RUINER – cyberwixa

Nitek dnia 26 września, 2017 o 15:00    3 

RUINER - Key Art Banner

Devolver znów uderza, tym razem z polskim Reiko na pokładzie, którzy w końcu przynoszą nam swoje dzieło po niemal trzech latach tworzenia. Donieśli? Panie, pierwszy rozdział wysadza z laczy, razem z częścią podłogi.

Do czynienia mamy po raz kolejny, przynajmniej w przypadku Devolvera, z twin stickową grą akcji, z widokiem izometrycznym i szaleńczym, a zarazem hipnotyzującym, tempem akcji, która przyprawia momentami o zatrzymanie pompki schowanej w klatce piersiowej. Dla Polaków to pierwszyzna, patrząc po grach przy których dłubali (Wiedźminy 1 – 3, Dead Island, Dying Light, ale też This War of Mine czy Shadow Warrior). Mniejsza z tym. Zrobili to dobrze i właściwie w tym momencie możecie już klikać kup teraz, by wskoczyć na pociąg adrenaliny, która niebawem zahuczy w waszych głowach.

Jest założenie fabularne, o dziwo. Dość trywialne, z początku, nie szkodzi. Całość bowiem zakłada, że jakieś złe chłopy porwały nam brata, założyły magiczną skarpetę mrygającą agresywnymi sloganami, a do tego jeszcze ktoś zhakował nam owe urządzenie i namieszał w głowie. Podejrzewam, że w trakcie przygody lecą twisty fabularne w rękawie, choć wydaje się, że obejdzie się bez większych zaskoczeń. Sama realizacja to scenki z warstwą tesktową, o dość luźnym i humorystycznym zabarwieniu. Kupuję to, a oni kupili mnie już samymi nazwami poziomu trudności, kaziem, dla każuali. Jest po polsku, co może nie jest oczywiste i poza jakimiś literówkami od czasu do czasu, wszystko się ładnie spina, wywołując uśmiech na twarzy. W trakcie scenek pojawiają się wybory, ale że nie jest to gierka od Telltale, nie zauważyłem, by przekładały się na cokolwiek. To i tak więcej niż Freeman przez wszystkie odcinki Half Life’a.

RUINER - NeedBackupCyberpuncor pachnie tu mocno. Miasto przyszłości stoi przed nami otworem, powiedzmy, na pewno jego część, po której hasamy i odbieramy kolejne misje ciągnące fabularne sznurki od poszczególnych NPCów. Nawet dosiadamy stalowego rumaka i mkniemy w miasto przy dobrej wixatorskiej muzie. Soundtrack w czaszce huczy znacznie, acz nie upatrywałbym się tu zbyt mocnego kultu i wielorazowego odsłuchu, niczym przy Hotline Miami, co nie znaczy, że jest źle. Jest inaczej, acz osobiście dowaliłbym jakieś Perturbatory czy inne Gosty. Wielka szkoda, że nie pokuszono się o jakikolwiek dubbing, ale nie jest to RPG, by nad tym płakać. Skoro Fronczewski przeczytał w Tormencie dwa zdania z prologu i znikł, może to nawet i lepiej, że nikt nie będzie rozpamiętywał Ruinera z powodu podobnej bzdury.

No dobra. Twin stick shooter brzmi oklepanie. Ruiner w żadnym wypadku takowy nie jest, bo dodaje sporo od siebie. Wyrzuca naleciałość popularnej proceduralnej generacji, oferując zabawę na mini arenach, gdzie tłumy gęste, a broni sporo, łączonych korytarzami, gdzie warto penetrować wszelkie kąty w poszukiwaniu skrzynek i innych błyskotek. Często dropi z nich dobro, jakim niewątpliwie jest karma, punkty doświadczenia. te zaś przeznaczamy na permanentne ulepszenia naszego bohatera, które to później możemy jeszcze bardziej przykoksić, osiągając jeszcze fajniejsze cuda. Znajdziecie tu  dash, szybki unik, pozwalający lawirować między mgławicami przeciwników, klasycznie z kąta w kąt, ale też z domieszką taktyki, przy użyciu zwolnienia czasu można nakreślić trasę i śmigać po planszy niczym amatorzy odzieży wierzchniej z polskich hipermarketów. Przydatna sprawa, bo zwolnienie czasu odpalane jest także tuż po podniesieniu dowolnego osprzętu. Bo poza dalszymi gadżetami jak hakowanie umysłów czy granaty, do dyspozycji mamy giwery wszelkiej maści, a przy okazji w drugiej ręce dzierżymy coś do bezpośredniej perswazji i wklepywania argumentów przez płat czołowy. Rychło klasyczna gazrurka zmieni wam się w rękach w coś okraszonego płomieniami, albo wielką katanę zrywająca aorty, a podstawowy pistolet zamienicie na karabin, miotacz ognia czy coś bardziej fikuśnego jak zamrażacz ułatwiający zadawanie bólu i cierpienia. No jest tego trochę. Poza brońkami dropionymi z przeciwników po każdym starciu i ocenie naszego występu mierzonej na podstawie uskutecznianego nieprzerwanego ciągu zniszczenia, kombo, wpada złomiarz obdarowujący nas zarówno doświadczeniem jak i jakąś ciekawszą bronią. Bo tych nie da się zatrzymać na dłużej niż objętość magazynka. Dobry mechanizm, by zachęcić do podnoszenia sprzętu, co odpala krótki bullet time, ostrzału, wygrzewu, MIODNOŚCI, weź pan to powtórz. A z żył kapie adrenalina. Podobnie zresztą jak ilość oręża, także i ilość zdolności posiadanych na postaci jest ograniczona do dwóch. Nic jednak nie stoi na przeszkodzi, by tymi zdolnościami manewrować i składać build postaci wedle uznania.

RUINER - TheyreComingPacing akcji wkręca śrubę dość prędko, a na najwyższym poziomie trudności zabawa podszyta jest niebywałym hardkorem. Teoretycznie nie jesteśmy na strzała, ale w ferworze walki nietrudno się pogubić. Dodatkowo przeciwnicy zalewają nas w ilościach znacznych właściwie każdorazowo, aż brakuje powietrza. Początkowi leszcze szybko ewoluują w coś znacznie gorszego, a bossowie poszczególnych frakcji to łotry niesłychane, które w tańcu się nie certolą. Za to pokonanie ich łachoce mocno, przez co satysfakcja przeplata się z ulgą, że jednak dało się radę wycisnąć wszystkich do ostatniej kropli. Jest krwawo, jest brutalnie, acz same poziomy początkowo wyglądają dość sterylnie, metalicznie, mocny industrial. Czasem coś gdzieś wybuchnie, czasem ktoś podeśle mołotowa, czasem można odnieść wrażenie, że właśnie Ruinera puszczali Alexowi DeLargowi podczas pamiętnej kuracji w Mechanicznej Pomarańczy. Turbo Hyper Light Drifter można rzec. Gra wymaga wiele, ale też dużo oferuje.

Nie każdy się odnajdzie w tańcu ze zniszczeniem, ale ci, którzy spróbują, nie będą zawiedzeni. Bo o to przed wami produkt, który jest na czele prezentowanego gatunku. Polacy znowu zrobili to dobrze.

Nie robiłem obrazków, bo ciałem i rąbałem. Za to jest filmik, pyk.

Dodaj komentarz



3 myśli nt. „RUINER – cyberwixa

  1. Toc85

    Gieresia wygląda przecudnie, ale ja nie o tym…

    Nie śledzę streamów i może to już stara sprawa, ale ja właśnie zobaczyłem i mnie rozwaliło. Nitek z pędzlem na głowie? Serio? Przegrałeś jakiś zakład czy coś? :P

    EDIT: Patrzę i dobra, przyznaję, wyglądasz w ten sposób na młodszego. Ale za jaką cenę, ja się pytam? (facepalm)

    1. furry

      @Toc85

      Było przecież, nie mógł przejść jakiegoś NG+++ w Enter the Dungeon, czy Tormentorze i postanowił wszczepić sobie do mózgu chip, jakiś rozrusznik, który instaluje się ludziom po wylewach, żeby w ogóle mogli egzystować. Ale Nitkowi miał poprawić refleks o kilka procent.

      Tyle że zapisy z NFZ były na 2025, na szczęście jakaś pracuje tam jakaś ciocia, nie pamiętam już kto, i dało się załatwić wcześniej. No ale okazało się, że personel przygotowujący pacjentów do operacji w szpitalu w Slajerowie strajkuje i w ramach strajku takie fryzury walą. Włosy odrosną, no ale teraz pacz jak on teraz gra…

      Trzeba streamy oglądać, wszystko było.

Powrót do artykułu