Gramy w Football Managera – ep. 2 – Grobowa atmosfera

moleskine0 dnia 30 kwietnia, 2013 o 22:42    10 

5214bdb529ff52c2bc08d9b03f97b94e_XL

Tym razem szukam wymówek, dlaczego nie potrafię grać z najlepszymi oraz przygotowuję się do następnego spotkania. I zmieniam layout, to bardzo ważne – zmieniam skórkę!

Przejrzeliśmy już historię mojej kariery w Bristol Rovers, obecnych liderów składu i taktykę. Zacząłem cykl po rozegraniu już kilku spotkań w Premier League, stąd podsumuję te kilka porażek (i zwycięstw, choć mało ambitnych) i spróbuję rozpracować kolejnego przeciwnika. W międzyczasie – polecam na screenach podziwiać inny layout mojego FM'a. Skórka nosi nazwę „Nuu” i jest bardziej przejrzysta niż oryginał.

 

Dawno zapomniany smak porażki

Zacznijmy od tego, że ostatnio nie układa mi się najlepiej z drużyną. Atmosfera w zespole jest bardzo słaba, piłkarze nie mają ochoty do gry, nie pracują na treningach. Powód jest bardzo prosty – zostali za bardzo zmotywowani, a początek sezonu sprowadził ich do parteru. W dodatku pojawiają się inne problemy. Teraz, gdy jesteśmy w Premiership, każdy chce w pierwszym składzie zabłysnąć. Nawet panowie, którzy ledwo łapią się do drużyny rezerw rozłażą się po redakcjach sportowych i opowiadają, jak to bardzo chcą grać w pierwszej jedenastce, jak to ciężko pracują i jak zasługują. A to nie rzutuje dobrze na drużynę – pojawia się dziwna presja, pretensje i tak dalej. Wyjście z całej sytuacji jest proste, ale zajmuje czas. Krnąbrnych szaraków sprzedać lub wypożyczyć, a pierwszą jedenastkę i ławkę rezerwowych uspokajać. Najweselej to na dzisiaj nie wygląda, zarząd powoli zaczyna dobierać mi się z tego powodu do tyłka. Tak jakby zapomnieli, ile dla klubu zrobiłem… No, ale cóż – szef zawsze pozostanie szefem.

 

Pierwszy mecz sezonu był jak uderzenie obuchem w łeb. Chelsea pokazała, na jakim poziomie gra się w Premier League.

fm_2013_04_30_23_30_46_293.jpg

Przegraliśmy na wyjeździe 4:2, choć nie zabrakło pozytywów z naszej strony. Dwie bardzo ładne bramki zmieścił w siatce David Clarkson, a ustawienie 4-4-2 okazało się wcale niezłym pomysłem. Gorzej jednak z formacją obronną – Hazard, Mkhitaryan i spółka przedostawali się pod nasze pole karne zdecydowanie za łatwo. Obrońcy byli za wolni, za mało skuteczni, graliśmy wślizgiem i mimo wyraźnych poleceń piłkarze jakoś nie chcieli się tego oduczyć. Tak czy siak wracali do domu ze zwieszonymi głowami. Z drugiej strony, jak tu się nie załamać – oddaliśmy 4 strzały na bramkę, dwa celne, po których wpadły gole. Piłkarze The Blues oddali ich 25, dominowali w posiadaniu i faulowali na potęgę.

 

Odkuliśmy się w drugim meczu. Przeciwnikiem byli starzy znajomi z Championship – Leyton Orient.

fm_2013_04_30_23_31_03_260.jpg

Wygrywając gładko 3:1 pokazaliśmy im wyraźnie, dlaczego to akurat my zdobyliśmy mistrzostwo drugiej ligi. Sergey strzelił pierwszą bramkę w Premiership, dwie dołożył Clarkson, który – jak już pisałem w pierwszym odcinku serii – wyraźnie odbudował formę sprzed dwóch lat. Przeważaliśmy w każdym aspekcie gry i to cieszy najbardziej.

 

Najtrudniejsze batalie miały jednak nadejść. Wyszliśmy z nich obronną ręką, jednak styl w jakim tego dokonaliśmy pozostawia wiele do życzenia.

fm_2013_04_30_23_31_28_66.jpg

W Manchesterze zmierzyliśmy się z Diabłami. United dali nam solidną lekcję, jak się w piłkę dzisiaj gra, razili jednak nieskutecznością. Siedem razy częściej uderzali na bramkę, byli siedem razy bardziej celni i kompletnie zdominowali nas w posiadaniu piłki. Dowieźliśmy jednak remis 2:2 po fantastycznym golu Maxa Claytona. Te 6 mln euro zaczyna zwracać się z nawiązką.

Liverpool był gwoździem do trumny motywacji.

fm_2013_04_30_23_31_34_323.jpg

Bezbarwny remis 1:1, kupa niewykorzystanych szans i środek tabeli po czterech kolejkach – to dobiło moich piłkarzy. Nauczeni zwycięstw nie radzą sobie z porażkami, a to, co przychodziło łatwo teraz trzeba wyrywać przeciwnikowi razem z sercem.

 

Premiership – przed 5. kolejką

Kolejnym moim przeciwnikiem w zmaganiach o utrzymanie w ekstraklasie jest ekipa Derby County. Kolejny znajomy zespół z Championship, z którym dotychczas potykałem się trzy razy. Jedna wygrana, jeden remis i porażka to statystyka, którą zdecydowanie trzeba poprawić.

Derby gra ustawieniem 4-4-2, a więc formacją, którą łatwo rozbroić. Równie łatwo jest się jednak odbić od muru obrońców. Szybki rzut oka na porównanie naszych formacji i wychodzi na to, że Derby jest lepsze w defensywie, ale sporo słabsze w ataku. To dobry prognostyk.

klub_derby.jpg

Zerknijmy teraz na ich wyjściową jedenastkę. Z przodu mamy Bennetta i Balla. Po czterech kolejkach obaj bez bramek. Ball jest dość wysoki, jednak atrybuty nie wskazują, że jest dobrze główkującym zawodnikiem. Potrafi jednak wykańczać akcje i jest silny, a biorąc pod uwagę jego statystyki, gra raczej na pozycji wysuniętego napastnika. Bennett pełni rolę podwieszonego, cofniętego napastnika. Więcej rozgrywa i podaje, ma mniej dryblingów i rajdów, a więcej kontaktów z futbolówką. Potrafi też lepiej zagrać z pierwszej piłki i jest szybki. Sprawa jest więc prosta – Bennetta przyciskamy pressingiem, Balla kryjemy.

Przy formacji 4-4-2 podstawowym pytaniem jest, czy grają skrzydłami, czy idą środkiem. Druga linia Derby to od lewej patrząc Hughes, Hendrick, Bryson i Coutts. Hughes i Coutts to zewnętrzni pomocnicy – szybcy, dobrze dośrodkowujący i dryblujący. Dośrodkowują sporo, ale bardzo niecelnie – około 15-16 procent piłek trafia do napastników Derby. Hendrick i Bryson to zupełnie inna para kaloszy. Ten drugi ma o niemal połowę mniej podań w statystykach. Sporo wślizgów i kilkanaście fauli. Z pewnością jest defensywnie nastawionym pomocnikiem, nie strzela na bramkę, zostaje z tyłu. Pressing zastosujemy więc wobec Hendricka. Ona rozgrywa piłkę w środku pola. Hughes i Coutts na razie bez instrukcji – jeśli podczas pierwszych kilku minut spotkania zaczną szarżować, przyciśniemy.

 

Do szatni, panowie!

Ja schodzę do szatni, rozmowa motywacyjna, ostatnie instrukcje, łyk wody lub „enerdżola” i pora wybiegać na murawę. Sprawdzimy czy moja mała analiza była słuszna. Jeśli nie, dowiecie się pierwsi :)

 

Dodaj komentarz



10 myśli nt. „Gramy w Football Managera – ep. 2 – Grobowa atmosfera

      1. Kerdej99

        @mokraTrawa

        Ja się cieszę w tym roku z LM, nawet bardzo. :) Raz, że już w ćwierćfinałach totalna dominacja Kontynentu wobec braku klubów z Wysp; dwa, że nie będzie kolejnego El Classico, tylko nowe taktyki i nowe (bo polskie) twarze. A ponieważ to derby Bundesligi na Wembley, wynik otwarty z lekkim wskazaniem na Monachium.

  1. zakrzak

    Pisałeś, że masz tylko dwóch scoutów i przez to sam się zajmujesz wyszukiwaniem zawodników? Kierujesz się statystykami zawodników czy też może korzystasz z podpowiedzi z neta kogo warto zgarnać (o inne programy, przeszukujące bazę danych dla danej rozgrywki nie pytam, bo wtedy gra traci sens)?
    Pytam bo jak jeszcze miałem czas na CM’a (czyli FMa zanim zmienił nazwę), to po kilku rozgrywkach zaczynajac nową w tej samej lidze z góry wiedziałem kogo opłaca się brać, więc by była jakaś zabawa to albo opierałem się tylko na scoutach, albo zaczynałem grać w jakiś egzotycznych ligach :)

    1. moleskine0 Autor tekstu

      @zakrzak

      Głównie patrzę na atrybuty i to, jak sprawują się w drużynie. Scouta mam de facto tylko po to, by sprawdził gościa, do którego nie mam dostępu, a wydaje mi się, że będzie dobry. Jednak jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, przeważnie tylko atrybuty. Nie korzystam z podpowiedzi z netu – one sprawdzają się w poszukiwaniu młodych talentów, a prawda jest taka, że kiedy bierzesz słaby, mały klub, z małym budżetem, to ten młody talent nie ma nawet zaplecza, by eksplodować formą. Po awansie do wyższej klasy zawsze notuję sobie skubańców, którzy sprawiali mi problemy w meczach z danymi drużynami – a to jakiś dobry bramkarz, a to napastnik i tak dalej. W połowie sezonu sprawdzam sobie tych gości. Jak widzę progres i potrzebuję kogoś akurat na daną pozycję, to się nie zastanawiam – czasem można wyrwać naprawdę dobrych piłkarzy. Przykład – Max Clayton, mój skrzydłowi/napastnik. Ściągnąłem go z drużyny, która lała mnie niemiłosiernie w Championship, a ten pan rozgrywał fantastyczne zawody.

Powrót do artykułu