Monotematycznie – Bajoryzm stosowany

moleskine0 dnia 16 stycznia, 2015 o 12:02    21 

bajor2014

W sumie nie o Michała Bajora, a Michaela Baya chodzi, jednak “bayoryzm” w tytule głupio by wyglądało… Jak się tak zastanowić, to “bajoryzm” też. Ten tekst jest trochę na przekór plebiscytom, wyborom najgorszych produkcji i tak dalej. To raczej zbiór zarzutów, które choć odnoszą się do różnych ekip z branży gier, łączy jeden mianownik – sukcesywne odgrzewanie kotleta i polewanie go trochę świeższym sosem, jednocześnie zabijając cały smak, jaki kiedyś w produkcie był. I widzimy to niemal co roku.

Kim jest Michael Bay? To człowiek, który lekką ręka niszczy wspomnienia z dzieciństwa wypuszczając coraz to gorsze odsłony dawnych legend. Tym sposobem zniszczył Transformers (każda kolejna odsłona to coraz większy ból dla oczu i mózgu, który zapychany jest pisanymi na kolanie na zajęciach z angielskiego dialogami i zwrotami akcji, których nie powstydziłby się scenarzysta Klanu), całkiem niedawno zgwałcił Teenage Mutant Ninja Turtles. I choć w ostatnim przypadku był tylko producentem, to film ma wszelkie symptomy bayowej produkcji (cycki Megan Fox, wybuchy, wybuchy, wybuchy, niewyszukany humor, wybuchy, cycki Megan Fox).

Bajoryzm od kuchni

Michael Bay zaczynał jednak całkiem obiecująco. Ma na swoim koncie dwie odsłony Bad Boys (łaczu gona du?!), Twierdzę i Armageddon - filmy, które dziś może nie robią wody z mózgu, ale lata temu cieszyły się ogromną popularnością i nienajgorszymi recenzjami. O wynikach box office nie wspomnę. 

Przyłożenie więc metaforycznego Michaela Baya do branży gier komputerowych to nie tylko sposób, by cały ten tekst nosił śladowe chociaż ilości poczucia humoru. „Michały Bajory” branży gier to franczyzy, które ambitne (czy raczej dobre) początki zamieniły z czasem na pseudo-scenariusz z papką zamiast fabuły, okraszony coraz to większą ilością wybuchów, lens flare effect i mamiące gracza podrasowaną grafiką, dźwiękiem surround, fizyką z filmów akcji lat 90-tych i pompatyczną, będącą kalką każdego dobrego filmu wojennego muzyką. Ach, i najważniejsze, gameplay wcale nie musi być dobry. Bajorami są też serie, które nawet nie wstydzą się tego, że wciskają ludziom zmarszczony, zimny kotlet z przedwczoraj polany dopiero co kupionym keczupem z Biedronki (Tortex FTW!). Ludzie i tak kupią dla wybuchów i cudów-wianków (czytaj psów bojowych i innych dupereli, lepszej grafiki, większej ilości map, broni, trików, czego dusza zapragnie). Zestawienie nie ogranicza się do shooterów, bo bajoryzm jest silnie stosowany w każdej gałęzi branży.

Statuetka Bajora wędruje do…

Na wstępie (podwstępie?) muszę zaznaczyć, że to zestawienie i cały rant na temat upadłych idei rynku growego są moim, czysto subiektywnym spojrzeniem na to, co dziś dzieje się w naszej ulubionej branży (nie, nie piszę o Brazzers…). Sponsorami tego odcinka monotematycznych wywodów są Doritos, Mountain Dew i Gamespot, które niestrudzenie ładują pieniądze w promocję niepróbujących już udawać gier skoków na kasę.

Bajorozm “Bug, honor, ojczyzna!” – Ubisoft i Assassin’s Creed
gikz-acCofnijmy się osiem lat wstecz. Gdy gry Ubisoftu dostawały oceny powyżej siódemki i było to naprawdę szczere. Gdy pojęcia DLC i day-one patch nie były powszechnie znane, i tylko Gabe Newell z pomocą Palantiru mógł przewidzieć przyszłość. Ja osobiście pierwszą przygodę z AC wspominam zaskakująco dobrze. Wciągająca fabuła, świetna grafika i fakt, że nie jestem gościem z wielką spluwą, a zwinnym i działającym z rozmysłem zabójcą spowodowały, że trudno było się oderwać. Potem jednak było już tylko gorzej. O ile ACII można jeszcze uznać za tytuł wartościowy, to im dalej w las, tym więcej jeleni. Powiew świeżości pojawił się w pirackiej odsłonie, a to, czym uraczyło nas Ubi w przypadku Unity, daje jej tytuł czarnego konia tych zawodów. Developerom ewidentnie nie chce się wysilać nad fabułą, dialogami, a gra od dobrych paru lat wygląda niemal tak samo. Każdy launch day wygląda tak samo – grać się nie da, rage na forach, screeny i filmiki z śmiesznościami i odkrycie, że prócz kilku nowych ruchów, nowej scenerii i lekko podpudrowanej grafiki ta seria nie ma już nic do zaoferowania. TAK, wiem, że Paryż taki piękny, że taki szczegółowy, ale umówmy się – więcej modeli na ekranie i pikseli na bitmapie to jeszcze nie graficzna rewolucja. I choć historia jest… no cóż, długa, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że niedługo Ubi naprawdę skończą się pomysły. AC: Shogun Revolution, AC: Cold War Bollocks, AC: Korean Communists Stand-up… już niedługo w sklepach. Assasiin’s Creed to jednak z tych marek, które desperacko potrzebują zmiany podejścia i optyki. Z drugiej jednak strony… i tak kupujemy.

Bajoryzm “W imię zasad, skurwysynu” – Activision i Call Of Duty
gikz-codW sumie gdyby nie fakt, że Advanced Warfare wyszedł im taki, jaki wyszedł, Activision pewnie wylądowałoby w kategorii powyżej, a dla Ubi wymyśliłbym jakieś specjalne miejsce. Niemniej, nie można nie przyznać, że w AW gra się fajnie. Nie znakomicie, acz fajnie. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to i tak bajoryzm w innej postaci. Spłycona fabuła, masa efektów, łubudu z każdego kąta ekranu. Strzelanki są jakie są i trudno się spodziewać, by miały fabułę mocną jak w Tinker, tailor, soldier, spy (btw – polecam!). Istnieją jednak dowody, że można zrobić gęstą fabularnie, acz pełną akcji i łojenia z giwery grę FPP (Deus Ex: Human Revolution na ten przykład). Bajora panowie z Activision dostają przede wszystkim za to, że Michael Bay jest chyba ich ghost writerem i ghost directorem w jednym – pracując jednocześnie w Treyarchu i Infinity Ward. Powtarzalność kolejnych odsłon COD, których oryginalny kontent skończył się dla mnie jakieś 5-6 lat temu jest tutaj głównym zarzutem. Misja z karabinem na szynach, misja z ucieczką, misja z wielkim obiektem wybuchającym w finale, misja z zrobieniem czegoś po cichu, misja w dziwnym miejscu (kosmosy, oceany i inne takie). Kevin Spacey nie dodaje AW głębi, a jedynie smaczku. COD już dawno przestał być ambitny i oryginalny, a producenci znaleźli przepis na trzepanie łatwej kasy, bez zawracania sobie głowy duperelami, jak fabuła czy oryginalne rozwiązania.

Bajoryzm “Dojna krowa” – Nintendo i Pokemon
gikz-pokeOstatnia odsłona ulubionych zwierzaków (potworów?) pokolenia lat 90-tych to remake gry z 2002 roku. Pokemony wyglądają coraz bardziej karykaturalnie, a gra – poza wątpliwej jakości portem w świat 3D nie różni się niemal niczym od wcześniej wydanych. Sam fakt, że co kilka lat Nintendo odkurza jedną z serii sprzed dekady, dając jej więcej koloru i remodelując trochę stwory powoduje, że producenci z Kraju Kwitnącej Wiśni, szczycący się przecież fantastycznymi grami, które mimo nieco “dziecinnego” designu i rozgrywki zapodają bardzo często głęboką, fantastycznie wciągającą fabułę, w pełni zasłużyli na Bajora. W tej kategorii wpisać można w sumie każdą większą serię gier, które przeszły albo fazę odgrzewania, albo brutalnego gwałcenia podstawki z pomocą DLC czy pre-sale. Nintendo ma jednak mistrza w nic nie robieniu i mnożeniu bytów jednym ruchem – wypuszczają jednocześnie dwie gry, które niemal w ogóle się nie różnią (miłośnicy pewnie sprowadzą mnie do parteru w tym argumencie, ale dla casuala nie ma różnicy czy gra w Blue, Red, Green, Gray, X czy Y).

Bajoryzm „I tak w to zagracie” Microsoft i Halo – tej serii wśród Bajorów nie wymienić nie wypada. Story-telling w ostatnich dwóch odsłonach jest co najmniej słaby. Producenci jadą od lat na sentymencie, wydając wciąż jakieś podrasowane, wypudrowane wersje, a to z dodatkową mapką, a to z czymś tam jeszcze. Niemniej, trudno ocenić ich bajorskość po samej tylko The Master Chief Collection, która jest de facto zbiorem starych gier, choć w odnowionej wersji. Już od Halo 3 wiało swądem zepsutych, starych pomysłów, a całkiem ambitnie rozwiązane story z jedynki czy dwójki przestało mieć znaczenie w późniejszych odsłonach. W tym roku wydają nowe Halo - pewnie zobaczymy ich w którejś kategorii następnym razem. To kolejna po AC seria, która na szybko potrzebuje jakiejś konkretnej zmiany. Szczególnie, gdy Destiny zapowiada się na kolejną sagę i choć nie zmiotła konkurencji z półek po premierze, to jednak z Halo bez kompleksów stawać może w szranki.

gikz-halobf

Bayoryzm „Dużo Lepszych Ciekawostek” EA i Battlefield – Z jednej strony, można powiedzieć, że trochę to nie fair. Ostatnia stand-alone odsłona BF datowana jest na 2013 roku. Teraz czekamy na Hardline, teoretycznie więc panowie w przeciągu ostatniego roku nie wiele nam zawinili. Fakt jednak, że podstawka jest okrojoną wersją, a grać warto w online’owe rozgrywki dopiero w odsłonie Premium każdego z tytułów o czymś świadczy. Domyślać się tylko można, że o tej porze w 2016 roku wyjdzie już 6-7 dodatków. Inna sprawa, że ostatni raz dobrze grało mi się w single player BF chyba w 2008 roku, przy okazji Bad Company. Pod względem scenariusza był to jakiś powiew świeżości, było trochę zabawy, a całkiem ciekawie zaprojektowane postaci, że nawet polubiłem bohaterów. Szkoda, że dziś ma to w grach tego typu tak małe znaczenie.

Wiem, że odkryłem tutaj tylko wierzchołek góry lodowej, pominąłem kompletnie wszelkiego rodzaju symulatory i inne produkcje-kalki (FIFA? Madden? Każda gra sportowa co roku?) z treścią w formie papki podawanej na oddziałach OIOM w polskich szpitalach. Tym bardziej jestem ciekaw Waszych typów. Kogo potraktowalibyście Bajorem?

Dodaj komentarz



21 myśli nt. „Monotematycznie – Bajoryzm stosowany

  1. Revant

    Karnego za Pokemony! Widać, żeś grał dawno i nie w większość :P zgodzę się, że pierwsze dwie generacje nie wprowadzały drastycznej różnicy fabularnej między sobą, ale główne założenie tych gier pasowało do mechaniki – złap je wszystkie. W pokemonach nie chodzi o dojście do elite4 i pokonanie czempiona (a w późniejszych odsłonach jeszcze ratowanie świata i inne takie), ale o catchowanie i trening kieszonkowych potworków. Dlatego danie dwóch wersji, gdzie istnieją duże różnice pomiędzy dostępnymi stworkami niemal wymusza poszukiwanie osoby z „drugą” wersją i wymienianie się brakującymi cyferkami w pokedexie ;) z każdą kolejną serią wszystkie elementy są bardziej rozbudowywane – sieciowe bicie się po twarzy, huby, wystawy i swoiste konkursy piękności, a fabuła od 3 generacji wprowadza istotne różnice w fabule – team magma i team aqua oraz ich spojrzenia na świat. W najnowszych odsłonach mamy bardzo rozwinięty element „rozradzania” pokemonów. Nie jest więc to seria, która odgrzewa swoje. To seria, która trzyma się tego co uczyniło ją sławną i rozbudowuje o nowe oraz często dobre elementy.

    1. moleskine0 Autor tekstu

      @Revant

      Grałem od Red i Green (Blue), przez Crystal, Emerald, liznąłem Black and White i teraz zagrałem ze dwa, trzy razy w najnowszą odsłonę. Dla mnie to odkopywanie trupa, malowanie na nowo i zakopywanie :)
      Fakt, dodają bo dodają, co nie zmienia faktu, że najbardziej lubią odgrzewać. Przydałaby się drastyczna zmiana, może pójście bardziej w kierunku Rumble (które mnie osobiście bawiło bardzo).

      1. Revant

        @moleskine0

        Ale pokemony to nadal nie jest trup. Każda kolejna generacja wprowadza kolejne innowacje, a to, że z każdą generacją „odgrzewają” coś starszego to tylko ich taki tok wydawniczy, który uważam za lepszy niż taki rozpierdziel jak przy AC, BF czy CoD. Robią nową generację, później robią następną, a żeby nie czekać długo na nowe poki dostajemy bardzo dobrze odsmażony kotlet, który jest smaczniejszy niż był wcześniej. A pójście w kierunku P: Rumble to byłaby zaś zrzynka z Digimonów z PSX :P

  2. Tasioros

    Splinter Cell – gdzieś w okolicach 4-5 części seria straciła swój urok. W „czwórce” dziwne były dzienne misje. „Piątka” była już w stylu „hadziaaaa!” i „jebudu”. No i była jeszcze Blacklist. Mimo że nie są to złe gry, to jednak już nie tak magiczne jak 3 pierwsze części. No i Ironside’a szkoda.

    1. Revant

      @Tasioros

      Ah, nawet nie przypominaj mi…przebolałem Conviction bo jednak zamysł fabularny był dość świeży i bardziej nastawiony na Fishera niż jego działania jako agenta. Pamiętam jednak artykuły w CDA sprzed premiery – to miał być taki Assassin’s Creed w klimatach SC. Wyszło jak wyszło :/ a Blacklist to nieporozumienie – niby głoszono „wracamy do korzeni”, ale niestety – zjebana mechanika (jak można uzależnić widoczność gracza od przyklejenia się do przeszkody, jak można pozbyć się płynnego skradania podpisanego pod rolkę myszy, itd.) i brak Ironside kompletnie mnie odrzucił. Cierpię :(

      1. Tasioros

        @Revant

        No i podsłuchiwanie ochroniarzy:

        Guard 1: Hey Emilio, did you see these new motion sensing lights?
        Guard 2: No, what do they do?
        Guard 1: When they detect movement, the light turns on.
        Guard 2: That’s… that’s amazing!
        Guard 1: Like magic.
        Guard 2: I think I’m going to get one of those for my garage. Imagine that, you pull up in your car at night, and the driveway lights up automatically!
        Guard 1: Ha, you’re crazy! This is hi-tech stuff, Emilio. It probably costs thousands of dollars.
        Guard 2: Hmmm… Si, you’re probably right. I could never afford it.

        A później ich przesłuchiwanie:

        Sam: What kind of security do you have out here?
        Guard: We have these new motion sensors.
        Sam: Motion sensors?
        Guard: Si, they turn on the lights.
        Sam: Oh… no alarms, just lights? Like for your garage?
        Guard: Er, not for my garage. Are you kidding? Those things are expensive! High-tech!
        Sam: Uh, yeah. Whatever.

  3. PeteScorpio

    Dziwię się, że jeszcze nie dostałeś bana od Nitka! Tak profanować jego ulubionego artysty, na koncercie którego Koń płakał w pierwszym rzędzie, wstyd :P

    Tak na serio to fest przyjemny artykuł, fajnie napisany. Co do Baya, cóż ocena twa jest surowa, a może niepotrzebnie bo kto czasem nie potrzebuje wybuchów, cycków, wybuchów i to wszystko w 3D?! Ja na pewno, dlatego idąc do kina na najnowsze Transformery szykuję się na niezłe jebudu po oczach i uszach, a nie na moralne rozterki na temat człowieczeństwa c’mon. Ostrożnie też z tym niszczeniem dzieciństwa, przecież to wciąż animacja o gadających robotach zamieniających się w auta, a Bay przeniósł to na duży ekran tak iż człowiek mógł uwierzyć, że to dzieje się na prawdę (dzięki efektom specjalnym).
    Co do zestawienia gier to Assasins Cred tak, Call of Duty tak, Battlefield z jego pierdyliardem dodatków tak. Nintendo i Pokemony to domena Japonii więc tego nie ogarniesz więc nie wiem. Halo to dla mnie zimna ryba więc olewam.
    Mogę się wypowiedzieć na temat Fify – na pierwszy rzut oka może to wyglądać że to tylko copy-paste z roku na rok, ale powoli zbliżamy się do graficznej ściany (tak już wirtualne mecze przypominają te jakie widzimy na ekranie telewizora) więc obecne zmiany nie są aż tak rewolucyjne. Jednak jeśli prześledzisz ewolucję programu od 1994 roku to zobaczysz jak zmieniała się ta gra i jak przedstawiała najnowsze trendy w programowaniu i grafice. Toteż historycznie ta seria ma zasługi, choć zdarzały się edycje w których nic się nie zmieniało oprócz aktualnych składów, to fakt ;)

    1. iHS

      @PeteScorpio

      Eee, ostatnich transformersów już nie zdzierżyłem. Nie mam nic przeciwko lekkim i przyjemnym filmom akcji, z robotami które się zmieniają w auta jak najbardziej, ale lubię jak ktoś szanuje mnie jako widza, i na przykład chce mu się napisać scenariusz. A to co zrobił z żółwiami, to faktycznie jest już deptanie mojego smarkulstwa żołnierskimi butami.

      Na odtrutkę musiałem to oglądać dziesięć razy: https://www.youtube.com/watch?v=kLQc9rXjRo8

  4. Mnisio

    No ja Bajorem potraktowałbym Heroes of might&magic.
    Pierwsza część dobra.
    Druga bardzo dobra.
    Trzecia – schemat ten sam, ale podany niemal idealnie.
    Czwarta – próba odejścia od schematu, dość udana.
    Piąta – odgrzewanie kotleta, przeprowadzka w 3D, ale to już nie to, a dodatkowo każda gra trwa średnio 3 razy dłużej niż w trójce.
    Szósta – zupełnie nieudana próba zmian – znaczące uproszczenia, gra już zupełnie bez tego „czegoś”
    Teraz odrestaurowanie części trzeciej – skok na kasę jak ta lala.
    No i dodatkowy bonus, każda gra w serii od 2 miała dodatki (od jednego do czterech – chyba że szóstka ma więcej).

  5. emperorkaligula

    A ja właśnie na luźnych nockach oglądam G1 z 84′ i pierdole jakiegoś baja i jego zakichaną wizję. Do dziś szlocham po nocach przez to co ten usraelczyk zrobił z moim dzieciństwem. Na stos! Na stos!

    „będącą kalką każdego dobrego filmu wojennego muzyką.”

    Jak dla mnie to ciągle nic nawet na dziesiątki kilometrów nawet nie zbliżyło się do John’a Addison’a i jego Mostu z lat 70′… No może niektóre azjatyckie soundtracki – tylko one miewają rozmach na miarę tego arcydzieła. Zachód już dawno się skończył.

    „Activision i Call Of Duty [...] Nie znakomicie, acz fajnie.”

    Fajnie to też trochę na wyrost, chcesz znakomitej mechaniki poruszania się po mapie, która jednocześnie wpływa na gunplay to jest na rynku tylko umierające tibes ascend :( Obecne mainstremowe shootery to straszna kupa. Ale nawet kupę gra się świetnie z TSem ze znajomymi.

    Co do Nintendo. Kolejne Fire Emblem na horyzoncie. Jaka inna seria przez 25 lat trzyma poziom LUB bardzo pozytywnie się rozwija zostając jednocześnie hardcorowa jak się tylko da ? Czuje w kościach, że EA i Activision pozdychają, a Nintendo ciągle zostanie na placu z takimi perełkami jak Fire Emblem czy Mario & Luigi RPG.

    Osobiście wręczam Bajora EA za nowego dragon age’a. za to że jest hujowy. tak po prostu. 70+ godzin na zwiedzanie świata minęło raz-dwa. przy tym świetnie się bawiłem. ale jak już mam misje fabularne i granie z beznadziejną napisaną drużną to jest dramat. zmuszam się.

Powrót do artykułu