Has-Been Heroes – kolorowe Darkest Dungeon z ADHD

Nitek dnia 10 kwietnia, 2017 o 12:58    0 

HBH

Twórcy Trine zaskakują. Przede wszystkim tym, że zamiast kolejnego platformera uderzają w mocno roguelike’owe tony. Wierzcie lub nie, organizują przy tym dość oryginalny system umierania.

Okej, tło fabularne tez jest. Okraszone wokalem lektora z Trine (chyba) opwoaida historie pojawienia się zła wszech wielkiego w postaci fantomu-brodacza, jota w jotę, niczym LeChuck. Dodatkowo nasi bohaterowie to trójka person żywcem wyjętych z Trine właśnie. Jest mag, łotrzyk oraz rycerz. Co prawda trójka to zaledwie początek, bo zarówno postaci jaki i itemków do odblokowania jest tu od groma. Bonusowym zadaniem, poza wyplenieniem zła jest też eskorta. nie byle kogo. Dwóch księżniczek. Do szkoły. Macie już jasność jaki jest ton zabawy Has-Been Heroes, czegoś co wygląda jak kolorowy spin off Darkest Dungeon.

hbh1Poniekąd tak jest, bo poziom trudności wariuje tu jak telewizor Rubin mający problem z utrzymaniem w bezruchu anteny pół godziny po nagrzaniu. Sam interfejs także przywodzi na myśl masochistyczne zabawy w tylko jednym loszku. Bohaterów jest trójka, i tylko trójka, a śmierć jednego z nich oznacza podróż od początku. Siatka pomieszczeń generowana jest losowo, każdorazowo układa się w śmiertelną pętle zależności, które rychło was zabiją. Na wszelkich skrzyżowaniach czekają oczywiście zdarzenia losowe. Są sklepikarze, miejsce na odpoczynek, losowanie czarów na zasadzie wybierania skrzynki spośród dwóch pustych, handlarze i inne takie. Dość typowo, ale z czasem tych zdarzeń do puli dochodzi więcej. Zaś na końcu, co może być na końcu. Śmierć. Przed nią zaś jakiś tam boss.

Dumacie się pewnie jak się w to gra, bo przecież miało być oryginalnie. No właśnie. Całość zabawy poniekąd odbywa się w biegu. Wszak dziewczyny muszą do szkoły. Postacie stoją na trzech pozycjach, góra, środek dół. Tak samo, ala Plants vs. Zombies, nacierają na nas przeciwnicy. Ci opisani są punktami zdrowia, paletą odporności na obrażenia z wykorzystaniem różnych właściwości oraz punktami staminy. Kropka w kropkę jak nasze trio. Stamina odgrywa tu niebagatelną rolę oraz liczba ciosów jakie dana postać może sprzedać. I tak, rycerz wali raz, mag stuka laską dwa razy, podczas gdy łotrzyk zadaje kombinacje składającą się z trzech ciosów. To ważne jest, bo właśnie w tym momencie zaczynają się podstawy budowania strategii zachowań na polu bitki. Wyprowadzane ciosy najpierw bez strat dla HP ściągają staminę, która pełni rolę swoistego pancerza. Zdejmiecie delikwentowi dokładną wartość, np. dwa punkty, przeciwnik zostaje ogłuszony. Myk polega na tym, że po aktywności jednego z bohaterów, można zamienić go miejscami w liniach z dowolnym innych, by połączyć to w kombinacje, jak choćby to, że mag zbija staminę dwoma ciosami, a leszcza doprawia rycerz wyprowadzając cios na zdezorientowanego adwersarza. Inaczej sprawy się mają, kiedy wjedziemy ze zbyt obfitą ilością ciosów, które spowodują odrzut przeciwnika, zamiast ogłuszenia, a tym samym natychmiastową regenerację staminy. Dziwnie to brzmi na papierze, ba! Dziwnie brzmi w tutorialu, ale w praniu łapie się to w mig. W mig na pauzie.

hbh3Sytuacje lekko ułatwia moment pauzy, która wchodzi po każdym ciosie, pozwalając na obmyślenie każdych kroków. Nie zdziwicie się jednak, kiedy tempo przypali paluchy, bo co z tego, że pauza, jak gra mimo wszystko jest niesamowicie dynamiczną roszadą. Do tego wchodzą jeszcze wszelkiej maści czary i nagle okazuje się, że ten niby prosty system to istny potwór, a cała zabawa przypomina szaleńcze klikanie jak w One Finger Death Punch, takie tempo.

Niestety Has-Been Heroes klęka przy systemach motywacyjnych do dalszej zabawy. Co prawda, kiedy rozwalamy przeciwników, zdobyte w ten sposób dusze wpadają do puli, gdzie po konkretnych progach dostajemy kolejne nagrody, przedmioty wchodzące do puli czarów dostępnych później w trakcie rozgrywki właściwej. Losowo, oczywiście, więc może ich nigdy nie zobaczycie, psikus. Poziom trudności to swoisty eskalator hardkoru i łażenie po całej planszy nijako nie przekłada się na pakowanie naszych postaci. Z początku nieczytelne było też to, że poza wartościami staminy czy ilością ciosów jakie można wyprowadzić, bohaterowie zadają też odmienne obrażenia, z czego najlepiej kosi rycerz, najsłabiej mag. Innych postaci po kilku godzinach jeszcze nie odkryłem, ale klikam sobie. Lipnie wypada też warunek, że każdy musi przeżyć. Gra nie przewiduje możliwości podniesienia kogoś, innych członków, nic. Ktoś umiera to nawet nie wchodzi, że game over czy całuj mnie w trąbkę, czy coś. Ot, menu główne.

hbh2Na rogalowym poletku jest dużo pyszności, pośród których Has-Been Heroes może nie smakuje najlepiej, niemniej jednak dostarcza odpowiedniej dozy oczopląsu i dobrej zabawy. Jest mocno nie fair i ma ewidentne braki organizacyjne, ale takich obliczeń, w tak krótkim czasie nie robiłem od nastu lat. Potrafi cieszyć, częściej mocno wkurzyć. Na krótkie sesje jak znalazł, acz dłuższe związki raczej nie wchodzą w grę. Chyba, że temat w waszym przypadku zażre, wtedy macie przed sobą godziny zabawy w odkrywanie wszystkiego, co odkryć można. Ku przygodzie!

Podesłał wydawca.

Dodaj komentarz