Drobiazg na rozpętanie pełnej nienawiści dyskusji ;)

bosman_plama dnia 23 października, 2019 o 10:37    27 

palpatine

Widzieliście już „ostateczny zwiastun ostatnich Gwiezdnych Wojen o ostatnich Skywalkerach”? Pewnie tak. No to możemy sobie o tym pogadać. Pokrzyczeć na siebie. Rozpalić emocje. Znienawidzieć się na wieki wieków, czyli gdzieś do przyszłego czwartku.

Wszyscy wiemy jak się to skończy. I ci, którzy czytali przecieki na reddicie (nie ja) i ci, którzy znają kogoś, kto czytał te przecieki (ja) i, którzy wiedzą jak zwykle toczą się takie opowieści i na co najbardziej zwracają uwagę tzw. białe kołnierzyki.

Każdej części sagi trochę się obrywa. Nowa nadzieja dostała się pod zmasowany ostrzał fanów SF ponieważ jej „S” na pewno nie mogło znaczyć „science”. Imperium kontratakuje zostało zbombardowane za ponurość i odejście od klimatu NH. Powrót Jedi kopano po kostkach ze ewoki. Trylogia prequeli, to wiadomo: Jar Jar i ogólna drewnianość postaci. Przebudzenie Mocy dostało za swoje ponieważ było za bardzo jak NH a Ostatni Jedi za to, że za mało. Łobuziak 1, to wiadomo, słaby film, natomiast Solo sam sobie strzelał już nawet nie w stopę, ale w znacznie wrażliwszą część ciała robią film o Hanie bez Forda, za to z kolesiem, który aktorstwa uczył się jakoś podczas kręcenia filmu.

han

Tak więc dla filmów z serii SW nie ma taryfy ulgowej, krytykowanie ich jest wpisane w sagę od samego początku. Mimo wszystko prawie zawsze czekaliśmy (my, fani) na kolejne odsłony i prawie zawsze zapowiedzi nowych filmów wzbudzały w nas emocje. Dlatego ciekawe, że tym razem, jak wynika z różnych reakcji w rozmaitych stronach sieci, te emocje są jakby mniejsze. Co jeszcze ciekawsze, z mojego punktu widzenia, ja te reakcje podzielam. A z mojej strony nie jest to akcja: „meh, nie idę na to po fatalnym TLJ”, bo ja ten film polubiłem po pierwszym seansie. Po drugim lubiłem go już trochę mniej, ale nie straciłem doń sympatii, a na pewno nie podzielam zdania, że to jakaś abominacja.

Może więc po prostu się starzeję, tracę ciepło i trudniej wzbudzić we mnie emocje? Przecież nie płakałem przy MLP już chyba od trzech sezonów. Hm.

przemo

Oczywiście, tezę o starzeniu odruchowo, zarówno podświadomie jak i świadomie odrzucam. I dlatego szukam dla siebie wymówki.

Po wcale nie takiej krótkiej rozkminie odkryłem, że przyczyną może być fakt, że bohaterowie nowej trylogii właściwie pozostawiają mnie obojętnym. Tak, jakby twórcom tych filmów nie udało się wykreować postaci, w której losy bym się zaangażował. W moim przekonaniu największą słabością tej serii jest więc fakt, że jej twórcy nie potrafili stworzyć postaci i bohaterów na miarę poprzednich sześciu filmów. Co ciekawe, stało się tak być może właśnie dlatego, że za bardzo się starali. W efekcie przehajpowali Rey tak mocno, że właściwie trudno poczuć do niej sympatię. Tu akurat Rian Johnson starał się ją trochę uczłowieczyć, pokazać, że czasem jej coś nie wyjdzie. Czy wybrał do tego dobry sposób to inna sprawa. Choć lekkie śmieszkowanie z Rey nie było takim złym pomysłem. Ta postać bardzo potrzebuje jakiejś słabości. Nawet Terminator jakieś dostał.

sw2

Między trójką głównych bohaterów pierwszego SW istniała chemia, od razu miedzy nimi iskrzyło. Han i Leia mieli charyzmę, Luke nadrabiał entuzjazmem, ale też pewną powagą, która była w nim obecna od samego początku. To młody chłopak, z mojego dzisiejszego punktu widzenia prawie dzieciak, ale jest w nim jakaś nielicująca z młodzieńczym zapałem powaga. Jakby podświadomie zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności jaka na nim ciąży. To koleś, który raczej rzadko się w tym filmie uśmiecha a we wszystko angażuje się na 100% (gdy już podejmie decyzję o zaangażowaniu). Han, to wiadomo, łobuziak szybkostrzelny, uwodzi damy i niedamy, kryje złote serce pod maską interesownego twardziela. Leia z kolei jest księżniczką dokładającą wszelkich starań, by nie być damą w opałach (wbrew fabule). Potrafi być złośliwa, gwałtowna ale i zachowywać rozsądek, gdy potrzeba a także wykazywać się niezgorszymi zdolnościami dyplomatycznymi. Ale to wszystko nie miałoby znaczenia, gdyby między trójką postaci nie iskrzyło od samego początku i gdyby one wszystkie nie rozgrywały wszystkich swoich zalet i wad względem siebie nawzajem. Żadne z nich nie istnieje osobno. Rywalizują ze sobą, kłócą się, wyzłośliwiają a w tym wszystkim kochają i rzucają, z różnych pobudek, wyzwanie światu. A świat, z Mocą, Imperium i udanymi postaciami drugiego planu, to dla nich tło i dopełnienie. Pierwsza trylogia SW to historia o przyjaźni.

trojka

Natomiast nowa trylogia, jest, obawiam się, historią o kończeniu opowieści, ale komponowaną tak, żeby jej tak zupełnie do końca nie kończyć. Brak jej więc tego, czym broni się trylogia prequeli – własnego swoistego sensu odnoszącego się nie do świata odbiorców serii, ale do świata Dalekiej Galaktyki. Lukas wkurzył całą masę starych fanów prequelami, ale miał w nich do opowiedzenia jakąś historię ważną dla Galaktyki. I na niej się skupiał. Przy okazji, dzięki charyzmie aktorów dał nam nowego fajnego Obi Wana i Darth Maula. Co jeszcze mu się udało, to pogłębienie postaci imperatora, Palpatine, znów dzięki aktorowi, nabrał mocy i Mocy.

Nowa, ostatnia trylogia pozostaje pod tymi względami w tyle. Po pierwsze historia ma gdzieś Daleką Galaktykę. Poważnie. Sześć filmów Lukasa bardzo chciało nam o niej opowiadać i nam ją pokazywać. To dlatego kantyny i siedziby gangsterów są pełne szalenie rozmaitych stworów a twórcy dokładają starań, by były one charakterystyczne i stawały się czymś więcej niż tylko tłem – część z nich otrzymuje nawet własne historie. I nie chodzi mi o to, że powracały potem w powieściach, grach czy komiksach, ale o to, że Lukas i następcy lubili takie anegdotki, lubili gdy coś działo się w cieniach, w małych ujęciach. W częściach IV – VI kasy było jeszcze trochę mało i trzeba było sztukować scenografię czym się dało a bohaterowie nie mogli wędrować po zbyt bogatym świecie. Ale i tak dostajemy sporo interesujących i odmiennych lokacji. I nawet ewoki mają jakiś sens, kulturę, wierzenia. W trylogii prequeli Lukas nie musiał przejmować się już pieniędzmi i ograniczeniami technologicznymi, więc zaszalał z panoramami miast, z wnętrzami i z rozmachem odmalowania Galaktyki w czasach jej świetności.

cos

Trylogia Zwieńczenia (taki mój tytuł na użytek tekstu) prawie w ogóle obrazu Galaktyki nie rozwija. W pierwszej części dostajemy wprawdzie kantynę a a drugiej kasyno, ale one są… No cóż, kantyna to klon tej, którą już znamy, a kasyno to tło wypełnione nawet nie NPCami, ale tłumem pikseli. A i tak mam szacun dla Johnsona, że próbował tym kasynem pokazać coś nowego – bogaczy, których wcześniej w filmach prawie nie było, ich dekadencję i kompletne ignorowanie wielkiego konfliktu toczonego w Galaktyce, jeśli tylko nie mogli na nim zarobić. To bodaj jedyna próba poszerzenia obrazu świata w nowej trylogii. Kłopot w tym, że została wykorzystania w szalenie niepotrzebnym wątku i przez to niosła nasienie samozniszczenia u podstaw. Wielu widzów znienawidziło reżysera za wiele elementów tego wątku i zignorowała to, co było w nim najciekawsze.

Tak więc, historia i obraz Galaktyki jest dla twórców nowej trylogii mało istotna. Ważniejsze są losy bohaterów, którzy tę Galaktykę kształtują. I to można by wygrać, to mogłoby się udać, gdyby nie to, że ci bohaterowie okazują się niezbyt udani. Przede wszystkim jest ich zbyt wielu. Po każdej części pałętają się starzy herosi i zwykle kradną filmy, bo widzowie zdążyli ich już polubić i są ciekawi ich dalszych losów. Przeważnie mają też więcej charyzmy niż nowe postacie. To sprawia, że mamy w centrum wydarzeń już trzy ważne postacie (Luke jest tak ważny, że nawet gdy go nie ma na ekranie, wszyscy i tak mówią tylko o nim, a gdy pojawia się w Przebudzeniu Mocy na chwilę, poziom zaangażowania emocjonalnego i ogólnego poczucia zarąbistości w filmie natychmiast skacze). Teraz dochodzą do nich, na głównym planie: Rey, Finn, Poe i Kylo. To już siedem. Siedem ważnych, rozwijanych postaci na film. I wszystkie dostajemy niemal od początku, dość pospiesznie. Co gorsza Finn jest wprawdzie fajny i Rey też potrafi na początku zdobyć serce, ale tylko o Poe możemy powiedzieć, że to postać z charyzmą. I co się dzieje? Właśnie Finn Poe znika z filmu na dość długo. Zostajemy z fajnymi Rey i Finnem. Rey zaczyna bardzo szybko wzrastać w hiperpotęgę bo tak. Po drodze Kylo daje się kiwać, wpada w ataki szału i obrywa od każdego, kto wyraża chęć by mu wklepać.

sw4

W drugim filmie charyzma Poe zostaje wdeptana w glebę, żeby dwie starsze panie mogły mu pokazać gdzie leży serce Republiki i ze śmiałego przedsiębiorczego kolesia robi się delikacik skazujący rebelię na zagładę, w imię podarowania garstce ludzi jakichś piętnastu minut życia dłużej (bo do tego sprowadza się błyskotliwa strategia zaprzestania ataku tuż przed sukcesem; gdyby Leia prezentowała podobną postawę w NH, Gwiazda Śmierci działałaby do dziś a Imperium by wygrało). Pozostają Rey, Finn i Kylo. Rey, choć Johnson stara się dodać jej kilka słabości, jest jednak nadal pompowana w stronę Kapitan Marvel, czyli superheroskę dla której właściwie nie ma ograniczeń. Kylo dostaje, na szczęście, nieco charakteru, ale znowu głównie przegrywa i nawet podwładni nie traktują go poważnie. Finn, jakby bohaterów w serii było za mało, dostaje partnerkę w postaci Rose (która prędko staje się najbardziej znienawidzoną postacią od czasów Jar Jara). I wszyscy oni plączą się na tle znacznie ciekawszych i ważniejszych Luke’a i Lei. Jak w takiej sytuacji mają otrzymać czas i wątki zbudowane tak, byśmy się do nich przywiązali i byśmy ich polubili?

sw5

Twórcy sami nie wiedzą. Dlatego grają cały czas na wysokich tonach i np. Poe i Finn co i rusz wpadają sobie w ramiona, żeby podkreślić jakimi są kumplami, choć tak naprawdę nie mieli kiedy lepiej się poznać. Cała ich znajomość to jedna katastrofa lotnicza. I choć wiem, że podczas wojny, w dramatycznych okolicznościach więzi tworzą się szybciej, to ich relacja jest szyta grubymi nićmi właśnie dlatego, że tylko one pozostały twórcom. Rey w pierwszym filmie była jeszcze rozgrywana w relacji z Finnem, ale w drugim traci nawet i to. Tak naprawdę trójkąt bohaterów podobny do tego z pierwszej trylogii (Luke- Han – Leia) w tej jak dotąd nawet nie zaistniał, bo Rey – Finn – Poe prawie się nie spotkali w trójkę (jest jedna scena… przedstawiania się sobie nawzajem) i nigdy nie przeżyli we trójkę wspólnej przygody. To jak ma zaistnieć między nimi chemia? Kiedy? A jeszcze dorzucono im Rose, a w tle cały czas próbuje odbić z „ekipy” dziewczynę Kylo. I to wszystko przy pierwszym planie wygrywanym przez starych. I bodaj to staje się najmocniej emocjonalnym między postaciami wątkiem. Romans między Mary Sue a czarnym rycerzem fajtłapą.

tyt

Efekt jest taki, że w Trylogii Zwieńczenia nie ma ani obrazu Galaktyki, ani bohaterów, których losy by nas porywały. Jedno i drugie jest pretekstowe. O czym więc są te filmy? O zakończeniu pewnej historii, którą znamy z innym filmów. I to mogłoby być niezłe, ale w efekcie dostajemy historię o filmach. A istotą dobrej opowieści nie może być samo opowiadanie. Wiecie, ten poziom meta, w którym wszyscy wiemy, że nie chodzi o to, żebyśmy przeżywali nowe wydarzenia, ale o to, żebyśmy się wzruszali bo papież Polak opowiedział nam o kremówkach. Twórcy nowej trylogii tyle razy opowiadali nam od miłości do SW i o oddawaniu hołdu legendzie, że chyba zapomnieli, że powinni stworzyć własną opowieść i własnych bohaterów. I dlatego najbardziej wyczekiwaną postacią The Rise of Skywalker nie jest nikt z nowych ale stary, siwy, pomarszczony jak niemowlę Palpatine. I tylko on wzbudza jeszcze jakieś emocje. Bo on, podobnie jak Han Solo, Leia i Luke, jest prawdziwy. Cała reszta to tylko plakaty, wydmuszki zapełniające puste tła opowieści, której chyba w nowej trylogii nie ma.

Tak sobie podumałem przy myciu zębów, gdy zastanawiałem się jak wytłumaczyć brak emocji przy oglądaniu nowego trailera, czymś innym niż tylko starością.

 

Dodaj komentarz



27 myśli nt. „Drobiazg na rozpętanie pełnej nienawiści dyskusji ;)

  1. Cayden Cailean

    Niestety trudno się nie zgodzić z tym wszystkim co napisałeś o nowej trylogii Bosmanie… Ostatnio w ramach przypominania postanowiłem sobie obejrzeć wszystkie części SW [bez seriali] żeby być gotowym na nową część… no i po epizodzie 7, od tygodnia zbieram się w sobie żeby obejrzeć TLJ ponownie… i jakoś nie mam ochoty. To naprawdę kiepska oznaka kiedy fan SW nie chcę oglądać którejś części, tylko epizod pierwszy wywołuje we mnie takie reakcje.

    A co do trailera… Co to kur…tka blaszka ma być??
    https://the-hollywood-gossip-res.cloudinary.com/iu/s–yIXMetMy–/t_full/cs_srgb,f_auto,fl_strip_profile.lossy,q_auto:420/v1571748666/the-calvalry-is-here.gif

    Wakanda forever?? Dlaczego jedi szarżują na koniach po zewnętrznym pokładzie gwiezdnego niszczyciela??? Mam szczerą nadzieję że to jakaś psychodelia rozgrywającą się tylko w czyjejś głowie… ale to mała nadzieja :(

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Cayden Cailean

      Wcześniej pokazują jak taki niszczyciel wyłania się spod lodu, albo spod wody. Pewnie więc to nie jest akcja w próżni (której z SW zresztą nie ma, a w każdym razie działa inaczej niż nasza trochę), ale na powierzchni planety, gdy jakaś ukryta flota Palpatine’a szykuje się do startu. Albo coś w tym stylu.

  2. bosman_plama Autor tekstu

    Korzystając z okazji: offtop (nie ma życia w sieci bez offtopów).
    Graliście może na BG albo ID na konsoli? Bo wiecie, że się ukazały?
    Otóż ja nie grałem:). Ale rozmawiałem ostatnio ze znajomym, który grał. I on, wyobraźcie sobie, twierdzi, że sterowanie w tych grach jest wręcz stworzone pod pada.

    1. lemon

      @bosman_plama

      Nitek swego czasu chwalił konsolową wersję Diablo 3, więc może coś w tym jest. Sam coraz mniej lubię grać „po staremu” (m+k), tylko wolę się rozsiąść z padem w dłoniach, nawet jeśli to FPS albo MMO. Jak ktoś w pracy spędza kilka godzin przy biurku, z myszką i klawiaturą, to nie bardzo mu się widzi relaks w tej samej pozycji.

      1. Nitek De Kuń

        @lemon

        Cały czas chwalę.
        BD, ID i te wersje enhanced konsolowe wydają się dawać radę (chwilę grałem ino na Switchu). Jest podobnie jak z Diablo, można sterować ludzikami, ale można też kursorem jeździć po ekranie.
        Niewiele grałem, ale dla kogoś, kto jest obeznany w graniu na padzie, translacja wypada całkiem nieźle, choć przeklikiwanie się przez ekwipunek bywa męczące, bo kursor skacze per okienko i jak po coś trzeba się przeklikać to olaboga.

        Niemniej wygląda to spoko.

        No i doceniam chwalenie grania na padzie. Niezły twist!

      2. bosman_plama Autor tekstu

        @lemon

        W D3 to ja też tylko na padzie grałem i nie bolało. Choć czasem, zwłaszcza na początku, gdy postać jeszcze nie była wypasiona a ja wprawiony, pprzy chwilowych brakach precyzji trochę mi postać obrywała a raz czy dwa nawet zginąłem. Potem ja się wprawiłem a postać podpasła i już szło.

    2. aihS Webmajster

      @bosman_plama

      Sterowanie jest okej, ale oczywiście są niuanse, które nie dotyczą wszystkich, ale są – na przykład jak ktoś każdą skrzynkę/szafkę musi otworzyć no to żeby odpalić umiejętności złodziejskie to trzeba raz kliknąć żeby na hotbara zejść kursorem tam przeklikać w prawo przez wszystkie opcje do samego końca i już witamy się z gąską :P Pewnie w jakimś patchu dodadzą skrót. Same menusy radialne to żadna nowość ani ekskluzywne rozwiązanie wszakże były w Temple of Elemental Evil na PC w czasach gdy nikt nie wpadł jeszcze na szatański pomysł portowania takich gier na konsole.

  3. lemon

    Mnie też nowy trailer pozostawił obojętnym. Na poprzednich dwóch filmach cieszyłem mordę, dopóki siedziałem w kinie, ale potem przychodziła refleksja, że właściwie to meh. Powtórny seans TFA tylko mnie w tym utwierdził, a TLJ już nawet mi się nie chciało oglądać drugi raz. Mało mnie obchodzą losy postaci – może oprócz Snoke’a, bo tajemniczość działała na jego korzyść i chętnie dowiem się więcej (pewnie wyjdą jakieś powiązania z Palpem). Może Abrams jeszcze coś z tego uratuje, ale nie mam wielkich oczekiwań.

    1. bosman_plama Autor tekstu

      @Cayden Cailean

      Hehehehehe.
      To jest niesamowite jak Bethesda za każdym razem, gdy ludzie mówią: „gorzej być już nie może” udowadnia, że nie ma żadnego problemu z biciem kolejnego rekordu. Tylko (okazyjnie) 499 zeta za możliwość pogrania w tę samą grę, za którą już gracze zapłacili, ale na ociupinę innych warunkach:D. A jak nie kupisz okazyjnie, to jeszcze drożej:D.

      Zaczynam dochodzić do wniosku, że oni tak naprawdę nienawidzą Fallouta i jedynym celem wykupienia przez nich marki było jej totalnie zniszczenie w oczach graczy. Najpierw zrobili bardzo niedobrą Trójkę i pewnie wtedy chichotali szaleńczo. A potem zamarli ze zdumienia, bo pojawili się „antybetonowi wojownicy”, którzy nie tylko się grą zachwycali, ale jeszcze zwalczali (i piętnowali „betonem”) każdego, kto odważył się grę skrytykować.

      „No nic” – stwierdzili w Bethesdzie – „Oddamy Fallouta tym ultrabugotwórcom z Obsidian i zobaczymy jaki będzie ryk!”
      Zamiast tego okazało się, że powstał Fallout, który polubił nawet beton.

      Zakasali więc rękawy i zagrali va bank. Wypuścili Fallout 4, który jest tak kolorowy, że pod wględem scenografii więcej ma wspólnego z japońskimi date simami niż z Falloutem, pod względem mechaniki już zupełnie Falloutem nie jest ale strzelanką nadal jest ułomną, lokacje ma raczej żałosne a ich rozlokowanie karykaturalne. I właściwie najważniejszym elementem uczynili budowanie osiedla. „No to teraz” – stwierdzili – „Marka zdechnie. Musi.”

      Nie zdechła.

      Coraz bardziej zdumieni badają wytrzymałość graczy dalej. Zrobili to coś, co nazwali 76. Tu już, przy wszystkich zastosowanych zagraniach, nawet najbardziej ostrożni odpalali korki od szampana. Przecież w to nie dało się grać, a wszystkie zagrania PRowe wyglądały, jakby opracowywano je w Polskich Kolejach Państwowych.

      I nic. Gracze nadal grają.

      Ci w Bethesdzie są już chyba tak zdumieni, że zapomnieli o nienawiści i traktują katowanie Fallouta jak eksperyment socjologiczny. Co ma nawet pewien ironiczny sens. Wszyscy, którzy w to grają siedzą jakby w jednym z Vautlów a ich nadzorcy obserwują ile jeszcze zniosą.

          1. bosman_plama Autor tekstu

            @bosman_plama

            Coraz weselej! Okazuje się, że jak już kupicie (okazyjnie) tę skrzynię za 500 zeta, to ona… zeżre Wam schowane do niej przedmioty.
            To przecież nie może być przypadek. Po wszystkich wtopach i za takie pieniądze Bethesda nie wypuściłaby kolejnego bubla i to skopanego w kluczowych elementach.
            Nie przypadkiem, w każdym razie:).

  4. michau

    Wiecie, cholera… nowanowatrylogia jest jaka jest, wszystko co w niej najlepsze pochodzi ze starejstarej, jest masę nieudanych i zupełnie niepotrzebnych elementów, ale jakoś ją lubię. W przeciwieństwie do trylogii nowejstarej (:D) jest dokładnie tym ci polubiłem w starwarsach, czyli fajną, kosmiczną bajką. Z chęcią przyjmę inne podejście (kotor 2, może mandalorian?) niemniej stare nadal dostarcza mi przyjemnych chwil przy ekranie i pewnie dalej będę nabijał kabzę disnejowi moimi 2 dychami co rok/dwa/ile tam tym razem im wyjdzie.

Powrót do artykułu