platformera, a sterowanie odbywa się w pełnych 360 stopniach, z zachowaniem fizyki ciała giętkiego, oczywiście.

Snake Pass (5)Na kolejnych planszach zjadanie magicznych kulek, bo wiecie, nie mogą to być jednak krowy, ni jakieś istoty mniejsze, bo gra jest mocno dzieciak-friendly ciesząc oczy bajkową oprawą, feerią barw i ogólnym wydźwiękiem, jednocześnie uniwersalnym na tyle, że ktoś starszy nie poczuje się zbrukany graniem w jakiś badziew dla dzieci. Są więc kulki mocy, okej, akceptuje. Ponad to na każdej planszy w dość hardkowoych do opełznięcia zakamarkach, czyhają monetki-znajdźki. No i cel naszej wyprawy czyli magiczne kamienie, będące w stanie odblokować wrota do dalszej podróży. No tak, nie wspomniałem, fabuła jest! Nie jakieś nie wiadomo co, ale wystarczy, żeby nie dumać, czemu w ogóle ten wąż gimnastykuje się chyżo, zamiast leżeć miedzy łodygami, grzejąc łuski w słońcu – co zresztą można robić i dobrze się patrzy na śniętego węża Janusza.

Wracając do kwestii dzieciak-friendly, musicie jednak wziąć poprawkę, że gra wymaga dość dobrego obcykania się z padem, a nawet jeśli nie to dużej dozy cierpliwości. Początkowo sterowanie nie jest problematyczne, ale gra dokłada obsługi. Tu trzeba głowę dźwignąć, tu tańczyć lewo-prawo, innym razem oplatać się pionowo w górę, naduszając co rusz przycisk napinki powierzchni łusek. WTEM! Okazuje się, że palce nasze to takie węże właśnie, tak oplatają kontroler. Może być przez to momentami dość ciężko, ale większość znajdziek jest pomijalnych, o czym warto pamiętać i zbierać np. tylko klucze, a potem po nocach masterować pozostałe znajdźki.

Mówiłem, że wygląda to wszystko przepięknie?

Snake Pass (3)W tym wszystkim nie podoba mi się system punktów kontrolnych. Te owszem, są, ale to te gorszego typu. Mianowicie następując na nie, gra robi zapis, ale kiedy wąż nam się powinie, cofa nas dokładnie do tego samego momentu, nie ciągnąc za nami postępów jakie przed momentem zrealizowaliśmy. Oznacza to tyle, że wszelkie wygibasy i znaleziska wykonane przed momentem od punktu do śmierci trzeba powtarzać.

Nie spodziewałem się, że Snake Pass będzie w jakimkolwiek stopniu tematem przednim. Okazało się zgoła odmiennie, bo drań mocno zasssssysa i rzuca wyzwanie. Może nie jest tak śmiechowy jak chlebek, dostarcza za to górę miodnej i dającej poczucie świeżości zabawy podzielonej na piętnaście przepastnych plansz rozdzielonych na cztery różne środowiska, które niejeden paluszek wykręcą. SSSsssssprawdźcie koniecznie.

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz



10 myśli nt. „Snake Pass – wąż cętkowany, giętki

    1. Nitek Autor tekstu De Kuń

      @Daimonion

      Są takie, co mimo wszystko nadpisują progress mimo, że gra cofa nas do jakiegoś tam punktu. Zaczynasz wcześniej, ale masz wyzbierane wszystko, co zostało zebrane do poprzedniej śmierci. W Snake Pass trzeba robić to jeszcze raz i ewentualnie po jakichś wygibasach znowu pełzać, żeby zapisało całe dobro.
      Dawno już tak nie było. No, w Rain World tez tak jest.

      1. Daimonion

        @Nitek

        Właśnie przerabiam „Remember Me”, bo było tanio, a zawsze miałem ochotę spróbować. I podobałoby mi się bardzo, gdyby nie cokolwiek zrypane sterowanie i checkpointy właśnie. Nie dość, że znajdźki trzeba zbierać od nowa, to w dodatku przez niektóre checkpointy nie można się cofnąć i w związku z tym nieodkryte znajdźki szlag trafia na wieki wieków (tzn. do czasu ewentualnego powtórzenia całego poziomu). Sadyzm w czystej postaci.

        1. Nitek Autor tekstu De Kuń

          @Daimonion

          Znajdźki to pal sześć, ale faktycznie większość korytarzówek tak ma, że jak przegapisz znajdźkę to na amen, bo potem jakiś skrypt zablokuje czymś drogę wstecz, bo nikt nie przewidział innych kątów kamery w druga stronę.
          Snake Pass ma wielkie plansze, można sobie grasować jak się chce, ale jak się człowiek zapomni to cały postęp i wygibasy trzeba powtarzać. To jest słabe i dość upierdliwe.

Powrót do artykułu