Pod kwitnącą wiśnią – RETRO #1

Revant dnia 28 sierpnia, 2014 o 12:04    34 

wisnia_retro

Slayers, kurczaki!

slayersPrawdziwy „klasyk”, jedna z najlepszych serii z czasów, gdy anime pojawiało się regularnie w popularnych kanałach telewizji polskiej, takich jak: Polsat, Polsat 2 czy RTL7. Gdy wszyscy „jarali” się Rycerzami Zodiaku, Czarodziejką z Księżyca i Dragon Ballem, ja nie mogłem przegapić choćby jednego odcinka Slayersów. Po około dziesięcioletniej przerwie serie wznowiono i uraczono fanów dwoma nowymi sezonami, które rozbudziły we mnie wspomnienia z dzieciństwa. Od tamtego czasu – od kilku ładnych lat – corocznie w wakacje urządzam sobie maraton z „Magicznymi Wojownikami”, wchłaniając wszystkie serie telewizyjne, filmy oraz OVA (specjalne odcinki nienadawane w telewizji).

slayers1Podstawowy skład bohaterów serii TV. Choć Xellos (jegomość stojący w tle) doskoczył później, stał się szybko nierozłączną częścią ekipy.

Główną bohaterką serii jest Lina Inverse. Piękna, inteligentna i utalentowana czarodziejka, jak samą siebie opisuje. Ruda, młoda, pyskata, impulsywna, niska i o małym biuście – jak określają ją wszyscy wokół. Dziewczyna, posiadając tylko kilkanaście lat, nabyła takie przydomki jak Zabójczyni Bandytów i Strach na Smoki. Już w pierwszym odcinku pokazuje, dlaczego nadano jej takie tytuły – w pierwszych scenach bez problemu rozprawia się z dużą i zorganizowaną bandą złoczyńców, a później niszczy ich smoka za pomocą zaklęcia Dragon Slave (pięknie przetłumaczony na Kulę Smoka, jakby osoba tłumacząca nie widziała w ramówce serię Dragon Ball), które posiada moc równą bombie atomowej. Co z tego, że sama przyczyniła się do wypuszczenia jaszczura z jego klatki, a później w ramach „pomocy” pobliskiemu miastu zrównała je z ziemią- taka jest właśnie Lina. W tym samym odcinku pojawia się również jej nieodłączny kompan i obrońca, Gourry Gabriev. Szermierz, spadkobierca potężnego Miecza Światła, a zarazem blondyn, który jest żywym przykładem stwierdzenia, że ten kolor nie dotyczy tylko włosów, a jest także określeniem stanu umysłu ^_^ Ta kolorowa para wyrusza razem w podróż, wpadając w coraz większe afery, które często związane są z ratowaniem jak nie konkretnego kraju, to całego świata, a nawet i kilku.

dragonslave

Doskonały przykład destrukcji wywołanej czarem Dragon Slave.

Warto zwrócić uwagę na świat wykreowany w serii. Ten, przez który podróżują Lina i Gourry, jest tylko jednym z wielu. Twórcy napracowali się, aby stworzyć unikalny system, ale smuci mnie jak słabo go wykorzystano. Cały „wszechświat” jest kontrolowany przez Panią Koszmarów (Lord of Nightmares), która stworzyła cztery światy, rządzone przez ciągle walczące między sobą mazoku (rasa potworów/demonów) i shinzoku (rasa bogów). Każdy świat posiada główną parę przeciwników – dla świata Liny jest to Rubinooki Shabraningdo (Ruby Eye Shabranigdu) oraz smok Ceifeed (Flare Dragon Ceifeed). Każdy z nich posiada swoich pomniejszych przedstawicieli, którzy również posiadają im podległe jednostki (przykładowo Xellos, najbardziej znany widzom Slayers mazoku, jest sługą Zelas Metallium, która zaś podlega Shabraningdo, stworzonego przez Panią Koszmarów). Jak widać – anime posiada naprawdę rozbudowaną mitologię, co umożliwia stworzenie nie jednej, a wielu ciekawych serii, dziejących się w różnych światach, spiętych w jeden wspólny wszechświat. Twórcy jednak skupili się głównie na świecie czerwonym (Red World), miejscu przygód Liny. Próbowano rozbudowy i stworzono serię Lost Universe, dziejącą się w świecie czarnym (Black World – wspominany w trzecim sezonie Slayers) i do tego bardzo odmienną, gdyż przeskoczono z serii fantasy i zrobiono swoiste science-fiction. Niestety, popularności zbytniej nie zdobyła, co chyba było właśnie powodem do zaprzestania dalszego rozszerzania (a bardziej uzupełniania) uniwersum. Warto nadmienić, że system magii istniejącej w tym anime jest blisko związany z mitologią jego świata. Sam twórca serii – Hajime Kanzaka – porównał go do czerpania wiadrem wody ze studni. Dana osoba inkantując konkretny czar pobiera energię od bóstwa/demona, którego wzywa inkantacją. Widać to dobrze na przykładzie wizytówki Liny, czyli zaklęciu Dragon Slave, które czerpie swoją moc od samego Shabraningdo. Twórcy przyłożyli się i takie smaczki odnajdują swoje miejsce nawet w fabule (np. Lina zna czar, którego moc pochodzi od samej Pani Koszmarów, co wzbudza zainteresowanie złych charakterów i tworzy oś nie jednej afery). Ogólnie szkoły magii można podzielić na trzy: czarna (destrukcja) i biała (leczenia i obrona) magia oraz szamanizm (żywioły i magia dusz). Wiele osób może razić sposób wyprowadzania zaklęć (czyli wykrzykiwanie ich nazw przed samym atakiem), ale jest to dla mnie w pewien sposób słowna inkantacja. Wyjątkowo potraktowano najbardziej potężne czary, jak wspominany Dragon Slave (po obejrzeniu serii pamięta się cała formułkę na pamięć), ale kilka innych również doczekało się choć jednej sceny z recytacją ;)

slayers7Przejawiająca się przez serię rozpiska hierarchii w mitologii świata Slayers.

Całe anime, oprócz ciekawego świata i magii, oferuje jeszcze więcej wspaniałości. Od samego początku można zgadnąć najważniejszy dar tej serii – mnóstwo humoru. Anime jest przepełnione gagami od prostackich, jak ciągłe wytykanie Linie małego biustu, po absolutne majstersztyki – czego najlepszym przykładem jest związek między Liną, a Nagą…och, Naga…. Abstrahując, najlepsza postać drugoplanowa serii komediowej ever, która nawet nie pojawiła się bezpośrednio w serialu telewizyjnym (pojawia się jednak niemal bezpośrednie odniesienie w ostatniej serii). Całym swym jestestwem skradła filmy i ovki, a jej śmiech jest po prostu LE-GEN-DAR-NY! Wracając, seria Slayers również stara się uderzać w bardziej poważne klimaty. Twórcy starali się widać zainteresować również starszych widzów. Podczas przygód Liny i spółki poruszone zostały takie wątki jak rasizm, zemsta, uświęcanie celem środków, czy nawet poświęcanie innego życia dla ratowania własnego. Prym w tym wiedzie zwłaszcza genialny sezon trzeci, z postaciami takimi jak Valgaav czy Filia. Co ciekawe, ten sezon został całkowicie stworzony przez twórców anime, którzy nie bazowali jak zawsze na poprzedzającej serię telewizyjną mandze. Świat Slayersów – mimo całej otoczki „fantasy” – często ukazuje się brutalny i trupy potrafią się ścielić gęsto. Udało się jednak zachować umiar pomiędzy elementami komediowymi a poważnymi, co czyni tę serię dość wybitną na tle późniejszych tworów z tego gatunku.

slayers3Lina i Naga w swoim debiucie na wielkim ekranie.

Otoczka graficzna opisywanego anime – jak na tyle już lat – potrafi naprawdę zaskoczyć. Rysownicy i animatorzy wykonali kawał dobrej roboty i niektóre dzisiejsze studia mogą się tylko uczyć. Koncepty postaci są ciekawe i szczegółowe, a tła również przyciągają wzrok (zwłaszcza pełne życia miasta!). Najbardziej spodobać się mogą czary i ich „konsekwencje”. Strzał ognistą kulą nie tyle niszczy przeciwników, ale i wyrządza duże szkody w obszarze działania. Magia żywiołów cieszy oczy prawdziwie „lodowymi” pociskami, a przywoływanie golema to nie wyciąganie wielkiego głazu z kapelusza, a prawdziwa rozwałka stojącego nieopodal pagórka czy nawet części zbocza góry. Sceny inkantacji najmocniejszych czarów są równie przyjemne dla oka, choć trącą tutaj lekko klimatem przemian z Sailor Moon ^_^ Najlepiej graficznie wypadają filmy, choć seria telewizyjna i ovki również potrafią zaskoczyć świetnymi scenami. Muzycznie seria trzyma poziom – bardzo dobre openingi, zwłaszcza z pierwszym ever and the best – „Get Along”, śpiewany przez sam głos głównej bohaterki, czyli Megumi Hayashibara (notabene – aktorka śpiewa wszystkie openingi serii, a znana jest również z użyczaniu głosu w Cowboy Bebop, Shaman King czy Neon Genesis Evangelion). Endingi już mniej, ale równie dobre (zwłaszcza ten z serii czwartej). Przy okazji głosów użyczanych postaciom – bardzo dobre głosy w japońskiej wersji (Akira Ishida jako Xellos i jego „Sore Wa Himitsu Desu”), choć sam osobiście polecam wersje amerykańską, która zmienia jak dla mnie w świetny sposób odbiór niektórych postaci (Lisa Ortiz jako Lina sprawia, że nie brzmi ona jak rozwydrzona i głupia gimnazjalistka, do Zelgadisa pasuje jak ulał głos Crispina Freemana, a śmiech Nagi to tylko ten w wykonaniu Kelly Manison).

slayers3Jeden z przewijających się i najbardziej rozbijających mnie  gagów – rasa ryboludzi ^_^

Podsumowując, anime nie tyle dla staruchów i wyjadaczy, ale również nowszego pokolenia oglądaczy chińskich bajek. Znajdziemy tutaj świetne postacie, mnóstwo niesamowicie dobrego humoru, przygodę, przygodę i jeszcze raz przygodę! Z początku lekkie i przyjemne, później z przekazem i zadumą, a jednak przez cały czas bawiące widza. Oglądając serię odpoczniemy sobie przy gagach, a zarazem zostaniemy wciągnięci w interesujący świat oraz równie intrygującą fabułę. Wiele rzeczy można wytknąć tej serii (porzucenie fajnego uniwersum, pewne wymuszone gagi, spłycenie nowszych sezonów), ale nie ukrywajmy – Slayers zostało stworzone w latach 90, więc pewne elementy troszkę trącą starością mającą w przyszłym roku 20 lat (licząc datę pierwszego odcinka anime, a nie pierwszego wydania mangi, która ukazała się już w 1989). Wskazówka na koniec, dla chętnych – warto obejrzeć najpierw obejrzeć serię TV, a później filmy+OVA, mimo różnicy chronologicznej (kinówki i dodatki dzieją się przed główną serią, ale są kompletnie odcięte fabularnie). Polecam każdemu, próg wejścia jest niski, a moc bajek z lat 90 jest w tym anime silna.

Dodaj komentarz



34 myśli nt. „Pod kwitnącą wiśnią – RETRO #1

  1. Matelan

    Takie pytanie, gdzie w internetach można oglądać anime? Niestety torrenty u mnie odpadają, bo w uk tpb i inne popularne trackery zablokowane, a specjalnie proxy nie chce mi się bawić, więc czy są jakieś strony na których można spokojnie wszystko, od nowosci po starocie wszystko obejrzeć?

  2. morfiszon

    @Revant
    No wreszcie się doczekałem na ten wpis ;) Ja na drugim sezonie się zatrzymałem teraz, będzie motywacja by wreszcie pchnąć to dalej. Tak samo jak Final Fantasy 3. Co do DB to jakoś tak sobie mi podchodzi, ale DBZ już wciągnęło no i odświeżyli na jakąś tam rocznice w HD powycinali filery i nazwali DBZ Kai. Co do „:dwóch facetów unosiło się pod niebiosa, robiło sławojkowe miny po czym pruło do siebie promieniami” to także tak to na początku odbierałem, ale jak zacząłem oglądać niesamowicie wciągnęło mnie po same uszy. W sumie jest to shōnen, a w tym rodzaju anime/mang chodzi właśnie o walkę i o drodze w stylu od głupka(zera) do bohatera ;)

Powrót do artykułu